O sobie

  • Zainteresowania piłka nożna, brazylijskie jiu jitsu, informatyka, elektronika
  • Ulubiony zawodnik Carles Puyol, Andres Iniesta, Oliver Kahn
  • Ulubione zespoły FC Barcelona
  • Barcelonie kibicuję od 2004/2005

Statystyki

  • Dni w serwisie 388
  • Liczba komentarzy 899
  • Polecenia 6199

Komentarze

6

31 października 2002 roku w Bissau, mieście stołecznym jednego z państw Afryki Zachodniej miało miejsce niezwykłe zdarzenie. Na świat przyszło dziecko urodzone… w czepku. Zanim jednak wrodzone szczęście dało o sobie znać, chłopiec imieniem Anssumane długo szukał wraz ze swoją rodziną własnego miejsca na świecie, ale kiedy stało się jasne, że wszędzie dobrze, ale w Barcelonie najlepiej, o nastoletnim fenomenie usłyszał cały świat.
Są piłkarze o bajecznej technice, są piekielnie szybcy, silni jak tur i są tacy, którzy po prostu mają „to coś”. Nie ma chyba obecnie zawodnika, do którego ostatnie z powyższych określeń pasuje tak, jak do Fatiego. Trudno opisać jego fenomen, na pierwszy rzut oka niczym się wybitnie nie wyróżnia, ot po prostu zdolny, nieźle wyszkolony młokos. Niebagatelnie przebojowy, ale wielu młodych zawodników posiada tę cechę, często próbują szalonych wręcz rozwiązań raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, sęk w tym, że Fatiemu niepowodzenia przytrafiają się niezwykle rzadko. Pojedynek z dwoma obrońcami? Udało się. Strzał z dystansu zamiast podania do lepiej ustawionego kolegi? Próba i gol, akurat bramkarz się nie spodziewał. Pierwsze minuty po kontuzji? Kto by się tym przejmował, uda się – i rzeczywiście się udało. Takim sposobem pobijał klubowe, i nie tylko, rekordy, dzięki takiemu podejściu i wynikom stał się bodaj największą nadzieją cules na powrót klubu do świetności. Na razie jego kariera wygląda jak historia protagonisty w jednowymiarowym filmie o bohaterze, wybrańca, po którego myśli idzie wszystko od początku do końca. Oby tak zostało, a finałem niech będzie wzniesienie przez niego pucharu Ligi Mistrzów w bordowo-granatowej koszulce.

11

Młodości! Ty nad poziomy wylatuj – pisał Mickiewicz i rzeczywiście wczoraj młodość pozwoliła wznieść się ponad pewien poziom. Co prawda był to tylko poziom Levante, ale i tak lot był efektowny.
Nic tak nie cieszy kibica zawodzącego klubu jak dobra postawa młodzieży. Nico, Gavi i kilku innych młokosów na czele z Fatim wlało wczoraj nadzieję w serca pogrążonych po ostatnich spotkaniach w defetyzmie cules. Zdolną mamy młodzież, jest się czym zachwycać, ale jednocześnie wszystkich popadających w hurraoptymizm czeka rychły, zimny prysznic. Brak doświadczenia ma to do siebie, że powoduje u zawodników występy nierówne, że młodziak na boisku przeplata błyskotliwe, podlane własną fantazją zagrania takimi, o których sam wolał by zapomnieć. Trzeba o tym pamiętać, kiedy przyjdzie kolejne niemrawe starcie z pozornie słabszym rywalem jak ostatnio z Cadiz czy Granadą, wówczas jakości oczekiwać należy od klubowych nestorów, a ci niestety ostatnio nie zachwycają. Pierwsze skrzypce grane przez nowe pokolenie można traktować dwojako, z jednej strony pozwala to patrzeć w przyszłość z optymizmem, z drugiej budzi wątpliwości czy aby stara gwardia nie odchodzi w cień zbyt szybko. O ile przeciwko Levante Busquets, Pique czy nawet Luuk De Jong nie odstawali od kolegów, a nawet, szczególnie w przypadku pierwszego z wymienionych, dobrze ich uzupełniali, to w ostatnich tygodniach było różnie z ich dyspozycją, z kolei chociażby Coutinho trzyma równy, niski poziom. Jeśli tak dalej pójdzie, jeśli ton Barcelonie nadawać będzie grupa o tak zmiennej dyspozycji, to kibiców czeka w tym sezonie ekstremalna huśtawka nastrojów. Czy to źle? Walkę o trofea pewnie utrudni, niemniej właśnie ta niepewność, połączona z nowym, młodym obliczem zespołu, z którym chce się utożsamiać sprawia, że na kolejny mecz można czekać z niecierpliwością.

10

Schadenfreude. Rzecz dzieje się w Niemczech, to i słowo niemieckie.
Robert Lewandowski zakończył serię kolejnych meczów ligowych z bramką. Serię imponującą, ocierającą się o rekord, ale będącą ewidentnie nie w smak znacznej części kibiców. Tych, którzy jak sępy czekali na niepowodzenie piłkarza, by mieć wyczekiwane od miesięcy używanie, by móc podważać jego jakość, umniejszać i krytykować. Zdumiewające jak wiele osób odczuwa radość z czyichś porażek, o ile w ogóle brak bramki zawodnika w jednym meczu po dziewiętnastu oficjalnych spotkaniach z golem z rzędu można nazwać porażką. Niełatwo jednoznacznie wskazać co wywołuje tak niskie instynkty. Czy to kompleksy? Może wynikająca z innych pobudek nienawiść? Obsesyjne zapatrzenie w idola i nagła możliwość wywyższenia go kosztem rywala? Nie znam odpowiedzi, ale dla zadeklarowanych antyfanów Lewandowskiego czy każdego innego zawodnika jest nadzieja - większość ludzi z tego wyrasta.

9

Czy czas Koemana w Barcelonie dobiegł końca? Zdanie kibiców i co ważniejsze Laporty wydaje się być przesądzone. Czy zatem wobec ruiny, w jakiej Holender najprawdopodobniej już niedługo zostawi Dumę Katalonii jego zatrudnienie było błędem? To nie jest już tak oczywiste.
Koeman przychodząc do Barcelony miał pomóc jej wrócić na właściwe tory. Sytuacja w klubie w momencie jego przyjścia wydawała się opłakana, echa lizbońskiej klęski z Bayernem jeszcze nie ucichły, a on miał dać drużynie nowe życie nie mogąc liczyć na przypływ świeżej krwi w postaci transferów. Momentami się to udawało, udało się zdobyć Copa del Rey czy wrócić do zakończonej ostatecznie fiskiem walki o tryumf w lidze. Oceniając quasi-post factum widać jednak, że były to raczej pojedyncze zrywy, które nawet jeśli potencjalnie mogły na dobre stać się cechą nowej Barcelony, to zostały zgaszone przez kolejne niedogodności jak brak wiary zarządu w budowany projekt i kolejne problemy finansowe manifestujące się najboleśniej w odejściu Messiego. To wszystko złożyło się na fakt, że Koeman udanej piłkarskiej rewolucji nie przeprowadził. Nie dociągnął do końca tego, co było jego zadaniem, ale trzeba mu też oddać, że swojemu następcy, ktokolwiek nim będzie, sprawił ogromny prezent w postaci największego pozytywu swojej pracy - wprowadzenia młodych zawodników. Czasem nie miał innego wyjścia niż gra młodzieżą, czasem nie dawało to oczekiwanych rezultatów, na pewno wielu z młokosów, którzy weszli do pierwszej drużny w ostatnim czasie do oczekiwanego poziomu nie dorośnie, ale jest co najmniej dwóch piłkarzy, z którymi, po części za sprawą Holendra, można wiązać duże nadzieje. Pedri i Araujo, bo o nich mowa pokazali już, że stać ich na bardzo dużo i to już teraz, nie za dwa lata, że nowy trener ma w nich punkt zaczepienia, aby tworzyć coś lepszego. Koeman zbudował tych dwóch zawodników. Nie ma większego znaczenia czy zmusiły go do tego okoliczności, jest to jego ogromna zasługa, która nie pozwala uznać minionego roku jednoznacznie za czas stracony.
Trudno obecnie wierzyć, że z tym trenerem Blaugrana się podniesie, że zacznie jeszcze zachwycać, niemniej jeśli kiedyś, po pewnych poważnych zmianach się to stanie, to Koeman już dołożył do tego swoją cegiełkę. Mniejszą niż oczekiwano, stąd pożegnanie z nim odbędzie się bez większego żalu, ale nie można całkowicie pominąć jego wkładu psiocząc na obecny stan drużyny.

0

Pora meczu późna, to piłkarze postanowili zadbać o kibiców i pomagają nam usnąć. Dziękuję Barcelono.

Zobacz wszystkie

114

@Chakalaka a co konkretnie złego lub błędnego jest w stwierdzeniu, że dziecko nie jest winne sposobowi w jaki zostało poczęte? Czytając początek myślałem, że może Jan Paweł II gdzieś pochwalił gwałty lub je bagatelizował, ale nie, napisał, że nawet na tak podły czyn można odpowiedzieć miłością. Rzeczywiście, zachęcanie do miłości rodzicielskiej i wsparcia kobiet tak okrutnie naznaczonych przez los to karygodny fanatyzm.

112

Nicola Nanni strzelił w meczu z Polską swoją pierwszą bramkę w narodowych barwach, uplasował się tym samym na trzecim miejscu klasyfikacji najlepszych strzelców kadry San Marino w historii.

95

@VamosRakieta Angola leży w Afryce, nie gra na Euro.

90

Casemiro robi herbatę z wody po parówkach.

84

Busquets na boisku jest dziś jak rodzynki w serniku - nie wiadomo po co.