O finansach Barcelony. Część I: iluzjonista Bartomeu

Błażej Gwozdowski

11 lutego 2021, 11:47

55 komentarzy

Fot. Getty Images

Barcelona udostępniła sprawozdanie finansowe za sezon 2019/20 i projekt budżetu na trwający sezon, wywołując niemałą burzę. Zarówno w mediach, jak i wśród kandydatów na stanowisko prezydenta, którzy zapowiadają odbudowę wielkiego klubu na zgliszczach pozostawionych przez Bartomeu i jego współpracowników. Bankructwo Barcelony (choć tylko pozornie) brzmi dobrze w Madrycie. Buduje też medialną wrzawę, która jest celem samym w sobie redakcji na całym świecie. Geneza obecnych problemów jest jednak bardziej złożona niż nowy kontrakt Messiego i wysokie wynagrodzenia starej gwardii. Przyjrzyjmy się zatem temu bałaganowi na spokojnie, a ponieważ tak ciężkostrawne treści warto sobie dawkować - zacznijmy od części pierwszej tej sekcji zwłok.

Syntetyczne dane przedstawione przez Klub to skarbnica informacji, z których jedne po prostu martwią, a inne wręcz mrożą krew w żyłach. Zanim jednak przejdziemy do problemów, w których niewątpliwie Barcelona się znalazła i z których wychodzić będzie powoli stąpając po kruchym lodzie, warto przyjrzeć się całej kadencji Josepa Bartomeu, pomijając jedynie pierwszy jego sezon w Barcelonie, w którym po prostu kontynuował założenia budżetowe Sandro Rosella.

Miliardowe przychody obsesją Bartomeu 

Nowy prezydent przejął okręt dość solidne rozpędzony i mógł szybko święcić pierwsze sukcesy. Wygrana z Juventusem w finale Ligi Mistrzów pozwoliła mu przejść do historii, a sukcesy na krajowych arenach gwarantowały stabilizację. Cele sportowe w przekazie Bartomeu zawsze wydawały się stać jednak trochę w cieniu. Bardzo szybko dało się dostrzec, że bardziej pochłania go budowanie firmy, która nie tyle nawiąże walkę z najlepszymi w tamtym czasie Manchesterem United oraz Realem Madryt, co wręcz stanie się bezdyskusyjnym numerem jeden. Sam rozpoczął wyścig, w którym metą miał być okrągły miliard euro przychodu. Sam też w tym wyścigu wystartował, na dodatek na zasadach, które zgodnie ignorowano w Madrycie czy Manchesterze. W kalkulacjach przychodu uwzględnił bowiem wpływy z transferów i wypożyczeń, co w swoich zestawieniach pomijają włodarze czołowych europejskich klubów. Efekt był jednak piorunujący - w ciągu zaledwie czterech sezonów przychód Barcelony wzrósł z 679 mln euro (2015/16) do 990 mln (2018/19).

Jest bardzo prawdopodobne, że gdyby nie pandemia Bartomeu osiągnąłby swój cel i pokazał całemu światu słupek sięgający miliarda euro. Zakładał to projekt budżetu (o czym w dalszej części) i w normalnych warunkach jego realizacja powinna dojść do skutku. Warto zwrócić uwagę, że udział wpływów z transferów w ostatnich trzech sezonach był istotny.

Kosztowny projekt sportowy

Niestety wraz ze wzrostem przychodów radykalnie rosły także wydatki. O ile koszty zarządzania, wynagrodzeń pozasportowych i pozostałe klasyfikowane przez Klub jako „inne” nie budzą większych emocji, o tyle kosztom realizacji projektu sportowego rozumianym jako suma amortyzacji transferów i wynagrodzeń zawodników warto się przyjrzeć dokładniej.

Pierwsze dwa lata pracy Bartomeu pod kątem kontroli kosztów nie budzą zastrzeżeń. Przełomowy był sezon 2017/18, w którym z Klubem pożegnał się w niesławie Neymar, a w jego miejsce sprowadzono kolejno Dembélé i Coutinho, kupując dodatkowo Semedo i Paulinho. Nie można także pominąć nowego kontraktu Leo Messiego, który był w ostatnich tygodniach szeroko dyskutowany - 130 mln euro plus zmienne brutto za każdy sezon przez cztery lata to kwota, obok której trudno przejść obojętnie. Miała wpływ na wzrost procenta wynagrodzeń względem przychodów i nic w tym dziwnego, że to w nowej umowie Argentyńczyka szuka się przyczyn kryzysu. Nie biorąc pod uwagę wartości marketingowej Messiego, jego wynagrodzenie jest większym obciążeniem dla budżetu niż podpisywane w ciągu kolejnych dwóch lat kontrakty z Gerardem Piqué, Sergio Busquetsem i Samuelem Umtitim. Blakną przy nim także kwoty wypłacane Dembélé, Coutinho czy nawet Griezmannowi. Należy jednak pamiętać, że zaprezentowane na powyższym wykresie kwoty uwzględniają amortyzację transferów, a zatem koszt zakupu zawodników rozłożony w czasie wypełniania przez nich kontraktu. Dokładna analiza samych kosztów wynagrodzeń, a zwłaszcza całkowitej sumy w relacji do przychodów wskazuje, że prawdziwy problem Barcelony jest inny. Jakkolwiek wydatki na wynagrodzenia w sezonie 2017/18 wyraźnie wzrosły, to procent przychodu jaki pochłaniały był na przestrzeni pięciu ostatnich lat na równym poziomie 52-57%. Wahania w zakresie pięciu punktów procentowych można uznać za niewielkie i jeżeli wysokość wynagrodzeń jest problemem dziś, to była nim także w 2016 roku. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że gdyby nie zgoda zawodników na obniżki wynagrodzeń w minionym sezonie, to trend uległby zmianie.

Jeżeli to nie pensje zawodników wymknęły się spod kontroli, to przyczyna może być tylko jedna - amortyzacja zakupu piłkarzy. Mogłoby się wydawać, że zwłaszcza po transferze Neymara Barcelonę po prostu było stać na (nie takie znowu) małe szaleństwo. Wyniki finansowe wskazują, że niekoniecznie.

Problemu w tym przypadku nie da się przeoczyć. Zaksięgowane w minionych pięciu sezonach koszty związane z (trafionymi mniej lub bardziej) transferami piłkarzy urosły z 60 do 174 milionów euro. Można zatem powiedzieć, że koszty realizacji projektu sportowego wpłynęły na stopniowy spadek zysku operacyjnego, a kiedy w grze pojawiło się tak istotne zdarzenie losowe jak pandemia COVID-19, to Barcelona balansując na krawędzi dodatniego bilansu już rok wcześniej (amortyzacja stanowiła aż 82% EBITDA), zanotowała bolesny upadek. Przedstawiona powyżej relacja amortyzacji do przychodu wskazuje jednak przede wszystkim na to, że to właśnie nieprzemyślane i nietrafione transfery w większym stopniu wpłynęły na budżet niż same wynagrodzenia, które były trzymane w ryzach przez ostatnie pięć lat. W odniesieniu do całkowitych przychodów koszty związane z amortyzacją na koniec 2016 roku stanowiły 9%, w czerwcu 2019 roku już 15%, a po ostatnim roku Bartomeu w Klubie 20%. To wzrost ponad dwukrotny na przestrzeni pięciu sezonów. Tymczasem koszt samych wynagrodzeń zarówno w 2019 jak i w 2020 roku stanowił mniejszy procent przychodów, niż na początku analizowanego okresu.

Co z tym długiem?

Choć członkowie zarządu bardzo by tego chcieli, dług Barcelony nie pojawił się w wyniku pandemii COVID-19. Zanim przejdziemy do analizy obecnego zadłużenia Klubu, rzućmy okiem na to, jak działania ekipy Josepa Bartomeu wpłynęły na dług netto. Żeby jednak dokładniej ocenić skalę zadłużenia, warto jednocześnie przyjrzeć się innemu wskaźnikowi ekonomicznemu, który jest w wielu przypadkach kluczowy do oceny kondycji przedsiębiorstwa. Mowa o EBITDA (ang. earnings before interest, taxes, depreciation and amortization), czyli wynikowi operacyjnemu firmy (EBIT) powiększonemu o amortyzację.

EBITDA na przestrzeni pięciu lat rządów Josepa Bartomeu ani razu nie przekroczyło 200 mln euro (co miało miejsce w przypadku Realu Madryt czy Manchesteru United), ale jego wartość sama w sobie nie daje nam jeszcze pełnej informacji o kondycji Klubu. Co prawda FC Barcelona to poważna firma, ale jej działania nie są przecież nastawione na maksymalizację zysku. To dążenie do jak najlepszych wyników sportowych jest priorytetem, jednak nie można utracić kontroli nad zadłużeniem. Przy ocenie długu pewną przeszkodą będzie tutaj sam sposób obliczania zadłużenia netto, ponieważ jakkolwiek definicja co do zasady jest dość prosta - to różnica między zadłużeniem krótko- i długoterminowym a sumą środków pieniężnych i aktywów - to jej interpretacja może być różna. W przypadku Barcelony stosowane były dwa podejścia - pierwsze bardziej konserwatywne do sezonu 2016/17 włącznie, a później drugie bazujące na wytycznych LaLigi.

Powyższy wykres sugeruje, że dług netto Barcelony spadał przez pierwsze cztery lata rządów Bartomeu, by przede wszystkim w wyniku zamknięcia stadionów i przerwania rozgrywek wzrosnąć radykalnie w minionym sezonie. Podobnie wskaźnik dług netto / EBITDA - przez cztery lata utrzymywał się zgodnie z art. 67 statutu Klubu na bezpiecznym poziomie poniżej ustalonego limitu, by dopiero w ostatnim roku wyraźnie przekroczyć tę wartość. Odbiór przedstawionych danych będzie jednak zupełnie inny, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że dług netto na koniec sezonu 2017/18 obliczony wcześniej stosowaną przez Klub metodą wyniósłby nie 157 mln, ale aż 490 mln. O spadku zadłużenia nie może być więc mowy.

Ostatni akord Josepa Bartomeu

Komunikat kończącego kadencję prezydenta miał być jasny i znaczący - miliard przychodu i kolejny poważny krok w kierunku Espai Barca. Sprawy potoczyły się zgoła inaczej. Nie mamy ani wspomnianego miliarda napompowanego transferami, ani pewnej przyszłości samego projektu Espai Barca, który przecież wciąż nie został przyjęty przez zgromadzenie socios. Mamy natomiast straty w wysokości ponad 97 mln euro oraz projekt sportowy w trakcie rekonstrukcji. Zacznijmy jednak od przychodów, które prezentują się wbrew pozorom całkiem przyzwoicie. Ponad 855 mln euro to co prawda wartość dalece niższa od przewidywanych 1,059 mld, ale po odliczeniu wpływów z transferów jest to wynik praktycznie równy temu osiągniętemu przez Real Madryt. Zgodnie z oczekiwaniami największym problemem był spadek wpływów ze stadionu (o 68 mln), ale również w pozostałych obszarach wyniki były wyraźnie gorsze od przyjętych w projekcie budżetu. Pewne wątpliwości mogą budzić także plany dotyczące trwającego sezonu. Na zakładane 828 mln przychodu składają się bowiem wpływy ze stadionu, ponieważ w projekcie przewidziano powrót kibiców już od lutego (do 25% pojemności Camp Nou), a od maja zapełnienie stadionów w połowie. Tymczasem wygląda na to, że fani będą musieli dłużej poczekać, a budżet na tym ucierpi. Przewidywanie wpływów z transferów to w dobie pandemii także trudne zadanie.

Z kolei wydatki nie zmniejszyły się tak znacząco. Barcelona planowała rozdysponować na różne cele 1,029 miliarda, a zamiast tego wydatki sięgnęły 955 milionów. To tylko o około 18 milionów mniej niż w poprzednim roku. Koszt utrzymania samego personelu sportowego (kontrakty + amortyzacja) wyniósł 636 milionów, co stanowi już 74% przychodów. Mimo zastosowania ERTE i porozumienia z piłkarzami w sprawie obniżki pensji odsetek wynagrodzeń w budżecie jeszcze wzrósł. Martwi szczególnie wartość amortyzacji, tym bardziej, że w projekcie na sezon 2020/21 koszt ten spadł zaledwie o trzy miliony.

Oznacza to, że przy zrealizowaniu przewidzianego projektu budżetu amortyzacja pochłonie już 21% przychodu. Oczywiście takie liczby nie dowodzą istnienia problemu, a jedynie wskazują, gdzie można go szukać - w zadłużeniu i płynności finansowej. Szacowany na 1 (słownie: jeden) milion euro zysk oraz EBITDA na poziomie 231 milionów euro to w tym kontekście informacje mniej istotne, choć oczywiście zwiastujące (chwilowe) odzyskanie równowagi.

Miał być miliard przychodu, jest miliard zadłużenia

Analizowanie finansów Barcelony przykładając do niej szablon standardowego przedsiębiorstwa jest oczywiście błędnym podejściem. Nie ma nic złego w braku zysków, ponieważ klub piłkarski realizuje przede wszystkim cele sportowe. Rosnący budżet jest raczej odzwierciedleniem znaczenia klubu oraz jego aspiracji. Nie gwarantuje sukcesów, ale posiadając po stronie przychodów większą sumę, łatwiej jest utrzymać zespół złożony z najlepszych piłkarzy. W tym kontekście wysokie koszty amortyzacji czy wynagrodzeń nie muszą oznaczać problemów, podobnie jak dług netto. Nawet jeśli jest dwa czy nawet trzy razy większy niż EBITDA (standard bankowy uznawany za wartość graniczną to 3.5). Tym bardziej, że relatywnie łatwo podreperować budżet transferami zawodników. Prawdziwy problem pojawia się dopiero wtedy, gdy brakuje płynności finansowej, a na nią największy wpływ ma struktura zadłużenia.

Według raportu dług na 30 czerwca 2020 roku wyniósł 488 milionów euro netto. Barcelona odlicza od tej kwoty inwestycje dokonane w rozwój Espai Barça w wysokości 109 milionów, co daje ostatecznie 379 milionów. Stosunek do EBITDA (3,64) jest znacznie powyżej limitu ustalonego w statucie (2), przekracza również tzw. „standard bankowy” (3.5). Metoda kalkulacji długu netto zgodna z wytycznymi LFP nie pozwala jednak ocenić rzetelnie całości zadłużenia, a ponadto nie pokazuje w najmniejszym stopniu jego struktury. Tymczasem właśnie tam śmierdzi najbardziej.

Klasyfikacja zobowiązania

Zadłużenie krótkoterminowe [mln euro]

Zadłużenie długoterminowe
[mln euro]

Zobowiązania wobec instytucji finansowych [1]

269

211

Zobowiązania wobec podmiotów sportowych [2]

126

197

Zobowiązania wobec personelu sportowego [3]

164

35

Pozostałe zobowiązania (np. wobec dostawców, administracji publicznej, personelu pozasportowego) [4]

172

-

Całkowite zobowiązanie [1+2+3+4]

731

443

Zobowiązania krótkoterminowe (do spłaty przed 30 czerwca 2021 roku) wynoszą aż 731 milionów, a długoterminowe 443 miliony. Należy zaznaczyć, że na te kwoty nie składają się krótkoterminowe rozliczenia międzyokresowe (236 mln euro). Sumaryczna wartość zobowiązań Barcelony to zatem 1,174 mld euro. Aż 42% stanowią zobowiązania wobec instytucji finansowych, a 28% pozostałe do zapłacenia innym klubom kwoty z tytułu transferów oraz wypożyczeń. Pozostałe 30% to głównie zobowiązania wobec personelu sportowego oraz normalne koszty prowadzenia działalności (np. faktury wystawione przez dostawców czy podatki i inne opłaty). Dodatkowo znaczna część kwoty pozostałej do zapłaty za transfery stanowi zobowiązanie wobec banków, którym dług ten został sprzedany. W efekcie ponad połowa zadłużenia Barcelony to zobowiązania wobec instytucji finansowych, z którymi teraz będzie trzeba negocjować przesunięcie terminów spłaty. Warto wspomnieć, że Klub ma wciąż do zapłaty między innymi 20 mln za Malcoma, 22 mln za Arthura czy 2 mln za transfer Reya Manaja. Z kolei w ramach wymiany z Juventusem pozostał do spłacenia jeszcze nie tylko sam Pjanić (57 mln), ale trzeba też przelać na konto Juventusu łącznie blisko 8 mln euro za występującego w rezerwach Matheusa Pereirę. Spore sumy za piłkarzy, o których w stolicy Katalonii zapomniano lub chciałoby się już zapomnieć.

Rekonstrukcja na wielu płaszczyznach

Budżet Barcelony na sezon 2020/21 przewiduje przychody na poziomie 828 mln euro, a jednocześnie do końca czerwca tego roku Klub musi spłacić zadłużenie sięgające 731 mln euro. Tymczasem zgodnie z raportem finansowym aktywa obrotowe na koniec czerwca 2020 roku sięgały 369 mln euro. Jakie wnioski można z tych danych wyciągnąć? Wystarczy dokładnie wczytać się w opublikowane sprawozdanie, w którym autorzy uznają, że ujemny kapitał obrotowy na poziomie - 602 mln euro może budzić wątpliwości co do zasadności kontynuacji działalności. Mocne słowa, które na szczęście dla Klubu nie niosą za sobą formalnych konsekwencji. Jeśli przeanalizujemy jednak przekaz Josepa Bartomeu w ostatnich latach, to trudno oprzeć się wrażeniu, że mistrz iluzji został zdemaskowany. Imponujące słupki z przeszłości już na nikim nie robią wrażenia, a temat klubowych finansów budzi raczej niepokój wśród socios. Tak obudziliśmy się ze snu o Barcelonie miliarda przychodów - z przeszło miliardem zadłużenia praktycznie niemożliwym do spłaty w zakładanych terminach.

Klub musi radykalnie ograniczyć koszty, więc na rynku transferowym Barcelona będzie głównie sprzedawać. Wśród zawodników, których odejście wydaje się przesądzone, na pewno znajdują się Coutinho, Firpo, Neto oraz Umtiti. Nie wiadomo też, czy na kontynuowanie kariery zdecydują się Busquets i Piqué, a pozostanie Leo Messiego na obecnych warunkach jest po prostu niemożliwe. Argentyńczyk musiałby poważnie obniżyć swoje oczekiwania. Nowy zarząd czeka poważne wyzwanie. Co prawda na rynku jest kilku wartościowych zawodników z kończącymi się kontraktami, a przyjście Érica Garcíi jest praktycznie przesądzone, ale nieunikniony wydaje się także zwrot w kierunku La Masii. Najlepszą receptą na wyjście z kryzysu jest uzupełnienie kadry wychowankami, których wynagrodzenia nie osiągają nawet 10% zarobków Samuela Umtitiego czy Philippe Coutinho. Wtedy powinny znaleźć się fundusze na zakontraktowanie Memphisa Depaya i (może) Georginio Wijnalduma. Szaleństwo podobne do tego po odejściu Neymara tym razem nie wchodzi w grę. Statek musi ruszyć z tej mielizny, ale wyjątkowo powoli, pozbywszy się uprzednio zbędnego balastu. Czy nowemu kapitanowi ta sztuka się uda? Przekonamy się już niebawem.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Swietny artykuł, przejrzysty, czytelny, z dobrze ilustrującymi sytuacje grafikami. Czapki z głów dla redakcji i przede wszystkim dla Pana Błażeja.
Swoją drogą, drogą nowy prezydent będzie miał ręce pełne roboty. Chyba będziemy musieli zapomnieć o większych transferach w ciągu najbliższych okienek transferowych. Trzeba się skupic na przebudowie składu głównie poprzez sprzedaż piłkarzy którzy pobierają pensje ale nic nie wnoszą do gry, czytaj: Pjanic, Busi, dwóch Brazylijczyków, Umtiti i Firpo.

Świetnie zaprezentowane, dobra robota, brawo dla autora!

Dobra robota, acz to jeszcze nie wszystko. Niebawem wyjdą na jaw nowe perełki, ale też i kilka plusów, bo FC Barcelona to jednak marka.
O problemach finansowych pisałem już dawno, ale zostałem wyśmiany lub zignorowany. Pisałem, że Barca będzie zmuszona to szukania talentów w polskiej lidze, bo na graczy z klasowych lig nie będzie jej stać. Pisałem też, że klub będzie dryfował w stronę dolnych rejonów tabeli i nadal to podtrzymuję, choć pomoże trochę kowid, który wdał się mocno we znaki innym klubom La Ligi. U niektórych bieda aż piszczy, coś jak na przedmieściach Detroit.
Wychowanków trzeba wprowadzać, ale nie będą oni grać za darmo. Zresztą szkółka mocno podupadła, a drugiej drużyny nie ma nawet w Segunda. Część starej gwardii trzeba odesłać, ale nie wszystkich, bo ktoś musi trzymać to wszystko, a młodzi muszą mieć od kogo się uczyć. Trudne zadanie przed nowym zarządem. Trudno powiedzieć, czy Laporta będzie najlepszym prezesem. Ja cenię go bardzo, ale mam wątpliwości.

świetna robota! brawo!

Oj to będzie najlepszy artykuł t.z.w będzie miał najwięcej zielonych tarczy.

Jest w tym wszystkim jeden, bardzo mały, ale jednak - plus. Zawodnicy z La Masii.
Przecież gdyby nie ta sytuacja, to taki Araujo, Mingueza, być może Fati dalej graliby w rezerwach i pewnie niedługo czekalo by ich wypożyczenie. Jestem przekonany, że kilku zawodników w taki sposób straciliśmy.

Nie wiem, czy nie lepiej zostawić Umtitiego, który gra coraz lepiej i może w końcu zdrowie będzie dopisywało, bo jeżeli go sprzedamy to i tak za chwilę trzeba będzie kogoś szukać, gdyż Pique jest bliżej niż dalej zakończenia kariery. Co o tym myślicie?

Odejdzie Umtiti, więc ze stoperow mamy Araujo, Pique, Lengleta i zakładam że Garcia przyjedzie. Dodatkowo jest Mingueza. W sumie nie wygkada to źle, ale sami widzimy, że Lenglet też przestał się rozwijać i mam pewne obawy co do niego. Bardziej ufam zdrowemu Samuelowi.

Niesamowita robota, dzięki.

"Tak obudziliśmy się ze snu o Barcelonie miliarda przychodów - z przeszło miliardem zadłużenia praktycznie niemożliwym do spłaty w zakładanych terminach"
Niemożliwa spłata w zakładanych terminach?
Ten dług jest już niespłacalny, on będzie tylko rósł. Barcelonę będą zjadały odsetki, a wierzyciele będą sobie prędzej czy później wyrywać fragmenty łupu.
Podchodzę do problemu pesymistycznie? Pewnie tak, ale podajcie najbardziej nawet fantastyczne pomysły na spłatę tego zadłużenia i pozostawienia klubu w takiej strukturze jak obecnie.

Nasuwa się takie pytanie, czy młodzież będzie chciała grać za czapkę gruszek, zwłaszcza jeśli jakiś klub mający rezerwy finansowe zaproponuje któremuś z nich korzystniejsze warunki. Istotna jest również kwestia pozostania Leo w zespole. Dla niektórych możliwość gry z Messim póki co przesłania korzyści finansowe.
Pedri czy Ansu to piłkarze, na których ma opierać się nowy projekt. Jak zareagują na jego odejście, czy Barca wciąż będzie dla nich atrakcyjnym miejscem? Czy nie ulegną sugestii swoich agentów?
Świetna robota @blazeq choć jestem lekko przytepawy ekonomicznie. Pieniądze jednak nauczyłem się liczyć.
@pax pisze, że tekst jest na Onecie, gratki wiec podwójne.
Jeśli to miała być jedynie przygrywka do 2 części to trzeba chyba się w relanium zaopatrzyć...

Bardzo dobry artykul. Czytalo sie to swietnie. Moze niektorzy przejrza na oczy, w jaki sposob kosztowne transfery wplywaja finansowo na kolejne lata. W takiej sytuacji znalazla sie wlasnie teraz Barca

Nie rozumiem, napisałem komentarz, zamieściłem, pojawiły się dwa jednakowe, jeden usunąłem, nie został żaden. Zatem od nowa...

Świetny artykuł, tego mi było trzeba. Dzięki! Super robota.
Komentarz usunięty przez użytkownika

Fajny artykuł. Problemem jest jednak to, że ktoś kto nie zna się na finansach, chociażby małej działalności gospodarczej i tak nie będzie wiedział ocb... Tzw prawdopodobnie około 90% użytkowników... :P


Co nie zmienia faktu że Bartomeu można zatrudnić bez problemu w banku Szwajcarskim. Wszystko będzie pod kontrolą.

Świetny tekst, kawał dobrej roboty i masa wysiłku. Gratuluję też ukazania się na onecie, chociaz tam w uboższej szacie graficznej, a szkoda bo wizualizacja jest świrtna.

Problem się zacznie jeżeli będziemy zmuszeni do sprzedaży Pedriego, De Jonga czy Stegena

Tych którzy odroczyli wybory powinno się pozbawic wszelkich praw. Przecież nowy prezydent będzie potrzebował mnóstwo czasu by już nie tyle posprzątać tą stajnię Augiasza, co chociaż zobaczyć ile tego gnoju jest

Pamięta ktoś kiedy klika Bartomeu zmieniła sposób naliczania długu? Kojarzę że to w latach, ale nie pamiętam a w artykule nie widziałem. Wtedy już facet powinien być przez cule wytykany. Masakra


"Nie biorąc pod uwagę wartości marketingowej Messiego, jego wynagrodzenie jest większym obciążeniem dla budżetu niż podpisywane w ciągu kolejnych dwóch lat kontrakty z Gerardem Piqué, Sergio Busquetsem i Samuelem Umtitim"

Myślę że biorąc wartość marketingową pod uwagę to nadal jest to kwota większa niż później wymienionych zawodników.

2021.02.01 na stronie Real Madryt.pl pokazał się artykuł "Jak duże długi ma Real Madryt?"
Jest tam opis zadłużenia Realu, jednak z porównaniem do zadłużenia Barcelony.
Rozumiem że dłużej już czekać nie można było i trzeba było w jasny i przejrzysty sposób pokazać długi Barcelony na tym portalu.
Wszelkie znaki na niebie i na ziemi pokazują że jest źle. Nawet bardzo źle.
Jak pisze autor artykułu - nadchodzi czas sprzedaży.
Czy klubowa młodzież da radę utrzymać prestiż klubu?
Czy Barcelona zmieni właściciela?

Pozegnanie z Umtitim czy Cou naraz bedzie ciezkie, glownie przez wysokie kontrakty. Barca bedzie jedynie mogla to osiagnac poprzez amortyzacje jak w przypadku Suareza, pokryc polowe ich kontraktow czy cos takiego, na pozostala dlugosc oczywiscie... bo kto obecnie grajacemu Umtitiemu da 8mln netto? Nieprzekonujacemu Cou grajacemu 60minutowki 15mln netto?
Firpo juz chyba bardziej, jest tanszy i zwykle nie pasuje do Barcy.

Skala zadłużenia jest gigantyczna. Jak to jest możliwe, ze wiele osób spoza klubu juz dawno trąbilo o wielkim zadłużeniu a zarządzający balansując na granicy budżetu szastali kasa na prawo ? Trzeba by sie zastanowić nad jakaś realna kontrola w samym klubie tak na przyszlosc bo dotychczasowe mechanizmy zawiodły.

Fajnie że powstał ten artykuł - świetna robota! Może część użytkowników tego portalu przeczyta więcej niż nagłówek i zauważy że finanse Barcelony są bardziej złożone i np. sposób rozliczania transferów robi obrzymią różnicę.
Niestety potwierdza się to co piszę od 3 miesięcy - latem czeka nas olbrzymia seria odejść zawodników (wg mnie nawet 6-8 zawodników), a kadra w większym stopniu będzie musiała być posiłkowana naszą młodzieżą (ze względu też na niskie pensje) i darmowymi transferami (Depay/Garcia/Wijnaldum, jeśli uda się odpowiednio dużo zawodników sprzedać).
Laporta/Font będzie miał kupę roboty jak zawalczyć o kadrę w przyszłym sezonie aby utrzymać w zespole Messiego/Fatiego/Pedriego i resztę zdolnej młodzieży. Dobrze by było aby kolejny sezon był sezonem walki o najwyższe cele, a nie kolejnym przejściowym.

Główny wniosek jest więc taki, że ekipę Bartka pogrążyły nie horrendalne pensje, ale kosmiczne wydatki na Dembele, Cou i AG. Skoro kasa jest pusta to w lecie nie można odpuścić Depaya, Garcię czy Wijnalduma, którzy znacznie poprawią jakość w zespole a przy tym nie będą kosztować ani euro. Z klubem muszą pożegnać się na pewno Cou, Umtiti i raczej niestety Messi, bo nie stać nas na jego wynagrodzenie. Ostatecznie klub będzie zmuszony też pewnie do sprzedania albo AG albo Demble, na których można zarobić duże pieniądze.

"niż same wynagrodzenia, które były trzymane w ryzach przez ostatnie pięć lat"
No pozwolę się nie zgodzić, bo Barcelona płaci zawodnikom chore pieniądze, niektórzy nasi zawodnicy zarabiają jak największe gwiazdy innych zespołów, mimo iż nie ma do tego żadnych przesłanek, ostatnio może wyglądać że uczepiłem się tego Roberto ale jak wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego on zarabiał przed ratowaniem budżetu większe pieniądze niż Alba a w MC byłby na 4 miejscu w tabeli płac

Sytuacja jest ciężka, ale da się z niej wyjść, potrzeba tylko kompetentnych ludzi w zarządzie i czasu. A my jako kibice musimy wykazać się cierpliwością. Zanim Barca wróci na szczyt możemy jeszcze poczekać, ale opierając zespół ponownie na wychowankach jesteśmy w stanie ten proces znacząco przyspieszyć, jeśli tylko dostaną szansę i ją wykorzystają.
Trzeba być pozytywnym i wierzyć że wszystko się ustabilizuje.

Abstrakcja jest to co Bartomeu robił z wydawaniem kasy... Szastanie milionami albo setkami milionów na Coutinho, Dembele, Griezmann to abstrakcja... Dawno Barcelona powinna wrócić do La Massi, mam nadzieje, ze teraz będąc pod ściana pójdzie w tym kierunku oraz w kierunku transferów pokroju Pedriego, Araujo czy innych w podobnych kwotach. Oby następny prezydent szybko odbudował nasz klub i jednocześnie zbudował jakis bufor bezpieczeństwa.

Wieczorkiem na spokojnie sobie zasiądę do tej lektury, bo z tego co widzę na pierwszy rzut oka to zapowiada się dobra, szczegółowa analiza poczynań naszego ex prezydenta.

Bartomeu to kret Pereza.
Zniszczył klub od środka i zwiał. Nikt go nie rozlicza. Tak nie może być, że ktoś robi syf i ludzie będą zadowoleni z odejścia, że zapomną wyciągnąć konsekwencje. Podobnie wygląda sytuacja z Szumowskim.