Okiem Chowańskiego: Towarzystwo Wzajemnej Adoracji

Karol Chowański

26 września 2020, 08:28

132 komentarze

Runda wiosenna sezonu 2019/20. Od lewej 80% T.W.A.: Suarez, Messi, Alba, Vidal [fot. Getty Images]

It’s so loud in my head
All the confidence that I have.
So less cannot I care, whatever you say.

Trzy słowa. Tyle emocji. Towarzystwo Wzajemnej Adoracji pod flagą bordowo-granatową. Pomaga czy szkodzi? Kto nim steruje? Kto do niego należy? Kto na to pozwolił? Czy istnieje... No, na pewno istnieje w głowach wielu culés.

Według tez zdobywających coraz większą popularność na Rambli i całej barri blaugrana Messi dowodzi w Barcelonie kliką znaną jako LAM-a (Los Amigos de Messi). Ma ona decydować o składzie, transferach, trenerach i godzinach wypróżniania Josepa Marii Bartomeu. Muszę przyznać, że do tej pory nie brałem tych zarzutów na serio.

Gdybym wziął, cóż, musiałbym podważyć większość z nich. Gotowi?

Towarzystwo Wzajemnej Adoracji Messiego (hist.) – nieformalne stowarzyszenie i zjawisko społeczne w klubie piłkarskim FC Barcelona. Polega na tym, że albo jesteś z M., albo nie. Jeśli jesteś przeciwko M., to szukaj nowego zespołu. Grasz rzadko, pierwszy skład oglądasz na tablicy, omijają cię domówki u Suárezów, a twoje konto na IG śledzi tylko Griezmann. Nikt w szatni nie lubi Griezmanna, który, jak powszechnie wiadomo, na mate zawsze chadza sam.

T.W.A. istnieje na Camp Nou od wczesnych lat 80., tj. przed narodzinami M. Gdy w katalońskim klubie grał Diego Maradona, odmówiono mu członkostwa. Do dziś ma to za złe Jorge Messiemu.

Adorującymi byli m.in. Ronaldinho, Pinto, Puyol, Mascherano, Fàbregas, Alves i Neymar. Status reprezentanta FC Barcelony nie jest wymagany przy przyjęciu do zrzeszenia. Potwierdzają to przypadki Agüero oraz Lavezziego.

Struktura formalna wzorowana na Opus Dei. Liderem T.W.A. i obiektem kultu jest M. Na WA nosi kryptonim D10s. W sezonie 2019/20 grupie przewodzili Suárez, Vidal, Piqué i Alba. Do wrogów T.W.A. należą Ramos, Mourinho, Pochettino i asystent Setiena Eder Sarabia, który podpadł wszystkim i każdemu z osobna. Podczas powitalnej konferencji prasowej przegapił okazję do spytania M. o autograf1.

„Cuando uno de mis amigos se crea enemigos, yo los convierto en mis enemigos.
Y a ese le temen2”.

Co w tym dziwnego?

Równość? Sprawiedliwość?! Hawajska dla wszystkich! I jajko, na twardo.

Co. Za. Bzdury.

To bezkompromisowe jak kokaina, że w każdej sferze życia istnieje potężny deficyt równości. W szkole. W polityce. W internecie. Na drodze. W sądzie. W pracy. W miłości. Czemu sport miałby być wyjątkiem?

Każdy, kto spędził trochę czasu w piłkarskiej szatni – ja wygrałem mistrzostwo liceum – wie, że różni się ona od innych miejsc pracy kurtozą pewnych cech indywidualnych. Dla przykładu, koncentracja zamożności, wskaźników na Insta i znajomości języków u graczy Barçy jest względem świata zewnętrznego leptokurtyczna. Krzywe wyznaczające rozkład poziomu wykształcenia, empatii i pogłowia mniejszości seksualnych będą dla tej grupy niższe (tzn. platokurtyczne) w porównaniu do ilustracji skupienia tych cech w ogóle populacji. Idąc tym tokiem myślenia, łatwo potknąć się o wniosek, że w grupie facetów codziennie oddychających rywalizacją najwięksi talentem „mogą więcej”. Banał? Choć to sport zespołowy, w piłce nie ma równości i nigdy jej nie było.

Nie wiem, o co chodzi z tym T.W.A., na czym ma polegać. Myślałem, że ty jesteś w temacie3.

Sprawiedliwość? To względne. Jeśli jesteś nie najgorszy w teamie, dostajesz kiedyś podwyżkę, a inni cierpliwie czekają. Jeśli liderujesz kapeli metalowej, mówisz, a inni cierpliwie słuchają. Jeśli masz trochę k(l)asy, rzadko zasypiasz sam(a), a ludziom obcy jest smak zawiści. Jeśli przed „30-ką” zostajesz najlepszy w liczącej 118 lat organizacji globalnego zasięgu, w końcu masz w niej do powiedzenia więcej niż „którędy na trening?”. I nic w tym dziwnego.

Władza

Dawno temu, jeszcze przed premierą iPhone’a 6-ki, odkryto drogi zdobywania popularności w grupie. Metody są bardzo różne. Najstarsza brzmi: siłą. Sprawdzą się też atrakcyjność, ambicja, kontakty, „haki”, inteligencja, łapówki, kompetencje – w zupełnie przypadkowej kolejności.

Patrzy spokojna, chłodna,
bo jest do tornad zdolna4

Posłuch w dowolnej grupie społecznej, szeroko rozumiana „władza”, podąża jak cień śladem popularności. Jedni osiągają ją z hałasem. Inni – po cichu. Milczą „głośniej od krzyku”. Sport jest równie przekonującym przykładem jak sztuka, że niezależnie, jaki masz temperament – sukces, popularność, a przy okazji uznanie i podziw w obu dziedzinach wciąż zdobywa się też talentem.

Na przykład w taki sposób. O, albo taki.

Zamiast końca historii turbokapitalizm wykreował władców dusz na nowe czasy. „Rządzących” na youtubie, NASDAQ i Twitterze. Władza Messiego w klubie nie powinna być uznana za coś nadzwyczajnego ani, tym bardziej, niewłaściwego. Skoro od piętnastu lat zachwycasz się jego wyczynami, pogódź się, że jego wpływy w FC Barcelonie nie kończą się na boisku. Taki stan rzeczy wiernie odzwierciedla sportowe otoczenie. Niczym Messi w Barcelonie, najsławniejsi, najbogatsi, najpopularniejsi rok w rok umacniają swoje pozycje. Może dlatego z rzadka patrzą w dół?

Świat podbija się dziś prostymi narzędziami: kapitałem, liczbą lajków i zasięgiem twoich zasięgów. Na najwyższym poziomie – stosunków międzynarodowych czy sportu – równość jest takim samym archaizmem jak korzystanie z czołgów. Lionel Messi może jest małomówny. Dziwny. Tajemniczy. Co z tego? Na boisku jest boski. To wystarcza dzieciom. Wystarcza widzom. Wystarcza masom. Same koszulki z nazwiskiem cracka z Rosario od lat są najczęściej kupowanymi na świecie. Umowa z Nike jest tajna. To, ile zarabia na nich FC Barcelona, podlega spekulacjom. Najczęściej wymienia się kwoty z przedziału 15-20 mln euro rocznie.

Piqué i Messi [zdj. Players' Tribune, IG @3gerardpique]

Jak traktowałbyś takiego kumpla z roboty? No właśnie. Tak myślałem. Fanboju.

Trener steruje piłkarzem, nigdy na odwrót

Rządzenie pewnymi obszarami funkcjonowania katalońskiego klubu przez Messiego i T.W.A. jest realne i zupełnie naturalne. Sternicy klubu muszą jednak pamiętać, że podobnie jak w przypadku Jordana i Jaxa wielki gracz potrzebuje wielkiego trenera, aby trzymać się ram swojej roli. Wychodząc poza nie, tylko sieje chaos, który na wielu płaszczyznach charakteryzuje Barçę po kadencjach Valverde i Setiena. Coraz starszy Leo coraz bardziej potrzebuje autorytetu. Dojrzalszy Leo jest też głodniejszy Wielkiego Sukcesu stosownie wieńczącego wypełnioną pucharami karierę, bo zwyczajnie zbliża mu się termin przydatności. Charyzma Koemana zdobyta na boisku i przy odrdzewianiu kadry Holandii nie rozwiążą w 5 minut wszystkich problemów „Dumy Katalonii”. Przy odrobinie cierpliwości mogą rozwiązać istotną część z nich.

W tym stanie ciągłego alarmu, do jakiego FC Barcelona doprowadziła się po 2015 roku, z pewnością wolę szkoleniowca w typie wymagającego Holendra od obu jego poprzedników. Klub tego formatu, co roku bijący się o najwyższe cele, nie potrzebuje milczków, trenerów-fanów, trenerów-popychadeł. Tacy mu szkodzą. Szkodzą drużynie i jej kosztującym fortunę liderom, marnując ich potencjał. Ronald Koeman zawsze może się okazać kolejnym trenerskim fiaskiem klubu, zastanej tu przez niego sytuacji nie określę „komfortowymi warunkami pracy”. Ma jednak za sobą wielką karierę zawodniczą, doświadczenie na Camp Nou i autorytet pozwalające zostać dla tej rozbitej ostatnimi sezonami szatni ratownikiem, mediatorem, przywódcą. Potrzebne cechy. Na ławce FC Barcelony brakuje ich od dawna.

Zatrudnieniem kogoś merytokratycznego jak Koeman Zarząd deklaruje swej największej gwieździe wyciągnięcie wniosków po Valverde i Setienie. Błyskawicznie wprowadzone treningowe wymagania przypominają zaś całej drużynie, że po latach autodestrukcyjnej taktyki „podaj Messiemu” czas od nowa wziąć się do ciężkiej pracy. Najbliższe miesiące zweryfikują, czy nie jest za późno.

Wychowanek, kapitan, kapitał

Wracając do Argentyńczyka, to truizm, że bywa w swym dążeniu po sukces szorstki dla otoczenia. Wszyscy widzieli, gdy beształ na boisku Villę, Sáncheza, Tello. Postawa Leo skłoniła Pepa do pozbycia się Ibrahimovicia. Wybitni sportowcy grają wyłącznie, aby wygrać. Po drugie, ich ambicja sprawia, że przy okazji wymagania (i dawania) dużo od siebie, tyle samo wymagają od innych. Messi uznał, że zespół będzie grać lepiej bez widowiskowego Szweda. Klub przyznał mu rację – jako wychowankowi, liderowi statystyk, fundamentowi długookresowego projektu sportowego. Te trzy wymienione czynniki, z których status wychowanka wcale nie jest według mnie najmniej ważny, dają Messiemu oczywisty posłuch we władzach klubu. Z upływem lat, wygranych finałów Ligi Mistrzów, zdobytych Złotych Piłek, rekordową liczbą tytułów Pichichi czy niesamowitą „kanadyjką” w swym „najgorszym sezonie od lat” – pozaboiskowy wymiar Argentyńczyka w klubie mógł tylko urosnąć.

Na pewno można kwestionować, że ktoś taki ma wpływ na ruchy transferowe, wybory taktyczne i inne kluczowe decyzje w FC Barcelonie. Można. Wiele osób robi to online w momencie, gdy czytasz to zdanie. Moim zdaniem tracą czas. Ponieważ się mylą. Messi jest wartością, kapitałem klubu także poza boiskiem. Czemu nie czerpać z jego ekspertyz? Myślę, że zna się na piłce. Jeśli ma wpływ na takie kwestie jak zatrzymanie Coutinho tego lata w drużynie, liczba minut Fatiego, przedłużenie kontraktu Ter Stegena czy propozycje transferowe – popieram to. Akceptuję. Szanuję. Na dodatek, uznaję za słuszne, że tak jest. To nie tylko jeden z najlepszych graczy w historii klubu, lecz całej dyscypliny. Uwzględnianie jego opinii przy strategicznych decyzjach dotyczących składu, taktyki czy celów transferowych służy grupie i całej instytucji. Prezes HSBC ustala strategię makroekonomiczną kolejnego roku budżetowego ze swoim głównym księgowym czy sąsiadem?

Status lidera drużyny w każdej mierzalnej statystyce ofensywnej przez z górką dekadę daje mu z kolei immunitet u kolegów. Widać to przy różnych okazjach, jak wybór na kapitana chwilę po wojence z klubem o odejście. Messi ma silny wpływ na partnerów z murawy, sztab, fizjoterapeutów, marketingowców, członków Zarządu. Na wszystkich, z którymi codziennie styka się w pracy. Messi ma jeden miesiąc lepszy niż Rashford całą karierę.

Pragmatycy twierdzący, że „nikt nie jest większy od Klubu nawet, jeśli nazywa się Messi” mogą zostać zignorowani jako niemający pojęcia o całej sytuacji ani jej protagonistach.5

Sponsoromagnes

Do obecnego statusu dochodził latami dokonań w tym klubie oraz dla tego klubu. Nie mówimy przecież o transferze jak Cristiano w Realu, który przybył z zewnątrz i z dnia na dzień zaczął trząść całą instytucją. Poza Messim-crackiem, Messim-magikiem i Messim-kolekcjonerem Złotych Piłek z Can Barça równie ważny jest inny jego wymiar dla Blaugrany. Oczywiście mam na myśli ten finansowy.

Messiemu wolno w klubie więcej, bo od ponad 10 lat jest marketingową lokomotywą. W kontraktach sponsorskich i przychodach marketingowych wnosi do kasy więcej niż – mierząc od odejścia Neymara – wszyscy pozostali członkowie składu razem wzięci. To o tyle ważne, że FC Barcelona nie jest klubem jak większość europejskiej konkurencji ani podmiotem gospodarczym jak każdy inny. Jej statut i status podmiotu non-profit, który formalnie należy do ponad 150 tysięcy socios – w krainie tabelek i cyfr tłumaczę na: ograniczenie dróg pozyskiwania kapitału.

Mimo tych klarownych dla prowadzenia działalności gospodarczej ograniczeń, za kadencji Bartomeu Barça wyrosła na markę #1 światowej piłki pod względami mierzonymi w euro i zasięgach social mediów. To wielobranżowy (8 sekcji sportowych, prawa tv, dobroczynność, eventy, merchandising, muzeum, IT, nowe technologie, PR, współpraca sponsorska, prowadzenie sieci szkółek, medycyna, fizjoterapia, dyrygowanie armią socios, kierowanie działalnością sieci penyi i in.) przedsiębiorczy moloch. Każdy, kto zna się na rzeczy, wie, że w większości wymienionych dziedzin prowadzenia biznesu Barça jest wzorcem dla całego świata sportu.

Roczne przychody katalońskiego klubu w roku obrotowym 2018/2019 (raport Deloitte Football Money League 2019, styczeń 2020) wyniosły 840,8 mln € (również #1 wśród klubów piłkarskich) przy wzroście przychodów r/r na poziomie 150,4 mln (!) euro. Z powodu pandemii wskaźniki za rok fiskalny 2019/2020 spadną, można spodziewać się strat (co byłoby złą wiadomością dla Bartomeu i stanowi jedyną przyczynę jego niechęci do abdykacji). Nie zmienia to według mnie faktu, że uzyskanie rocznego wzrostu o trzycyfrowej wartości przez instytucję wolnorynkową w wystarczająco trudnych przed pandemią (zwłaszcza w Hiszpanii) warunkach makroekonomicznych jest wynikiem niebywałym! Dla porównania, Real w analogicznym okresie „urósł” o 7,4 mln, przychody MU wzrosły o 40,5 mln, Bayernu o 29,9 mln, a City – o 40,2 mln euro. Łącznie daje to 78% wyniku Blaugrany.

W najnowszym zestawieniu wartości kapitałowej klubów piłkarskich Forbesa (27.06.2020) Barça jest wiceliderem, zanotowawszy 0,026 mld straty do pierwszego Realu. Amerykańscy analitycy finansowi wycenili klub z Camp Nou na 4,205 mld USD.

Co ma z tym wspólnego Messi? Poza tym, co wspomniałem wcześniej o koszulkach, uważam, że bardzo dużo. Potwierdzają to opinie innych.

Messi uwolni[łby] ogromny kontrakt, ale ile pieniędzy „odpadnie” Barcelonie bez Messiego? Wystarczy pójść na Camp Nou, aby uzmysłowić sobie, ile on generuje przychodów dla klubu. Tłumy ludzi przychodzą go oglądać, zobaczyć [jego] Złote Piłki, kupić sobie jego koszulkę. Całe miasto kręci się wokół Messiego. Sponsorzy, którzy są przy FC Barcelonie, są z nią głównie dlatego, że jest tam Messi. Jakkolwiek to zabrzmi, twarz Messiego w koszulce Barcelony jest marketingowo większa niż ten herb. [Bez niego] klub podupadnie”.

Od siebie polecam rozpatrywać klub sportowy tego kalibru szerzej niż sięga murawa Camp Nou. Pandemia, walka o wybory, nowy trener, kadrowa rewolucja, mentalne uporanie się z 2:8 – to zdeterminuje przyszłość klubu w dużo większym stopniu niż zasięg macek T.W.A. W sytuacjach skrajnych ekonomia robi się najciekawsza. Kondycja finansowa FC Barcelony w dniu odejścia Messiego będzie ciekawie przygnębiająca.

Dlatego porównywanie jego potencjalnego pożegnania z klubem do odejść Luisa Suáreza Miramontesa, Ronaldinho, Cruyffa, Guardioli, Romario, Rivaldo, Maradony, Alvesa, Eto’o, Ronaldo, Ibry, Xaviego, Puyola, Iniesty i wszystkich innych legend jest błędem. Leo nie jest dla klubu tylko „piłkarzem”. Poza byciem jego „najlepszym piłkarzem (w historii)”, swoisty pech Barçy w całej sytuacji polega na tym, że jest kimś znacznie więcej: piłkarzem najbardziej dochodowym w dziejach organizacji.

Chłopak wychowany w klubie od dziecka, który zdobył 6 Złotych Piłek, utożsamia historię jak ze snu hollywoodzkiego scenarzysty. Dla każdego marketingowca oznacza to deszcz pieniędzy. Barça zbiera go od lat, co potwierdzają imponujące wyniki finansowe ostatnich sezonów pomimo daremnego gonienia za Ligą Mistrzów od chwil chwały tercetu MSN. Koniec cyklu Leo w Katalonii przyniesie kryzys sportowy i instytucjonalny w skali trudnej do przewidzenia – od spadku liczby obserwujących profile klubu na Twitterze po odejście głównych sponsorów. Zamiast ulewy banknotów będzie lawina konsekwencji.

Mimo wszystko twierdzę, że w przypadku Messiego straty ustępują korzyściom jak mrówka gepardowi na ergometrze.

Messi chciał odejść, bo wciąż mu się chce

A skoro postanowił zostać, powód jest ten sam. Podważam, że „został zmuszony”. Spójrzmy na przypadek Bale’a. Niejeden piłkarz na miejscu Leo, przy ewidentnych wątpliwościach formalnych do postulowanej przez Bartomeu interpretacji kontraktu – zwróciłby się przeciw klubowi. Messi „ryzykował” wyłącznie zamianą pogody na trochę gorszą. Grałby dalej co weekend, proces pełzłby miesiącami, a odpowiedzialność za wyrok spoczęłaby na jego angielsko-katarskim pracodawcy. Został. Ktoś poza mną chce to docenić?

Zarzucana Messiemu i T. W. A. ze strony fanów domniemana „wszechwładza” jest czymś innym niż realny wpływ argentyńskiego wychowanka na klub. Z obserwacji, literatury i źródeł czuję, że to rola doradcza, opiniująca, wspomagająca. Forma odpowiedzialności za zespół i klub, w którym Messi się wychował i spędza dwudziesty rok. Raczej pomoc z prawego fotela we mgle, nie: rzekoma władza z tylnej kanapy. Może „D10s” jest kolegom kapitanem bardziej w kontaktach z Zarządem niż na boisku? Pełni tę zaszczytną funkcję od odejścia Iniesty. Z jakiegoś powodu szatnia woli jego introwertyczną formę przywództwa od stylu bycia Piqué, Busquetsa i Roberto, samych Katalończyków. Przypominam, że Messi jest trzecim zagranicznym kapitanem w historii tych barw, po Cruyffie i Gicy Popescu.

Bohater Irvinga Homer Wells stwierdził, że w życiu chodzi o to, aby być przydatnym. Sądzę, że Messi w zakresie swojego oddziaływania na klub zdecydowanie jest „przydatny” Barcelonie. Trafniej charakteryzuje to dla mnie postawę Leo na boisku i poza nim niż tak często ostatnio zarzucane mu rozzuchwalenie, zblazowanie, makiawelizm, szkodliwość. Poza tym, najczęściej widzę w Messim prostolinijną szczerość.

Początki zawsze są piękniejsze

Bez cienia przesady mogę porównać relację Messiego z FC Barceloną do niejednego znanego mi związku. Tak dzielę etapy jego kariery w klubie. Na początku zawsze jest przepięknie. Pijane powietrzem obie strony tkają swoje love story. Szaleństwo miłości, którego nie ograniczą sufit ani ściany. Niechby spróbowały! Kolejna faza to systematyczne napawanie się wspólnym szczęściem. Później przychodzą zmiany. Same z siebie, nieproszone jak wigilijny gość. Leo długo postrzegano jako grzecznego chłopaka, który przemawia tylko na boisku. Potem zdarzyło się coś, co czeka wielu z nas. Dojrzał. Założył rodzinę. Zaczął to, co każda dojrzała osoba w zdrowej relacji. Zaczął wymagać.

Jeśli karci lub strofuje innych, to dlatego, że chce wygrać kolejny mecz klubowi, któremu kibicujesz.
Jeśli „kapitanuje” drużynie zwieszoną głową, to ponieważ widzi oczami ten sam wynik, co ludzie przed ekranami.
Jeśli siłuje się z Luisem Enrique, to w imieniu zespołu. Z niezłymi, trzeba przyznać, wynikami.
Jeśli robi coś, czego nie rozumiesz, to dlatego, że wciąż mierzy wysoko. Ten sam głód i ogień co wtedy.
Jeśli przyjaźni się z kimś poza boiskiem, to – jak wiemy z gry u boku Ronaldinho, Alvesa, Suáreza, Alby i Ney'a – będą na wizji fajerwerki.

Kto zna smak relacji na serio, dającej, ale przy tym wymagającej i oczekującej – prędzej zrozumie kapitana FC Barcelony. Cenisz go tylko za tamte akcje czy również na krawędzi opuszczenia klubu?

Będę z Tobą na dobre i na złe
Tylko rzecz w tym, że
„sejsmiczny alarm we mnie
Bije, kiedy mówisz 'nie' ”6

Ostatnia szansa albo koniec! Messi wykazał na wskroś pragmatyczne podejście. Czemu mieć mu to za złe? Wina leży po drugiej stronie. W ciągu minionego sezonu kilkukrotnie stawiał władzom klubu ultimatum. Klub kilkukrotnie je zignorował. Na koniec wymusił pozostanie na graczu, który mimo poczucia zostania oszukanym przez zespół jego życia, darował sobie bieganie z nim po sądach... Wydaje mi się, że w całej dyskusji o T. W. A. fakt ten umyka jej moderatorom. Tymczasem to kluczowa kwestia. Czuję, że za rok Leo dołączy do Pepa w City. Barça nie zarobi na nim eurocenta. Nikt nie lubi być oszukiwany.

Mimo wszystkich pogłosek, Messiemu daleko w katalońskim klubie do wszechwładzy. Wbrew jego woli Zarząd pożegnał Vidala i Suáreza. Urugwajczyka kupiono mimo szeroko komentowanego w Hiszpanii otwartego żądania Leo o sprowadzeniu Agüero. Na nic tegoroczna rekomendacja barcelońskiej „dziesiątki” o zatrudnieniu jego rodaka Pochettino, który w Anglii zyskał więcej uznania niż Koeman. Kandydaturę storpedowała część Zarządu oraz katalońska frakcja szatni na czele z Piqué i Busquetsem. Powód: afiliacja byłego opiekuna So’ton i Tottenhamu z Espanyolem. Non possumus7.

Tots units fem força

Jeśli poświęcić chwilę zagadnieniu T. W. A. M., głębiej się nad nim zastanowić i przeanalizować, wychodzi mi, że zamiast w szatni Camp Nou siedzi zupełnie gdzie indziej. Zostaw to. Zajmij myśli czymś innym. Ciesz się życiem. Minione miesiące i lata przyniosły temu klubowi gorycz. Cierpienie. Zaraźliwy jak zaraza żal. Według mnie warto zaufać liderom zespołu z nowym trenerem zamiast ich szkalować. Można opuścić tonący statek. Głupio się tym napawać.

Albo oskarżać innych. Ruszyć szukać winnych. Z widłami, pochodniami i klawiaturą. Znacznie trudniej w wielkich emocjach pamiętać, że zawsze jest nowy dzień. Zawsze jest nowy sezon. Tots units fem força. Razem i tylko razem.

Voy a seguir con mi tumbao’
Y con mis ojos colorao’
Con mis gatos activao’
Ustedes to’ me lo han dao’ 8

-----

1 Anonim, „Monstrum albo Messiego opisanie”, s. 272
2 Delahoja, „Los míos”, 2010, za F. F. Coppola, „Ojciec chrzestny”, 1972
3 Na podstawie: D. Masłowska, „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”, 2002
4 PRO8L3M, „Flary”, 2018
5 Graham Hunter, „Messi told Barcelona he wants to leave, and this is why they should let him go”, https://www.espn.com/soccer, 25.08.2020
6 Daniel Bloom feat. Mela Koteluk, „Katarakta”, 2005
7 „Nie pozwolimy” (łac.)
8 Don Omar feat. Tego Calderón, „Bandoleros”, 2015

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
konto usunięte

Tekst rodem z Choroszczy
konto usunięte

Świetnie się to czyta! Chcę takich felietonów jak najwięcej. Dzięki Panie @challenger
konto usunięte

Red. Chowański musi mieć jakieś haki na innych redaktorów serwisów, bo nie ma siły, żeby ktoś bez przymusu publikował jego twórczość.

Śledząc Barcę, jej ewolucję i rozwijające się uzależnienie od Messiego zgadzam się z tym artykułem, sugestie władzy absolutnej Messiego zawsze mnie śmieszyły, no trudno mi sobie wyobrazić żeby taki piłkarz-instytucja nie miał nic do powiedzenia, to nie młot jak Drogba, czy Hajto, tylko skalpel, zawodnik ekstremalnie inteligentny, widzący 3-4 kroki naprzód przed wszystkimi, więc zapewne ma coś ciekawego do powiedzenia.
Ciekaw jestem ile wniósłby do gry Valverde bez sugestii Messiego czy innych liderów szatni XD
Wielu wspomina Ibrahimovica, ale nikt nie wmówi mi że był on dla nas lepszą opcją niż Villa. To może Fabregas? Moim zdaniem to był transfer na siłę i powtórka z ówczesnej reprezentacji Hiszpanii, dla Cesca nie było miejsca w kadrze i nie dość że się w niej dusił na nieswojej pozycji (Griezmann, Coutinho anyone?), wykręcając przy tym całkiem niezłe liczby, to jeszcze zablokował poniekąd Thiago.
Oczywiście że to towarzystwo mogło przekroczyć granice swoich kompetencji, ale tu też trzeba postawić pytanie, kto jest temu winny, czemu to robili i na ile to się naprawdę wydarzyło, a na ile to wymysł szukających sensacji skrajnie niekompetentnych pseudodziennikarzy.
Prawdy nigdy nie poznamy, ale logika, zdrowy rozsądek i czytanie ze zrozumieniem powodują że ten artykuł jest moim zdaniem znacznie bliższy prawdy, niż teorie foliarzy :)

To żeś przyjebał Ziom! Ale spoko ogólnie to się zgadzam , ale czasami za bardzo uciekasz od tematu. Nie pomijając, że od tych Twoich "fantastycznych" pierdół odechciewa się tego czytać. Ale wytrwałem do końca I z wnioskami się zgadzam!!! Yo. Visca el Braca

Co to za pierd*lenie ?

O 2500 słów za dużo. Ja przeczytałem 100. Grafomania.

P.S. Pomyliłem się, przepraszam "wyliczarka słów" mówi o 220 słowach. Tyle przeczytałem.

Bardzo ciekawy, przekrojowy artykuł. Widać, że autor orientuje się w historii klubu oraz dobrze czuje atmosferę miasta, stadionu, szatni. Szczególnie dobrze widać, że autor dostrzega pewien mankament, który jest obecny również tutaj, wśród użytkowników la rambli.

Chodzi o pewnego rodzaju dwubiegunówkę. Ludzie popadają ze skrajności w skrajność, jakby zatracili zdolność konstruktywnej krytyki. Wydaje się, że to zjawisko powoli staje się symbolem czasów społeczeństwa informacyjnego. Ludzie czytają nagłówki, memy, oglądają krótkie filmiki, bardzo szybko ulegają podziałom.

Pamiętam, że jeszcze 10/15 lat temu chodziło się na mecze Barcy w Poznaniu z grupą ludzi (od 20/30 osób) o różnym przekroju wiekowym i nigdy nie było widać takich podziałów jak obecnie. Była krytyka, były dyskusje, rozmowy i pewne odmienności w ocenie różnych sytuacji ale zawsze istniał szacunek do klubu i ikon naszego zespołu. Teorie spiskowe nie istniały bo ludzie spędzali mniej czasu z głową w komórkach, laptopach i ogólnie w internecie i byli mniej podatni na manipulacje i brukowe informacje.

Dobry artykuł i celne uwagi. brawo. Każdy kto zna trochę sport od środka wie że tak właśnie się dzieje.

Ale piecze ten tekst tyłki na tej stronie. Oj piecze. 90% tej strony by Leo wystrzeliła w kosmos.
A jutro wieczorem oczywiście wszyscy będziemy ściskać kciuki żeby coś Karzeł wymyślił. No bo przecie przychodzą kolejne gwiazdy a i tak możemy tak naprawdę liczyć tylko na tego małego "raka" który toczy ten klub od lat. Zabrania się amigos uśmiechać, gadać i co gorsza grać innym w piłkę. Taki niedobry ten Messi.

Nie wiem czy pojawiały się bardziej męczące artykuły na tej stronie... słabo

Kolejne lizanie dupy przez fana. Barcelona była przed Leo wielka i będzie po Leo nadal wielka.

A ja będę w mniejszości i powiem, że podobał mi się ten artykuł.

Mi nie przeszkadzają ich wspólne imprezy, zabawy itd. Przeszkadza mi to, że to się przenosi na boisko i ci zawodnicy widzą na nim tylko siebie. Sporadycznie podadzą do kogoś innego jak już nie ma wyjścia. A tak być nie może, bo to nie jest drużyna.

Rozumiem kontekst i zamysł autora. Mimo wszystko ciężko to się czytało.

Artykuł dramat w formie. Treść też nie do końca prawdziwa. Chwalić Messiego że wszedł w spór z Lucho? To był ostatni trener który odniósł sukcesy właśnie dlatego że nie bał się Messiego. Bo Leo zapomniał że jest piłkarzem i jego rola to wykonywanie zaleceń trenera, bez względu na to czy się podobają czy nie.

Gość na 100% coś bierze. Nie wiem co ale jest mocne....

Przeczytałem kolejny Twój artykuł. Bolało. Odpuść sobie.

Z szacunku dla Ciebie próbowałem przeczytać do końca. Trudno, tym razem się nie udało. Może spróbuję jeszcze raz, albo nawet i ze sto razy. A co mi tam, taki już jestem.
Tym razem będzie krótko: pisałem o TWAM (Towarzystwo Wzajemnej Adoracji Messiego) nawet pod Twoim felietonem. Na tej stronie, na innych też, podczas dyskusji w życiu też się przydarzało. I zdania za cholerę nie zmienię. Trzeba oddać Bogu co boskie. Miałem nadzieję, że zostanie to rozwiązane w inny sposób. Niestety Betonomeu znów dał popis.
Teraz w TWAM do rządów doszli Katalończycy (mniej lub bardziej prawdziwi). Ciekawe jak to będzie wyglądało załóżmy za 3 miesiące. Koeman da sobie wejść na głowę? Posadzi tych nieudaczników na ławkę? Będzie miał kto ich zastąpić na średnim poziomie? I co na to wszystko on - Wielki Kapitan.
Lecę do sklepu po popcorn. Dużo popcornu.

Z całym szacunkiem, ale dla gazet takie artykuły są wręcz wyśmienite. Na tej stronie czyta się to z zażenowaniem.
Komentarz usunięty przez użytkownika

co to za bełkot??? ciężko nawet przejść przez pierwszy akapit...

Artykuły pisze od 2009 roku... Ten na pewno wtedy zaczął pisać

Tekst merytorycznie jak najbardziej na plus. Cechą dyskusji o władzy Messiego jest pójście w skrajność. Zarówno kibice popierający tę tezę, jak i jej przeciwnicy - tutaj kreują sobie wygodny do bicia worek treningowy - czasami mocno przesadzają, robiąc z Argentyńczyka swoistego Króla Słońce. Najpierw Bóg, po nim Messi, a dopiero potem prezes i reszta klubu. Wszechwładna Pchła wtedy rozkłada wszystkich po kątach, karmi swoje ego, chce na gotowy mieć skład wygrywający LM i jednocześnie złożony z jego kumpli, a każdy kto mu się w tym celu nie spodoba, może już się pakować.
Tymczasem taki układ można sobie włożyć w między bajki, ale też na spokojnie nie odmówić Leo pewnej władzy. Na pewno jest to człowiek ambitny, przywołałeś tego dobre przykłady, zwłaszcza dobry jest casus transferu z Barcy. Wygodniś, który chciałby jedynie odłożyć sobie przyjemną kwotę na emeryturę, by czegoś takiego nie zrobił. Może dostałby wyższą pensje od szejków, ale u nas przecież nie jest taka zła, a przy tym ma już tutaj dom, mówię zarówno o materialnym, jak i symbolicznym znaczeniu tego słowa.
Tak więc ambicja Messiego zdecydowanie popycha go do nacisków, układania sytuacji w klubie pod siebie. Jest świadomy swojego statusu jednego z najlepszych piłkarzy z historii, więc i chce mieć klub godny takiego zawodnika, nic w tym dziwnego, a znowu nie jest to aż takie niebezpieczne, jak niektórzy sądzą (twój argument z doradzaniem). Na takie zachcianki za to, pozwala mu wypracowana przez lata silna pozycja. Sukcesy sportowe, status grającej legendy, marketing itd. To wszystko sprawia, że z jego zdaniem trzeba się liczyć. "Klub ponad zawodnika", to fajny ideał, ale liczą się też okoliczności. Mamy kogoś wyrośniętego absolutnie ponad zespół, Messi wszędzie byłby zresztą większy niż zbiorowość. Można się z tym pogodzić, można powiedzieć "nie" albo być do tego ambiwalentny. Natomiast naiwne jest tego nie widzieć, a niektórzy kibice mają takie klapki na oczach, tak samo jak odejście w całkowicie odmienną stronę, poprzez robienie z niego dyktatora bananowej republiki.
Nie zgadzam się do końca jedynie z kwestią nieudanego odejścia z klubu, ale to dlatego że nie ufam w wersje Messiego. Jako zwykłe szaraki, ludzie niemający dostępu do kulis raczej nie rozstrzygniemy nigdy co tam do końca się stało. Chcę tylko jednak zaznaczyć kilka spraw. Nie wiem, co sobie myślał Leo, skoro uwierzył w te zapewnienia Bartomeu, że "Poza tym prezydent zawsze mówił mi, że „po zakończeniu sezonu zdecydujesz, czy zostaniesz, czy odejdziesz”". Można uznać tutaj prezesa za wredotę i kłamce, lecz z drugiej strony, czemu Messi ma pretensje o to? Takie sprawy załatwia się odpowiednimi zapisami w kontrakcie, dodanymi aneksami, inaczej to jest właśnie umowa pisana patykiem na wodzie, bez jakiegokolwiek pokrycia. Nasza 10 ma tyle samo mentalnych lat, iż tak załatwia sprawy? Strasznie wątpliwa kwestia. Z tego powodu też według mnie sprawa nie trafiła do sądu, ponieważ nasz zarząd miałby tam większe szanse na wygraną, pomijając to że przez to Leo nie jest już takim dobrym celem transferowym. W końcu ciągnęło by się to przez znaczną część następnego sezonu, nie wiadomo czy przejście zostałoby prawnie zaakceptowane itd. Dlatego nie widzę tutaj, aby zostanie na następny rok zostało przeważone przez jakieś emocjonalne argumenty, danie drugiej szansy ukochanemu klubowi. Również w tej kłótni nie ma lepszej i gorszej strony, obie są jednakowo winne.
Daruje sobie komentowanie stylu felietonu, bo to już chyba zrobili inni użytkownicy. Szkoda jednak, że mimo wszystko przysłonił on "mięsko" tekstu, chociaż może warto z tego wyciągnąć pewne wnioski.

Oczywiście opinię autora podzielam, tu nie ma żadnej dyskusji dla mnie.
Osobiście mam jednak wrażenie, że Koeman nie będzie dobrym rozwiązaniem na trudny czas. Jest charakterem silnym, bezkompromisowym, ale jego upartość, przejawiająca się nie tylko głosami zawodników którzy spotkali Holendra w innych klubach, ale przede wszystkim na forsowaniu ustawienia zupełnie oderwanego od tożsamości klubu.
To na razie wstępne wrażenie i wiem, że warto dać mu szanse, ale ta upartość oznacza 2 rzeczy:
po pierwsze, po raz pierwszy od lat, nasza szkółka tworzy zawodników którzy nie mają wprost pozycji 1:1 w pierwszym zespole.
Po drugie, konsekwencje w wyborach personalnych, brak zaufania do młodych zawodników, mogą się przełożyć na exodus piłkarzy ze szkółki, którzy w mojej opinii mogli stanowić albo trzon, albo ważne ogniwa Barcy za 2-3 lata, a teraz powinni dostawać sporo minut. Osobny przykład do Puig, ale spoglądając na mecze Barcy B i jej boje o awans do Secunda, uważam, że o wiele więcej wartości do Barcelony można było "wycisnąć" z tej metodologii pracy i twarzy które się tam objawiły.
Wciąż uważam, że po odejściu Messiego, powinniśmy jako drużyna przejść "katharsis" i wrócić do tego, co zachwyca i działa. Kontrola nad meczem, ustawiczna presja, błyskawiczne tempo wymiany piłki. Do tego jest kilku graczy w szkółce którzy są dla takiego stylu stworzeni.
Pomysł na oparciu się na defensywie zabezpieczonej podwójnym pivotem, przyjęciu ataku głęboko i wypracowaniu miejsca na skrzydłach jest teoretycznie dobry, ale Barca nie umie się głęboko bronić, nie ma automatyzmów w asekuracji, a wobec rywali, którzy pierwsi strzelą gola i będą czekać głęboko taka taktyka jest z gruntu niezbyt skuteczna.

Malowany pędzlem tekst. Ciężko zrozumieć co autor ma na myśli.

Brawa dla autora za merytoryczny artykuł o zależnościach Messi - klub. Większość i tak tego nie go zrozumie i będzie krytykować ale z reguły jak to w życiu większość nie ma racji.

przeczytałem felieton, przeczytałem komentarze i dochodzę do wniosku, że połowę komentarzy, można posumować "nie chce mi się, nie rozumiem, więc jest do dupy".

Mnie się drodzy stronowicze, właśnie teksty Karola podobają, bo zdradzają ile autor czyta, słucha, ogląda. Jak szerokie ma zainteresowania, co przekłada się na inspiracje. Odnalezienie nawiązań, które rozumiem bez sięgania do przypisów (jak do Pratchetta) sprawia po prostu przyjemność.
Jeśli wolicie operować swoimi kalkami, albo czytać podsumowania generowane w excelu, ok. Wasza sprawa. Ale odnoście się do treści, zamiast do formy, a jak się nie udało przeczytać, to by nie wypaść jak bohater cytatu Marka Twaina, lepiej się nie odzywajcie.

Dołączając tu już nawet nie pamiętam kiedy, mając naście lat byłem nawet zafascynowany tym co Karol nam tu prezentował. Z czasem okazało się, że to była młodzieńcza ślepota i też brak własnej wiedzy, opinii, wtedy jeszcze jako dojrzewający kibic klubu. Teraz? Moment wystąpienia w Quizie pod napięciem był momentem, w którym w moich oczach wykres wiarygodności redaktora osiągnął wartości minusowe. Ogólnie z czasem odnoszę wrażenie, że klub ten przyciąga (nie kieruję tego bezpośrednio w stronę Karola oczywiście) większościowo ludzi bezjajecznych, dziwnych, introwertyków, ludzi zakompleksionych, którzy mogli mieć w życiu swoje pięć minut wśród znajomych na plecach wygrywającej wcześniej wszystko Barcelony. Dlatego też imię kibica Barcelony było/jest wyszydzane (nie tylko przez rywali zza miedzy), co zacząłem już dawno rozumieć i nawet podzielać. Nigdy jednak nie sądziłem, że do tego archetypu zaczną dołączać ważne postacie z klubu jak i z redakcji. Może lepiej na tym zakończę. Przykre to wszystko.

Widzę, że pan Karol musiałby dostać rozwolnienia, żeby nie wsadzić tych ciężko czytających się epitetów i metafor nawiązujących do popkultury. Nie chcę być uszczypliwy, ale pisałes to na kacu dla beki, czy tak serio? W towarzystwie osób być może takie followupy do wszechobecnej kultury mogą być okej, ale k**wa jako artykuł na fcbarca? Litości

Stary, zrób nam przysługę i przestań tutaj publikować. I nie chodzi o to, że się nie zgadzam z tezami tekstu. Ten styl jest w ogóle niemożliwy do przetrawienia, tekst jest przeciągnięty, a wymowa i wnioski - banalne. Po tak dobrym portalu spodziewałbym się trochę więcej. I te linki i przypisy, że niby czerpiesz z tekstów kultury XDDD

Jak. Me. Oczy. Krawią.

Nie do przeczytania. Dramat.

Artykuł jak klub,
Mes que un meme

Panie Chowański. Jak zwykle trudny tekst w odbiorze, ocierający się o niepotrzebny bełkot, interesujący, chociaż oczywiście w żadnej mierze odkrywczy. Może lepiej napisać o Towarzystwie Wzajemnej Adoracji Bartomeu. To by było ciekawsze, bardziej odkrywcze i w tej chwili bardziej potrzebne...
Komentarz usunięty przez użytkownika

Kto dopuszcza taki bełkot do publikacji? Artykuł można skwitować stwierdzeniem „Co. Za. Bzdury.”

Ja pitole ale bełkot - serio to artykuł godzien fcbarca.com? całość można streścić jednym zdaniem: "Barcelonie od kilku lat potrzebny był trener z silną ręką, który bez strachu mógł decydować bądź mieć realny wpływ na kształt i wizję sportowo-taktyczną zespołu".
PS: Moim skromym zdaniem Keoman aktualnie spełnia te wymogi bo nie boi się postawić na swoim i jest konsekwentny jak chodzi o wizję zespołu.

Rzadko się wypowiadam... Nie lubię krytykować ludzi którzy coś robią. Tym razem poleciałeś po bandzie... proszę Cię zmień dilera i nie pisz już w taki sposób. Ja myślę że to jest ciekawy temat ale napisany schludnie... kto to w ogóle zaakceptował żeby to wyszło na światło dzienne??? Nie róbmy sobie wstydu, myślę że na chwilę obecną i tak go dużo mamy.

Chłopie, po raz kolejny piszesz coś czego się nie da czytać. Już na samym początku przeceniasz wartość marketingową Leo, owszem to jeden z trzech najlepszych piłkarzy w historii, ale jego wartość jest przede wszystkim czysto sportowa. Messi nigdy nie był Beckhamem czy Crem, jego wartość marketingowa nigdy nie była taka jak tych dwóch panów. Doskonale też widzimy, że odejście tych zawodników z klubów nie spowodowało jakiejś dramatycznej straty przychodów i zapaści finansowej jak próbujesz insynuować. Wprowadzasz ludzi w błąd i siejesz po prostu zamęt. Później powielane są głupoty, które z taką pasją tu przedstawiasz. Od Messiego to więcej dla Klubu w sensie marketingu zrobił Ronaldinho i nie ma nawet co z tym dyskutować.

Krótko podsumuje. Ile ludzi tyle zdań, co do tekstu to mieszane uczucia. Z większością użytych "argumentów" nie zgadzam się z punktem widzenia autora, ale szanuje za podjęta próbę wyłożenia swoich perspektyw szerszej publice.

Treść pod spodem sensowna, ale dotarcie do niej męczące. Niestety bez satysfakcji na końcu. Żałuję, że nie pominąłem tego artykułu.

Artykuł ciekawy lecz trochę przydługi i przez to mało interesuje "społeczeństwo" Rambli , czego się nie dziwię. Chciałem zwrócić uwagę tylko o takiej kwestii: Messi nie wyraził sprzeciwu w sprawie odejścia Vidala, Rakiticia. On wyraził opinię tylko na temat Suareza. Znakomita większość społeczeństwa Rambli tego nie spostrzega i zarzuca Messiemu obronę swoich kolegów. To świadczy jednak o bardzo płytkim rozumie tych ludzi. Messi w momencie podjęcia decyzji o pozostaniu musiał "połknąć" bardzo gorzką pigułkę bo wbrew jego woli i ambicji. On oddał Barcelonie więcej niż Barcelona Jemu. Teraz zobaczymy czy jego wymuszone pozostanie na Camp Nou nie odbija czkawką Barcelonie, tak jak twierdził trener Paco Jimenez. To, że zostaje pokazuje jaką klasę pokazuje Messi - potrafi zdławić swoje osobiste ambicje dla dobra Barcelony. Dla jasności powiem tak: kocham jednakowo i Barcę jako klub i Messiego. Jestem rozdarty tym sporem. Dla mnie wina tego wszystkiego jest tylko i wyłącznie Bartomeu i jego sztab. Nie potrafili zbudować odpowiednio zespołu. Wielcy piłkarze wymagają wielkich trenerów z przemyślaną strategią rozwoju. Wielkie kluby jak Barcelona czy Real Madrid tak powinny działać a nie szukać na szybko takich wynalazków jak Quiqui Setien. Koeman daje się zwieść Bartomeu i jest marionetką. Nie wierzę w misji Koemana. Mam wrażenie, że za parę miesięcy (do Lutego) Ci wszyscy co wynieśli go pod Niebios będą pierwsi wynosić go taczkami. Niestety na tej stronie jest coraz więcej takich "kibiców" - chorągiewek.

Mimo, że pod kątem stylistyki, czytanie tego artykułu przypominało grzybobranie na polu ostrężyn, to merytorycznie bardzo trafne wnioski i spostrzeżenia. Brawo.

Mieliśmy "w ciszy stadionu", mieliśmy "Barcelonę w sepii", a teraz mamy to...

Lubię artykuły redaktora Chowańskiego i ten styl pisania, który wymaga od czytającego trochę wysiłku, a jednocześnie zachęca do zastanowienia się i wysuwania własnych wniosków :D

Messi nie jest tylko piłkarzem, a Barcelona nie jest tylko klubem piłkarskim. W ostatnim czasie wydarzyło się tak wiele, czego chyba nikt sobie nie wyobrażał. Każda ze stron konfliktu (zarząd i piłkarze) mają swoje za uszami, a prawda zapewne leży gdzieś po środku. Teraz to nie czas na wojenki. Jesteśmy od tych sytuacji daleko i obserwujemy wszystko zewnątrz.

Jutro zaczyna się nowy sezon. Idealnie pasuje cytat z końca artykułu:
"Zostaw to. Zajmij myśli czymś innym. Ciesz się życiem. Minione miesiące i lata przyniosły temu klubowi gorycz. Cierpienie. Zaraźliwy jak zaraza żal. Według mnie warto zaufać liderom zespołu z nowym trenerem zamiast ich szkalować. (...) Znacznie trudniej w wielkich emocjach pamiętać, że zawsze jest nowy dzień. Zawsze jest nowy sezon."

Pan Chowanski zdecydowanie preferuje formę nad treścią. Może to wynikać z goniących terminów, przy jednoczesnym braku pomysłu na wskazaną treść. Może należy rzadziej pisać?

Wysilek ogromny wlozony przez autora. Mialo wyjsc sarkastyczno-inteligentnie, aczkolwiek efekt nieco "pokrecony". Nie zgadzam sie z opinia zawarta w tresci, acz szanuje. Krotko ode mnie: z calym szacunkiem dla Leo-jest genialny, ale "pracownik" nie moze zarzadzac firma. Wskaz prosze przyklady jesli sie nie zgadzasz. Duo-pieniadze to nie wszystko. Duzo generuje przychodow, ale i wiele kosztuje. Tres-co by nie mowic, wiele znakow na niebie wskazuje, iz taka spoldzielnia faktycznie istniala...

Do autora.
W pańskich odpowiedziach na komentarze czytelników, powoływał się pan na Umberto Eco i jego Imię Róży.
Proszę więc przeczytać jeszcze "Zapiski na pudełku od zapałek".
Może to coś pomoże.

Szczerze? Jak dla mnie na felieton tego typu zdecydowanie za długie i męczące. I nie ma tu nic do rzeczy, że żyjemy w epoce Twittera i Facebooka.

W felietonie jest zwykle jakaś myśl przewodnia i z grubsza dość szybko wiadomo, jaka jest linia piszącego. Tutaj jest chyba taka, żeby epatować przeróżnymi odniesieniami i wybijać czytelnika z rytmu.

to skoro ten Messi taki zły, to czemu nie pozwolili mu odejść, skoro sam chciał?
Na szczęście za rok wasz problem się rozwiąże i Leo odejdzie.

Panie pisz Pan prosto, krótko i na temat. Więcej nie trzeba..

konto usunięte

Sponsoromagnes,leptokurtyczna,platokurtyczne w jakim to języku? Jakiś słownik snoba czy coś?

Forma artykułu jest fatalna. Treść jeszcze gorsza. Poziom serwisu leci proporcjonalnie do poziomu klubu. Niestety.

A ja to myślałem, że artykuł będzie o innym towarzystwie wzajemnej adoracji. Nie mówię, jestem trochę zawiedziony :P

"To bezkompromisowe jak kokaina" - redaktor dużo przyjmuje i stąd ta wiedza? - na prawdę nie ma lepszych porównań? I tak co chwilę. Nie da się tego czytać.

Boże jak ciężko się to czyta. Wymieklem w połowie

Super artykuł jak każdy Pana Chowańskiego, zostawił bym pod każdym że 100 lajków gdyby się dało. Pozdrawiam i życzę sobie więcej artykułów w Pana wykonaniu, zawsze i każdy mi się podoba.

Pisane po chińsku :D

Nie zawsze mi się podoba Redaktorze jak piszesz i co piszesz, nie zawsze podzielam argumenty. Czasem zdarza Ci się przynudzać ponad przyjęte normy przyzwoitości, lecz tym tekstem zawojowałeś moje serce. Może ociupinę przesadzam, ale powyższy felieton, lub cokolwiek to jest, nazwę wyśmienitym. Podoba mi się ten nieco chaotyczny styl nasączony ironią, swoboda z jaką operujesz słowem. Dużo w nim pisania z głowy, wyobraźni, bez opierania na smutnych liczbach.
Na koniec jeszcze kilka cierpkich słów. Nie chcę zabrzmieć jakbym miał muchy w nosie, albo jedną ale ogromną, lecz wiele komentarzy zdaje się być potwierdzeniem smutnego faktu - większość, bo ponad 60% społeczeństwa boryka się z problem rozumienia czytanego tekstu.

Chlopie ale zes po ecial z tymi ozdobnikami.
70 % osob tego nie przeczyta. Nie ma cyckow, bluzgow i jest za dlugie ;]

Kolejny artykuł tego Pana i kolejne wg mnie brednie - niby ma chyba być mądrze , niby ma być może troche śmiesznie - ale wg mnie kolejny raz nie wychodzi ...