Poświęcenie Gerarda Piqué

Dariusz Maruszczak

18 kwietnia 2021, 17:15

El Pais

20 komentarzy

Fot. Getty Images

  • Gerard Piqué robił, co mógł, żeby wrócić na finał Pucharu Króla, co ostatecznie się udało, choć jego występ był obarczony ryzykiem
  • Obrońca rozegrał świetny mecz i pomógł drużynie w sięgnięciu po trofeum
  • Znaczenia charyzmy i doświadczenia 34-latka nie sposób przecenić

Obecny sezon jest dla Gerarda Piqué bezustanną walką o powrót do zdrowia. Jak zauważa El País, ten zawodnik w swojej karierze nie miał dotąd tak poważnych problemów z kontuzjami. Nawet uraz biodra, którego nabawił się przed laty, nie wykluczył go z gry na tak długo, ponieważ do absencji doszło w przerwie miedzy sezonami. Dlatego obecne rozgrywki musiały być dla Piqué bardzo trudne, co motywowało go do walki o jak najwcześniejsze wyleczenie kontuzji.

Po urazie doznanym w meczu z Atlético Katalończyk wrócił do gry niesłychanie szybko, bo około miesiąc przed planowanym terminem. Bardzo chciał przystąpić do rywalizacji z PSG, ale ostatecznie wystąpił tylko w pierwszym ze starć. Później bowiem znów doznał urazu i mimo prób powrotu na El Clásico nie udało mu się zagrać także w tym pojedynku. Wydawało się, że Piqué przegapi również finał Pucharu Króla. Doniesienia sprzed spotkania wskazywały, że 34-latek wciąż odczuwa ból, a dziennik Ara uznał występ obrońcy za niemal wykluczony. Piqué ciężko jednak pracował, żeby móc wziąć udział w tej kluczowej konfrontacji. Zdecydował się nawet (podobnie jak przed El Clásico) przyjąć zastrzyki przeciwbólowe, a Ronald Koeman postanowił posłać go do gry, co wiązało się z ryzykiem.

„Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. A Piqué po końcowym gwizdku i ciężkiej pracy mógł po niego sięgnąć. Obrońca od początku finału prezentował bardzo wysoki poziom i nie dał pograć napastnikom rywala mimo braku rytmu meczowego. Obecność weterana na boisku była bardzo cenna nie tylko ze względu na jego piłkarską klasę, ale też charyzmę i doświadczenie. W kontekście Barcelony często mówi się o problemach w komunikacji i wzajemnym motywowaniu piłkarzy (wskazywał na to m.in. Griezmann), ale jednym z graczy, którym nie można tego zarzucić, jest właśnie Piqué. Po porażce w El Clásico zespół na pewno potrzebował też pewności siebie obrońcy, który jeszcze kilka dni przed konfrontacją z Athletikiem podkreślił w rozmowie z Jordim Albą: „na pewno wygramy finał”. Piqué niewątpliwie dodaje charakteru drużynie, tak potrzebnego w celu odpowiedniego nastawienia mentalnego na decydujące mecze. Już w 2008 roku ś.p. Tito Vilanova podkreślał znaczenie obrońcy, twierdząc, że bez niego wynalazek Guardioli by się nie udał.

Warto dodać, że bez Piqué Barcelona w tegorocznym finale mogłaby się w ogóle nie znaleźć. To właśnie Katalończyk strzelił gola na 2:0 w spotkaniu z Sevillą, dającego Blaugranie remis w dwumeczu i dogrywkę, w której Barça rozstrzygnęła losy rywalizacji na swoją korzyść. Co więcej, już w trakcie rywalizacji doszło do sytuacji, gdy Piqué upadł na ziemię bez kontaktu z przeciwnikiem, przy wielkim grymasie bólu. Dotrwał jednak do końca. Tak więc powrót Piqué po pierwszej kontuzji, przez wielu uznawany za przedwczesny i ryzykowny, przyniósł klubowi wymierny efekt, mimo późniejszych komplikacji jego stanu zdrowia. Z pełną świadomością tego wszystkiego 33-latek znów zdecydował się wrócić i mimo dolegliwości wspomóc drużynę w finale, przyczyniając się do zdobycia przez Barcelonę 31. Pucharu Króla. Piqué wskazuje, że to dopiero początek. Wypada trzymać go za słowo.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Bardzo mnie cieszą takie artykuły bo pokazują jak trudna była droga Pique do finału Pucharu Króla.
Mimo wszystko bardzo mnie serce bolało jak czytałem komentarze "znawców" i hejterów Pique przed meczem, a dzisiaj albo siedzą cicho albo udawadniają że są chorągiewkami. Dobrze że powstał ten artykuł bo może część mniej rozgarniętych użytkowników tego portalu przeczyta go od początku do końca i zrozumieją o kim tak źle pisali, bo udowodnił nie raz że całym sercem jest za Barceloną i może jej jeszcze wiele dać sportowo, mentalnie a także szkoleniowo ze względu na młodzież.

Zagrał świetny mecz.

W jednym artykule raz ma 33 lata, a potem 34. Amatorka.

Za 200 tys tygodniowo tez bym sie spial :)

To prawdziwy bohater, gdyby nie on to Bilabo strzeliło by te pięć bramek i byłoby 4-5. Całe szczęście wrócił i zatrzymał Basków!

Jak myślicie... Koniec jegokarierynadejdzie w tym sezonie czy w kolejnym, bo strasznie mu zależy aby każdy mecz zagrać nawet jakby miał chodzić o kulach.

Świetnie grał w wczoraj, nie pozwalając szybkiemu Williamsowi na sprint w kierunku bramki Ter Stegena :)

Szkoda że nie był takim kozakiem w meczu z Bayernem. Skończcie już z tymi peanami - to był tylko Athletic (BEZ FORMY).

Gdy czytalem opinie, ze po kontuzji i przerwie Pikej powinien byc na lawie, poniewaz stanowi zagrozenie i bedzie niepewny smiac mi sie chcialo. Facet wczoraj zagral jak profesor. Lenglet przy pelnej formie fizycznej przy nim jest jak maly, bezmyslny junior, a ostatnio dyspozycja Araujo trz nie byla najlepsza, takze los byl dla nas bardzo laskawy, ze pozwolil Gerardowi wczoraj dyrygowac calym zespolem. Jedyny z cojones, ktory nie boi sie powiedziec co mysli i op... c kolege z boiska. Niech mu tylko zdrowie dopisuje i gra jak najdluzej, a mlodziez przy nim dojrzewa i czerpie.

Dziękujemy, Gerard!
Widać, jak wiele znaczy dla Ciebie ten klub. Zapisałeś się w historii tego klubu i cały czas mimo wieku udowadniasz ze na to zasługujesz swoją charyzmą, umiejętnościami i poświęceniem