Z ziemi brazylijskiej do Barcelony, czyli o interesach Bartomeu i Rosella w Kraju Kawy

Michał Gajdek

3 grudnia 2020, 17:30

55 komentarzy

Fot. Getty Images

24 listopada 2020 roku, 73. minuta meczu Dynamo Kijów - FC Barcelona. Przy stanie 0:3 Matheus Fernandes zmienia Pedriego. Choć jego transfer ogłoszono blisko rok wcześniej, to jego pierwszy występ w barwach blaugrana, ba - pierwsze powołanie do kadry meczowej. Już jednak te kilkanaście minut na boisku pozwala mu przebić licznych rodaków sprowadzanych do Barcelony przez ostatnie lata. Zapraszam na przegląd transferów z ligi brazylijskiej dokonanych podczas dekady rządów Sandromeu.

Sezon 2013/14, czyli koledzy Neymara

Wszystko zaczęło się latem 2013 roku. To wówczas ogłoszono, że do Barçy z Santosu trafi Neymar. Nas interesuje jednak to, że nie był to jedyny zawodnik, za którego wówczas zapłacono klubowi w czarno-białych barwach. Barcelona praktycznie jednocześnie ogłosiła bowiem, że nabyła prawo pierwokupu trzech kolejnych piłkarzy Santosu - Givy, Víctora Andrade i Gabriela Barbosy – za łączną kwotę 7,9 mln euro.

Strony transakcji zgodnie twierdziły, że obie operacje nie mają ze sobą nic wspólnego i zostały przeprowadzone niezależnie. Ja zwrócę uwagę tylko na dwa czynniki: po pierwsze, kwota, którą zapłaciła Barcelona za Neymara, była przyczynkiem licznych spraw sądowych i ostatecznie okazała się dużo wyższa niż ta pierwotnie podawana. Po drugie, Barça zdecydowała się płacić 400 tysięcy euro rocznie za „przeprowadzanie codziennej obserwacji tych chłopców” nie komu innemu jak… firmie ojca Neymara. Niech każdy więc oceni kwestię niezależności operacji sam.

Zostawiając już na boku powody zapewnienia sobie prawa pierwokupu, warto sprawdzić, jakie były dalsze losy trzech okrzykniętych wówczas wielkimi talentami graczy:

  • Giva opuścił Santos zimą 2015 roku, przenosząc się za darmo do Coritiby. Co ciekawe, dwa razy próbował sił w Katalonii, ale na poziomie delikatnie niższym niż ten Barcelony: najpierw w UE Llagosterze, a później w CF Badalonie (w grudniu 2018 roku zagrał nawet przeciwko rezerwom Barçy). Choć reprezentował w karierze barwy aż 12 klubów, to pieniądze, które za prawa do jego pierwokupu wyłożyła Barcelona, pozostają jedyną sumą, jaką za niego kiedykolwiek zapłacono - zawsze odchodził z kartą zawodniczą w ręku; obecnie występuje na poziomie regionalnym w Brazylii,
  • Víctor Andrade odszedł z Santosu latem 2014 roku i ruszył na podbój Europy, trafiając do rezerw Benfiki Lizbona za kwotę 600 tysięcy euro. Łącznie w barwach portugalskich klubów zaliczył 27 występów na pierwszoligowych boiskach. Dołożył do tego 44 mecze w drugiej lidze portugalskiej, a także 7 spotkań na zapleczu Bundesligi. Obecnie broni barw Goiás EC, czerwonej latarni ligi brazylijskiej,
  • Gabriel Barbosa zrobił zdecydowanie największą karierę z tego grona - w 2016 roku Inter Mediolan zapłacił za niego aż 29,5 miliona euro. Popularny Gabigol w pewnym momencie był nawet reprezentantem Brazylii, ale na okładki gazet trafiał głównie z powodu związku z Rafaelą Santos - tak, to słynna siostra, dla której urodzin Neymar odpuści każdy mecz. Teraz reprezentuje brazylijskie Flamengo.

Podsumowując, wydane 7,9 miliona euro nie przyniosło Barcelonie żadnej korzyści (trzymając się oczywiście oficjalnie narracji, zgodnie z którą były to środki niezwiązane z zakupem Neymara), bo i przynieść nie mogło - żaden z tych zawodników nie był materiałem na bronienie barw Blaugrany.

Sezon 2014/15, czyli narodziny legendy

Powyższym zdaniem można by właściwie podsumować także bliźniaczą operację, którą Barcelona przeprowadziła blisko dwa lata później, na koniec sezonu 2014/15, a więc ledwie parę tygodni przed wyborami zakończonymi zwycięstwem Josepa Marii Bartomeu. Znów postanowiono nabyć prawo pierwokupu do transferu trzech młodych Brazylijczyków: Gersona, Kenedy’ego i Marlona. Tym razem jednak wydana kwota była skromniejsza (3,2 mln euro) i trafiła na konto Fluminese FC.

Wszyscy zawodnicy dość szybko opuścili Brazylię. Kenedy ledwo dwa miesiące po inwestycji dokonanej przez Barcelonę przeniósł się do Chelsea za kwotę 8 milionów euro, a po paru latach spędzonych w Anglii obecnie broni barw Granady. Gerson, na którego w Dumie Katalonii liczono najbardziej, trafił na Stary Kontynent rok później - Roma zapłaciła za niego 18 milionów euro; teraz w dalszym ciągu gra w Serie A, ale już w tej brazylijskiej.

Ostatni z tego grona, Marlon, rzeczywiście trafił do Barcelony, za co na konto Fluminese przelano dodatkowe 5 milionów euro. W sezonie 2016/17 grał w Barçy B, a nawet zaliczył dwa występy w pierwszym zespole. Odejście Luisa Enrique oznaczało jednak koniec jego krótkiej kariery w Katalonii - najpierw został wysłany na wypożyczenie do Nicei, a teraz już trzeci sezon reprezentuje barwy Sassuolo. Jego losy były zagmatwane także finansowo, ale bezpiecznie można stwierdzić, że na całej operacji klub ostatecznie wyszedł +/- na zero.

Sezon 2014/15 to jednak nie tylko prawo pierwokupu młodych wilków z Fluminese, ale także pierwszy od czasów Neymara transfer definitywny prosto z Brazylii, czyli Douglas Pereira. Już przed jego sprowadzeniem opinie wszystkich zainteresowanych ligą brazylijską były zbieżne: to 24-letni przeciętniak, który nigdy nie rozwinie się na poziom Barcelony. No i cóż, jak wszyscy widzieliśmy, były one jak najbardziej trafne - ochrzczony mianem Lorda obrońca spędził w klubie dwa sezony, podczas których stał się prawdziwym archetypem beznadziejnego transferu. Skądinąd sympatycznego Brazylijczyka z szalejącym wówczas na prawej stronie Danim Alvesem łączyła wyłącznie narodowość - teraz zaś broni barw tureckiego Besiktasu.

Sezony 2015/16 - 2018/19, czyli jak nie frontem, to przez zaplecze

Kolejne cztery sezony to brak transferów Brazylijczyków do pierwszego zespołu (wprawdzie do Barcelony przenieśli się Coutinho, Paulinho oraz Arthur, ale to jednak zupełnie inne przypadki - wszyscy mieli już ugruntowaną markę, a nie łatkę obiecujących talentów), ale biznes kwitł dalej, przenosząc się na zaplecze, a więc do Barçy B. Moja prywatna teoria jest taka, że po tym, jak kibice piłkarscy na całym świecie poznali talent Douglasa, już dosłownie nikt nie byłby w stanie uzasadnić kolejnego transferu w tym stylu. Pieniądze lubią ciszę, więc wymyślono, że od tej pory importem Brazylijczyków zajmą się rezerwy Barcelony, gdzie siłą rzeczy zainteresowanie mediów i kibiców jest mniejsze.

I tak na pierwszy ogień poszedł w zimę 2016 roku niejaki Robert Gonçalves. Ledwie 180 minut w barwach Fluminese zaowocowało rocznym wypożyczeniem do Barcelony z opcją wykupu wycenioną na 5 milionów euro. Powiedzieć, że nie zrobił on jednak w stolicy Katalonii kariery, to nic nie powiedzieć - okazał się na tyle słaby, że w Segunda División B nie rozegrał nawet minuty. Do tego doszły problemy biurokratyczne związane z legalnością jego pobytu (najwyraźniej ludzie sprowadzający go byli przerażeni, że zaraz wyprzedzi ich jakiś wielki europejski klub…) i w rezultacie wrócił do Brazylii już po czterech miesiącach. Później zaczepił się na chwilę w… Hong Kongu, a obecnie od ponad pół roku pozostaje bez klubu, realnie kończąc karierę w wieku 24 lat. Jeżeli więc czyta to jakaś osoba odpowiedzialna za transfery w polskiej lidze, to jest szansa na sprowadzenie zawodnika z przeszłością w Barcelonie z kartą zawodniczą w ręku! Numer konta do zapłaty znaleźnego prześlę na privie.

Kolejny talent, którym się zajmiemy, to Vitinho - i pewnie nie zaskoczy Was już, że będzie to kolejna historia fiaska. Latem 2017 do Barcelony w celu dopięcia jego wypożyczenia z opcją wykupu za 15 milionów euro przyleciał sam prezes Palmeiras, przy okazji rozmawiając również o równoległym transferze Yerry’ego Miny (a raczej to Brazylijczyk był przy okazji). Akurat Vitinho rzeczywiście zyskał zaufanie trenera rezerw Blaugrany, pojawiając się na boisku w 25 spotkaniach, a nawet zdobywając jedną bramkę (co jest wynikiem lepszym od wszystkich omówionych do tej pory talentów razem wziętych). Jego wypożyczenie dobiegło jednak końca po roku i, jak można było się spodziewać, nikt nie miał zamiaru zapłacić za niego 15 milionów euro - wrócił więc do Palmeiras, obecnie będąc typowym średniakiem w lidze brazylijskiej.

Ostatnim zawodnikiem w tym okresie z grona dziwnych transferów do Barçy B jest Gabriel Novaes, który do stolicy Katalonii trafił w styczniu 2019 z São Paulo. Jego wypożyczenie miało potrwać półtora roku, a planem na początek kariery w Europie było wdrożenie do gry w barwach Gimnásticu Tarragona. Znów jednak ktoś nie dopilnował papierów, piłkarz nie znalazł sobie miejsca też w rezerwach Barcelony, a przez to ostatecznie trafił do Córdoby. Po kilkuset minutach rozegranych na trzecim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii powrócił do Brazylii, gdzie w ostatnim sezonie był rezerwowym w drugoligowym EC Bahia.

Sezon 2019/20, czyli ostatnie tango

Opisane powyżej niepowodzenia bynajmniej nie spowodowały zakończenia współpracy z brazylijskimi fabrykami talentów. Przeciwnie, sezon 2019/20 to wręcz największy jej rozkwit.

I tak, od lipca 2019 roku bronić barw Barcelony mógł Emerson, za którego Atlético Mineiro zapłacono 12 milionów euro. Półtora roku później jego noga na Camp Nou jednak w dalszym ciągu nie postała - cały ten czas reprezentuje on bowiem Betis. Założenie było takie, że Brazylijczyk przez dwa lata ogra się w Andaluzji, po czym trafi na Camp Nou - gdy przy okazji odejścia Nélsona Semedo Barça panicznie szukała jego następcy, okazało się, że wcześniejsze sprowadzenie Emersona byłoby bardzo niekorzystne pod względem finansowym. W efekcie do Barcelony przyszedł Sergiño Dest, zaś piłkarz z Kraju Kawy, który zasłynął czerwoną kartką w meczu z Realem, musi jeszcze poczekać na swoją szansę, o ile ona kiedykolwiek nadejdzie.

Bliźniaczo podobnym transferem wydawała się bezpośrednia inspiracja do napisania tego artykułu, a więc Matheus Fernandes. 7 milionów euro za jego transfer zostało przelane na konto Palmeiras, zaś sam zawodnik od razu trafił na wypożyczenie do Realu Valladolid. Tam przez jedną rundę zagrał 166 minut, po czym trafił na Camp Nou, gdzie obecnie jest ostatnim zawodnikiem w kolejce do gry w zespole Ronalda Koemana, nie będąc nigdy nawet oficjalnie zaprezentowanym.

Oczywiście, pomimo transferów przeznaczonych dla pierwszej drużyny, nie porzucono również „wzmocnień” rezerw - i nie mam tu na myśli kolejnego Matheusa, a więc Matheusa Pereiry, który do Barcelony trafił w zimę 2020 roku w ramach kreatywnego dealu księgowego z Juventusem (taka wymiana Pjanić - Arthur w wersji mini). Ostatni na naszej liście jest bowiem Gustavo Maia, który został sprowadzony za 4,5 mln euro z rezerw São Paulo, nigdy nie debiutując nawet w pierwszym zespole. Co prawda zasłynął ładną bramką z woleja dla Barcelonie B w presezonie, jednak na razie opinie na jego temat wyrażone po pierwszych treningach, z których wynika, że nie reprezentuje on nawet poziomu odpowiedniego dla trzeciej ligi hiszpańskiej, zdają się potwierdzać.

Kto za tym wszystkim stoi?

W ten sposób dobrnęliśmy do końca tej przygnębiającej listy. Skoro już wiemy, kto do Barcelony trafił, to warto sprawdzić, kto był za te transfery (albo raczej mówiąc wprost - marnotrawstwo klubowych pieniędzy) odpowiedzialny. Tu zaś należy spojrzeć w kierunku André Cury’ego, wieloletniego doradcy Barcelony na rynku brazylijskim.

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że Cury był związany z klubem od dawna - to również on procedował transfery Henrique w 2008 roku oraz Keirrisona rok później (obaj do Barcelony trafili z Desportivo Brasil, odpowiednio za 8 oraz 14 milionów euro; żaden z nich na Camp Nou nawet nie zadebiutował). Dopiero w 2012 roku został on jednak formalnie zatrudniony przez Sandro Rosella, jak się potem okazało, w celu pomocy przy sprowadzeniu Neymara - sprawa jego prowizji przy tym transferze urosła już zresztą do miana legendy.

Cury oficjalnie pożegnał się z klubem w maju 2020 roku przy okazji restrukturyzacji działu scoutingu. Podczas jego bytności w klubie Barcelona wydała łącznie 45,1 miliona euro za trzynastu zawodników z ligi brazylijskiej opisanych powyżej (do tego dochodzą nieznane koszty wypożyczeń, prowizji dla agentów, no i samych pensji zawodników), którzy rozegrali w jej barwach 593 minuty, co daje:

- średnio 45,6 minuty na jednego sprowadzonego zawodnika,

- średnio 76 tysięcy euro za jedną rozegraną minutę.

Nie sposób też pominąć kwestii klubów, z którymi na przestrzeni lat prowadzono interesy. Trzech piłkarzy reprezentowało barwy Santosu (Giva, Víctor Andrade i Gabriel Barbosa) oraz São Paulo (Douglas, Gabriel Novaes, Gustavo Maia), dwóch Palmeiras (Vitinho i Matheus Fernandes, ale również i nieopisywany w tym miejscu Yerry Mina), a aż czterech - Fluminese (Gerson, Kenedy, Marlon oraz Robert Gonçalves).

Taka koncentracja na wyłącznie paru klubach przy jednoczesnym pominięciu innych topowych zespołów z ligi brazylijskiej musi dziwić. Nawet jednak ograniczając się tylko do nich, warto porównać piłkarzy wymienionych powyżej z tymi, którzy trafiali do innych europejskich zespołów w analogicznym okresie, i to za podobne kwoty:

  • w 2013 roku, a więc dokładnie wtedy, gdy Barça zapłaciła 7,9 mln euro za prawo pierwokupu do Givy, Víctora Andrade i Gabriela Barbosy, za 7,5 mln euro do Lazio z Santosu przeszedł Felipe Anderson,
  • w 2018 roku za 7 mln euro do Porto z São Paulo trafił Eder Militao, kosztując mniej niż Douglas oraz Gustavo Maia,
  • w 2017 roku za 12,4 mln euro do Watfordu z Fluminese trafił Richarlison - rok wcześniej Barcelona zapłaciła łącznie 8,2 mln euro najpierw za prawo pierwokupu, a potem za transfer Marlona.

Słowo końcowe

Patrząc na historię transferów do Barcelony z ligi brazylijskiej, nie da się nie dostrzec pewnych powtarzających się czynników: tożsame są zarówno sposoby przeprowadzenia transakcji (głównie prawo pierwokupu do zawodników, którzy ostatecznie do klubu nie trafiają oraz wypożyczenia do Barçy B kończone przed terminem), kluby, z którymi robiono interesy (Santos, São Paulo, Palmeiras oraz Fluminese), jak i przede wszystkim - niestety - nikła klasa piłkarska sprowadzonych zawodników.

Pamiętajmy jednak, by nie znęcać się nad tymi chłopakami - oni nie są niczemu winni, absolutnie nie można oczekiwać, by odrzucili ofertę z Barcelony, bo nie są w stanie sprostać zadaniu reprezentowania barw tego klubu. Dlatego bardzo negatywnie zapadła mi w pamięć sytuacja z jednego z oglądanych na Camp Nou meczów, gdy przy wejściu Douglasa na boisko ludzie poderwali się z miejsc i prześmiewczo zaczęli mu oddawać pokłony, na wzór tych dedykowanych zawsze Leo Messiemu, intonując przeciągłe Duuuuglaaaas.

Wszelkie pretensje należy kierować wyłącznie pod adres na szczęście już byłych włodarzy klubu, którzy sprowadzali zawodników, o których było z góry wiadomo, że nie mają szans na sukces sportowy, dla swoich własnych, prywatnych interesów. Kamyczek do ogródka idzie również na konto katalońskich mediów, zawsze usłużnych zarządowi - każdy kolejny transfer był zapowiadany jako przyszła gwiazda, którą Barcelona dosłownie wyszarpała z chciwych łap innego europejskiego klubu z najwyższej półki. Prawda zawsze okazywała się jednak inna i w efekcie, gdy słyszę Brazylijczyk w Barcelonie, to jako pierwszego skojarzenia nie mam przed oczami pszenicznych kłosów wyrosłych na tej ziemi pięknych historii pisanych przez Romario, Rivaldo, Ronaldo czy Ronaldinho, a całą rzeszę niekompetentnych typów spod ciemnej gwiazdy.

Kolejny powód, dla którego każdy dzień bez bytności Rosella i Bartomeu w naszym ukochanym Klubie powinien być traktowany jak święto.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Prawda jest taka, że przekonanie Neymara na transfer do Barcelony kosztowało klub bardzo dużo. Wszystkie te powiązane z Curym machlojki to nic innego jak rozłożona w czasie płatność. Czy ktoś za to odpowie? Nikt, bo niby wszystko w papierach się zgadza. Barcelona płaci za Brazylijczyków, którzy teoretycznie mogą być nowymi gwiazdami. Udowodnienie, że ktoś działa na szkodę klubu jest niemożliwe.

To jest bardzo potrzebny tekst. Długo czekałem aż ktoś podejmie ten temat. Nowa miotła w zarządzie nie powinna tego tak zostawiać i powinna pociągnąć do odpowiedzialności osoby związane z naborem tych Brazylijczyków. To zawsze śmierdziało na kilometr.

Jak w Misiu -Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.

Jeden z lepszych tekstow jakie sie tu pojawily w ostatnich latach.

Od dawna pisze że wszystkie interesy z Currim są pralnią. Gdy w kasie było wesoło każdy miał to gdzieś. Teraz gdy nie ma 20mln € na Depay kwoty z Ameryki zaczynają boleć

I pewnie wszystko rozeszło by się po kościach i podchodzili byśmy do tego inaczej gdyby Neymar nie postanowił odejść. Choć jest też możliwość że szrotu zamówiono by więcej by zadowolić seniora, teraz można już tylko gdybać co by było.

Bardzo dobre podsumowanie. Widziałem podobny tekst, ale stricte o działalności Currego, obejmujący jeszcze inne podejrzane opłaty, transakcje, prowizje. Łącznie autor tamtego tekstu, wyliczył, że Curry dostał w rożnych finansowych operacjach, ponad 140 mln euro od Barcy, (wliczając Neymara, w oficjalnej cenie 54 mln, bo 30 do 84, to fundusz płac, który został rozliczony amortyzacją). Słowem, zmarnotrawił bez mała 100 mln, na rożne operacje transferowe i "scouting" w Brazylii, oraz szereg usług pośrednictwa, praw itd.
To, że tego raka usunięto dopiero w maju 2020 jest nieprawdopodobne i tak bardzo obciąża Barto/Rosella, którzy świadomie trę żmiję utrzymywali, że ciężko nie owinąć się wokół tezy o defraudacji. A przecież wciąż mówimy o umowach, do których mogli dotrzeć Soci, nie zawsze prosto, ale jednak.
Ileż więcej podobnych transakcji, mógłby wykazać audyt finansów Barcy za okres rządów "Sandromeu" jak zgrabnie ujął to autor... Zastanawiam się, czy adekwatna rozprawa o niegospodarność, jak ta wytoczona wobec Laporty przez wyżej wymienionych prezydentów, również zakończyłaby się uniewinnieniem, bo wydaje mi się, że skala niegospodarności i złodziejstw, mogłaby się okazać porażająca.
konto usunięte

Éder Militão i Richarlison też jakimiś kozakami nie są.

Michał przez skromność nie napisał, że w tym i przyszłym roku jest jednym z "socios compromisarios" czyli tych którzy w imieniu wszystkich socios faktycznie kontrolują działania zarządu :)

Kiedyś każdy tekst Bartka Rabija to była uczta dla kibica. Dziś na teksty @michalgajdek czekam z niecierpliwością. Świetna lektura i proszę o więcej.
Nawiązując do Bartomeu, myślisz Michał, że będzie zmuszony sięgnąć po własne środki, by pokryć część długów Barcelony, czy to wszystko spadnie jednak na nowy zarząd?
Odnośnie wyborów, jakie są klimaty przedwyborcze, Font czy Laporta, a może ktoś inny?
Jak Ty to widzisz? W przypadku wygranej Fonta, czy będzie w ogóle w stanie udźwignąć ten ciężar wraz ze swoją ekipą?
Przypuszczam, że na nadmiar wolnego czasu nie narzekasz, gdybyś znalazł jednak chwilę na kilka słów o wyborach byłbym wdzięczny.

Dobry tekst. Ważne, żeby MoNey skończył w złotej klatce szejka. Pociąg Barcelona odjechał.

Bardzo fajny artykuł. Rzeczowo i konkretnie. Nawet nie miałem świadomości że te interesy są aż tak marne.

Obaj są siebie warci. Matactwo to ich wspolna cecha Gdyby nie tryplet w 2015r Bartomeu nie wygrałby wyborów.
konto usunięte

Gdy człowiek pomyśli ile kasy wyrzucili w błoto, to włos się jeży. Zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy finansowe z tego roku. Wydanie 7 baniek na Matheusa Fernandesa i 12 na Emersona to istny sabotaż.

Po przeczytaniu tego tekstu przypomina mi się transfer Keirrisona (król strzelców brazylijskiej Serie A w 2008r.) i Henrique (były reprezentant Kraju Kawy). Jednak tamte ruchy transferowe były za kadencji Laporty.
https://www.fcbarca.com/27887-keirrison-zawsze-bylem-fanem-barcy,dyskusja-582964.html

Myślę, że gdyby tu nie chodziło o Hiszpanię, to Rossell i Bartek długo by nie wyszli z pierdla. Ale to Hiszpania i sąd kataloński nie posadzi ich za kratami.

Ja jeszcze tylko dodam, że zapewnianie sobie prawa pierwokupu do piłkarzy to naprawdę specjalność zakładu. Już od transferu Davida Villi w 2013 roku mieliśmy prawo pierwokupu do Saula i odnowiliśmy je przy okazji afery z nielegalnymi negocjacjami z Griezmannem.

Łącznie zapłaciliśmy Atletico już 17 milionów euro, żeby mieć możliwość wyrównania
oferty za Saula, a coś mi mówi, że nawet nie będzie czego wyrównywać, bo po prostu spędzi całą karierę w Madrycie.
Komentarz usunięty przez użytkownika

Oooo, Michał wjechał z buta :)
Świetny tekst. Dzięki.

Więc skoro mają prawo pierwokupu Gabriela Barbosy to czego z tego nie skorzystają?
Lepiej wziąć jego
Depaya za darmo w lato i wtedy z martina zrobić legendę i za strzec jego numer 9 a jego mianować honorowym prezydentem dożywotnim?