Żadna gwiazda nie jest w stanie zastąpić drużyny

Marcin Poreda

29 kwietnia 2020, 21:49

80 komentarzy

Fot. Getty Images

Nie pozostało mi już niemal nic do powiedzenia, bo trochę tu słów na papier przelałem, dzieląc się z czytelnikami FCBarca.com przez wiele lat swoimi spostrzeżeniami. Oceny, analizy, felietony. Wywiady też. Jako kibic pamiętam czasy, kiedy wyciągałem na dywan przed telewizorem marki Unitra

Fot. imged.pl

Skarb Kibica Ligi Mistrzów Piłki Nożnej i śledziłem kadrę Blaugrany tuż przed meczem z Bayernem, zastanawiając się, dlaczego wśród pomocników znajduje się nieznany nikomu Xavi. To był 1998 rok i właśnie zaczynałem swoją przygodę z klubem z Katalonii. Przygodę, która trwa do dziś. Nie będę tutaj jednak robił przesadnych wspominek i z nostalgią opisywał swojej kibicowskiej historii – uważam, że nie ma w niej nic szczególnego. Ważna jest teraźniejszość i pozostała mi tylko jedna rzecz do powiedzenia, którą chcę się podzielić. Odkrywania Ameryki w tym nie będzie, ale czuję potrzebę postawienia takiej kropki. Żeby finalnie wszystko stało się klarowne. Do rzeczy więc.

Przykład Jordana

W latach 90. na topie była koszykówka. Dream Team, NBA, Chicago Bulls, Michael Jordan. Fascynacja nie ominęła także mojego domu i choć ja byłem za mały, żeby wstawać o 3 rano w oczekiwaniu na transmisję z USA, to ktoś inny robił to za mnie. Pokój mojego brata był wypełniony plakatami MJa, Scottie'ego i Dennisa, a na półce co miesiąc pojawiał się nowy numer Magic Basketball (kto pamięta okładkę ze zbierającym piłkę w rozkroku Shawnem Kempem z maja 1996 roku?), dzięki któremu poznawałem statystyki, liczby, prawdziwą wartość i efektywność. To wtedy uczyłem się, że można zdobywać punkty, ale bez dobrego zbierającego zbyt wiele się nie osiągnie. To nauczyło mnie pokory i szacunku dla pozycji choćby defensywnego pomocnika w futbolu.

Dzięki głośnemu serialowi Netflixa "Ostatni taniec" mogłem wrócić do tamtych czasów i przypomnieć sobie prawdziwą koszykówkę, do której obecna nie ma żadnego podjazdu. W jednym z odcinków skupiono się na rywalizacji Detroit z Chicago i fakcie, że ci pierwsi spuszczali regularny „łomot” tym drugim. Jordan będący największą gwiazdą ligi nie potrafił poradzić sobie w decydujących momentach playoffów. Jemu niczego nie brakowało. To drużyna nie potrafiła dorównać do jego poziomu. Po awansie Phila Jacksona na trenera w Bullsach nastąpiła prawdziwa rewolucja mentalna. MJ zgodził się na oddanie pałeczki i odpowiedzialności innym – wrzucenie ich na głęboką wodę. Dwa kluczowe cytaty Jacksona obrazujące istotność tego procesu:

Uwaga zawsze skupia się na piłce. Jeśli to on (Jordan) ma ją zawsze, drużyny będą budować wokół tego obronę.

To coś wyjątkowego. Największa ikona w historii NBA zrozumiała, że nie musi być non-stop przy piłce.

Wszystko skupiało się wokół koncepcji rozgrywania ataku wg Texa Wintera. Trójkąty. Brzmi znajomo? Matematyka i pozycyjność w grach zespołowych jest uniwersalna. Jordan od początku swojej kariery był genialnym solistą, ale nie miał wsparcia. Również przez to, że nikt nie mógł się z nim równać – lepiej było oddać mu piłkę i czekać na magię. To też brzmi znajomo, culés? Po przemianie mentalnej i taktycznej drużyna z Wietrznego Miasta stała się legendą, a sam Michael jest uznawany za najlepszego koszykarza w historii, przy oddaniu szacunku Chamberlainowi, Russellowi i Kareemowi.

Barcelońskie lustro

Przenosząc to wszystko na katalońskie podwórko, dostrzegamy lustrzane odbicie zmian. Ponad piętnaście lat temu światu objawił się talent Leo Messiego, uznawanego obecnie, podobnie jak Jordan, za najlepszego zawodnika w historii swojej dyscypliny. Młody Messi był fenomenalny, ale stanowił „tylko” kluczowy element legendarnej Barcelony. Nie musiał sam brać sprawy w swoje ręce. Miał obok Puyola, Xaviego, Iniestę, a za sterami stał odpowiednik Phila Jacksona – Pep Guardiola. Maniak trójkątów i ofensywnego stylu gry. Ta drużyna na zawsze została legendą i przez wielu określana jest mianem najlepszej w historii piłki nożnej. Z czasem jednak wszystko zaczęło słabnąć i tak jak Chicago z kopciuszka rosło w siłę, tak Barcelona z tytana stawała się z każdym sezonem coraz słabsza. Sezon 2014/15 można traktować w drodze wyjątku. Poza nim każdy kolejny rok przynosił coraz większy niedosyt. Czy to oznacza, że Messi, w przeciwieństwie do Jordana, z wiekiem traci mądrość, logikę i staje się słabszy?

W żadnym wypadku. MJ w latach 1984-90 był fenomenalnym zawodnikiem. Na parkiecie starał się robić wszystko, co w jego mocy, żeby wygrać. Rzucał średnio ponad 30 punktów w meczu, skupiając na sobie uwagę rywala i biorąc na swoje barki odpowiedzialność za wynik. To wszystko od wielu lat robi też w Barcelonie Messi i w żadnym momencie nie można uznać, że jego dominacja jest jakąś winą. Wręcz przeciwnie – to błogosławieństwo dla drużyny, która nie potrafi jednak tego uszanować.

Zarządzaj, będąc lwem lub baranem

W serialu Netflixa jest przedstawiona postać Jerry’ego Krause – nieżyjącego już dyrektora generalnego Bullsów, który odpowiadał za zbudowanie potęgi klubu. Bardzo uczciwym podejściem jest stwierdzenie, że bez niego sześć mistrzostw NBA nie byłoby możliwe. To on rozwijał zespół. To on decydował o drafcie. To on wreszcie zatrudniał trenerów. Trenerów, którzy dawali porażki albo zwycięstwa. Krause miał wiele grzeszków na sumieniu, ale nie można mu odmówić, że to dzięki niemu do klubu trafił Phil Jackson, trójkąty i zmiana mentalności. Krótko mówiąc, w budowaniu drużyny nie chodzi o to, żeby dokupować zawodników i trenerów do gwiazdy. Sztuką jest budować wszystko niezależnie od gwiazdy i na samym końcu wpasować gwiazdę do zespołu.

Tak to w Barcelonie funkcjonowało w początkach kariery Messiego. Z czasem jednak rola Argentyńczyka nieproporcjonalnie się zwiększała. Jego statystyki rosły, kolegów słabły. W tym momencie doszliśmy do sytuacji, w której na murawie mamy Messiego i dziesięciu pachołków. Wina leży oczywiście po stronie osób odpowiedzialnych za zarządzanie. Krause doprowadził Bullsów do wielkości. Bartomeu sukcesywnie czyni z Dumy Katalonii coraz słabszą drużynę, zatrudniając marnych i tchórzliwych trenerów, którzy na samym starcie kariery na Camp Nou w wywiadach pieją na temat Messiego niczym nastolatki na koncertach grup młodzieżowych. Kiedy zaś osnuwa ich cisza, to nowi szkoleniowcy w gabinecie myślą, jak tu ustawić drużynę pod Leo, popełniając karygodny błąd koncepcyjny, który już na starcie stawia ich w roli przegranych.

Efekty takiego podejścia są widoczne jak na dłoni. Puchar Króla jest teraz nic nieznaczącym trofeum, a liga przy obecnej przewadze Realu i Barcelony to duopol, w którym ci pierwsi znacznie częściej odpuszczali kosztem najważniejszych rozgrywek, podczas gdy drudzy ze względu na swój styl gry byli predystynowani do ciułania jakże potrzebnych punktów. Papierkiem lakmusowym wielkości zespołu jest niezmiennie Liga Mistrzów. Formuła playoffów, największe drużyny na świecie, brak miejsca na błędy. To jest kuźnia i weryfikacji klasy drużyny. Dlatego Barcelona nie może jej wygrać od niemal pięciu lat, mając do dyspozycji jedną z najlepszych kadr na świecie. Temu klubowi brak rozsądku w zarządzaniu na niemal każdym polu. Od podejścia do wychowanków, przez transfery, na zatrudnianiu słabych trenerów kończąc.

Mglista przyszłość

Jedyną nadzieją jest strącenie z tronu obecnych szkodników i sabotażystów – geniuszy kreatywnej księgowości, których smród zgnilizny czuć w każdym zakamarku Camp Nou. Bez tego nie ma żadnych szans na zbudowanie silnej drużyny. Poza tym jest jeszcze kwestia osobna, o której chcę powiedzieć i dla wielu będzie wręcz obrazoburcza, czyli sam wielki Leo Messi. Moje serce podpowiada mi, że Argentyńczyk nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i poprowadzi Blaugranę do wielu sukcesów. Rozum jednak twierdzi co innego. O ile w klubie nie zawita ponownie na ławce trenerskiej Pep Guardiola – jedyny godny tego obecnie trener na świecie – z autorytetem, wiedzą, charyzmą i pomysłem, to Messi może stanowić dla klubu coraz większy problem. Zaczynając od pensji, a kończąc na wieku i możliwościach pracy przez pełne 90 minut meczu.

Leo gra tak, jak potrafi, należy oddać mu chwałę, jednak żadna gwiazda nie jest w stanie zastąpić drużyny. Trudno mi uwierzyć, że do klubu trafi szkoleniowiec inny niż Pep, który będzie w stanie zdefiniować zespół na nowo, postawić na ducha zespołu i zbiorową odpowiedzialność. Który odbierze pałeczkę Leo i będzie wymagał od innych znacznie więcej. Który zdywersyfikuje ofensywę i schematy w ataku. Bez tego nie widzę jasnych perspektyw na to, że Barcelona zacznie grać ponownie jak drużyna mistrzowska, której celem jest wygrywanie w pięknym stylu. Warto tutaj przypomnieć słowa Louisa van Gaala sprzed niemal roku:

Guardiola sprawił, że Messi grał na korzyść drużyny, ale ostatni trenerzy zbytnio się do niego dostosowywali, zamiast chronić ducha zespołu. To jest najważniejsze.

Guardiola wygrał Ligę Mistrzów z Barceloną, bo miał Messiego i nie pozwalał mu, by grał po swojemu. To ta różnica. Messi dostosował się do planu Guardioli, nie na odwrót. Guardioli udaje się najtrudniejsza rzecz: sprawia, że zawodnicy ruszają się w konkretnym kierunku w konkretnym momencie. Żeby to osiągnąć, trzeba stworzyć wspólny język, ducha zespołu, wspólnotę.

Od czasów Pepa nie udało się tego stworzyć żadnemu innemu trenerowi. Każdy kolejny starał się wykorzystać Messiego, zamiast pomóc mu osiągać szczyty. Leo bez odpowiedniego przewodnika będzie grał tak, jak umie najlepiej. Tak jak Jordan w pierwszej fazie swojej kariery. Tylko odpowiedni lider na ławce trenerskiej pozwoli na prawidłowe wykorzystanie pełni jego umiejętności, ale czy w Barcelonie będzie to jeszcze możliwe? Mam co do tego poważne wątpliwości. Dlatego odejście Argentyńczyka, a przynajmniej usunięcie się w cień, nie powinno być traktowane jako zbrodnia i świętokradztwo. Raczej jako realistyczna konsekwencja wyboru: Messi tylko z najlepszym trenerem będzie potrafił stworzyć drużynę. Inaczej będziemy mieli do czynienia z powielaniem tych samych błędów, które dostrzegamy od wielu lat w Barcelonie.

Co jednak jest dla mnie znacznie ważniejsze od dywagacji na temat przyszłości geniusza z Rosario, to sprawiedliwość historyczna. Pamiętajmy, przez kogo taki stan rzeczy ma miejsce. Kto zmarnował najlepsze lata być może najlepszego piłkarza w historii futbolu. Gaspart przy Rosellu i Bartomeu to postać niemal krystaliczna. Dochodzimy teraz do sedna tego tekstu, który zdecydowałem się napisać w ramach pożegnania. Chciałbym, żeby wśród culés była przekazywana prawda. Kiedy za wiele lat będziecie opowiadać młodszym (dzieciom, wnukom, komukolwiek, kto nie widział Barcelony Sześciu Pucharów) o historii Barcelony, nie starajcie się wybielać tych osobników i postąpcie niczym samospełniające się proroctwo mojego dobrego kolegi z Częstochowy:

Bóg i historia ich (Rosella i Bartomeu) ocenią za to, że perfekcyjnie działając jako madrycka V-kolumna zdemontowali ekipę, jaka mogła być najlepsza na świecie i trwać tyle samo co 1000-letnia Rzesza, a trwała tak krótko i skończyła się 7upem.

Żegnajcie!

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Różnica między Jordanem a Messim jest taka, że Michael był, jest i będzie najlepszym koszykarzem w historii tej dyscypliny. O Leo już tego powiedzieć nie można, bo wielu ekspertów uważa, że lepsi byli chociażby Pele czy Maradona. Dla mnie nawet Ronaldinho był wyżej od Messiego. Argentyńczyk będzie zawsze miał łatkę piłkarza, który nie zdobył MŚ, a w piłce nożnej jest to najważniejsze trofeum. Póki nie zdobędzie tego trofeum (raczej mało realne), niestety ale nie można go będzie zaliczyć do grona tych najwybitniejszych.

Wczoraj oglądałem odcinek o Detroit i też pomyślałem, że Messi w wielu meczach był tak samo osaczony, faulowany, jak MJ. Ogólnie mamy bardzo podobną historię kibicowania, lata 90' przeplatane pomiędzy piłką, a NBA. Mimo, że wtedy dostęp do sportu był dużo gorszy, wiadomości można było czerpać z prasy i telegazety, a mimo tego chciało się szukać tych informacji, zbierać albumy z naklejkami. Teraz mamy sport na wyciągnięcie ręki, na każdym kanale są dostępne wszystkie dyscypliny i się zrobił przesyt tego wszystkiego. Kiedyś każda plotka w Bravo sport sprawiała, że całe osiedle o tym gadało, a teraz można wejść sportowcowi w praktycznie do domu, plotka goni plotkę, niewiele w tym jest prawdy. Po tylu latach kibicowania zaczyna brakować czasu i chęci na czytanie tego wszystkiego. Często plotki mieszają się z prawdą.

A tak prywatnie, to bardzo lubiłem Twoje teksty, niemal zawsze odpisywałeś na komentarze, jeśli Cię dotyczyły (bardzo to szanuję, inni często nie raczyli nawet odpisać). Czuję, że jesteśmy z tej samej epoki i podobnie postrzegamy. Będzie Ciebie brakowało, ale pewnie nie wytrzymasz zbyt długo w tej separacji :)

Życzę powodzenia i wracaj wypoczęty i gotowy do działania.

Mam Magic Basketballe i Pro Baskety do dziś :D

Dobrym przykładem jest reprezentacja. Argentyna doszła nawet do finału MS ale samego Mistrzostwa już nie zdobyła chociaż zabrakło bardzo niewiele.
Tam też przez lata budowali drużynę pod Messiego zamiast z Messim.

Skoro nawet na tej stronie przesiadują osobistości, które uważają, że dobrze byłoby ściągnąć kogoś "dla Messiego" albo, że "Suarez i tak będzie grał, niezależnie od transferów", to potem się dziwmy, że wygląda to tak, jak wygląda. Barcelona padła ponadto ofiarą swojego przestarzałego stylu, który doprowadziła do absurdu oraz kupowania nazwisk, zamiast piłkarzy. "O-ho-ho, kupmy tego i tego, bo on już jest rozpoznawalny"...
Czy ktokolwiek słyszał o piłkarzach Lipska jakieś dwa, trzy lata temu? 90% byłaby zagadką dla przeciętnego kibica, a dzisiaj co? Masakrują Tottenham bez straty bramki i pięknie radzą sobie na najwyższym szczeblu europejskim. Dlaczego? Bo tam jest drużyna - jeden idzie za drugiego i nie przejmuje się o swój kontrakt, gdyż klub jest dobrze zarządzany.

Świetny artykuł.
Wszyscy się tutaj zgodzimy, że etos Messiego z czasem zaczął szkodzić klubowi. Starszyzna (Messi, Suarez, Pique, Busqets, Alba, a może i Rakitić) zawiązało bractwo wzajemnej adoracji co powodowało, że grupa ta miała coraz silniejszy wpływ na decyzje zarządu i klubu. Nikt tak do końca nie wie jaka jest rola tych piłkarzy, że jest tak jak wszyscy widzimy.
Jeszcze za czasów dwóch ostatnich trenerów LE a zwłaszcza Valverde znaczna część z nas irytowała się tym, że klub nie daje szans młodym, nawet w sytuacjach gdy "nasze gwiazdy" były pod formą: vide Suarez czy inni, pomimo, że piłkarze ci przewracali się o własne nogi
Znaczna część z nas winiła za to trenerów. Gdy przychodził Setien przynajmniej część z nas miała nadzieję, że on odważy się i postawi na Puiga, Alenie, Todibo, Wague i nie minęło pół roku i trener mówi, że piłkarze ci go nie przekonali.
Klub oddaje na wypożyczenie trzech ostatnich, a Puiga nie daje się szans na pokazanie swoich umiejętności. Jedynie więcej minut dostał "najmłodszy" czyli Fati. Mozna jednak zastanowić się czy dla tego, że jest taki świetny czy też li tylko, że jego agentem jest brat Messiego? Przypadek? Myślę, że nie.
Podzielam opinię ściaha, że Rosella , a zwłaszcza Bartomeu to perfekcyjnie działając madrycka V-kolumna, która zniszczyła klub.
W moim odczuciu najgorsza była mądra polityka transferowa, a raczej jej brak oraz katastrofalny dobór osób do zarządzania klubem.
Osobiście uważam, że obecna sytuacja wywołana pandemią może uzmysłowi co odważniejszym działaczom w klubie, że warto pozbyć się w możliwie krótkim czasie "starszyzny", o której pisałem wcześniej.
Niekiedy najlepszym rozwiązaniem jest tzw. ostre cięcie. W obecnej sytuacji klubu moim zdaniem należy iść wzorem Guardioli, któremu swego czasu starczyło odwagi by pozbyć się Ronaldinio, Deco, Eto czy Ibrahimowicia.
Myślę, że aktualnie trzeba by jeszcze większego heroizmu by z honorami podziękować za grę Messiemu, Suarezowi, Pique, Albie, Busqetsowi, Rakiticiovi i Vidalowi.
Całej tej siódemce kontrakty kończą się w maju 2021 r., a więc z końcem kadencji Bartomeu. Myślę, że nie przyjdzie mu do głowy dalsze pogrążanie klubu i przedłużenie umów z którymkolwiek z nich, pomimo, że pisało się jeszcze w styczniu o takowych zamiarach w stosunku do Messiego i Suareza.
W przyszłym roku każdy z tej siódemki będzie miał 32 i więcej lat więc... czas na przebudowę drużyny na wzór tej jakiej dokonał swego czasu Guardiola, który nie tylko pozbył się "nadgniłych jabłek" (Ronaldinio, Eto, Deco) ale jednocześnie wprowadził do kadry I zespołu Pique, Busqetsa, Pedro, Krticia, a i zwiększył rolę w drużynie Xaviego, Inesty i Messiego. Można zatem zawołać "odwagi".
W minionym sezonie 2018/2019 były mecze, które pokazały, że i bez naszych gwiazd Barca da sobie radę. Przykładem może tutaj być rewanżowy mecz w Lidze Mistrzów z Interem w Mediolanie. Inter grał o wszystko, a Barca jedynie o przysłowiową pietruszkę. I co nasza drużyna bez żądnego z podstawowych naszych piłkarzy ale za to z Neto, Wague, Todibo, Alenią i Perezem ograła Włochów.
Czy nie podobała nam się wówczas gra tych młodych chłopców, gra kolektywna, pełna polotu i miła w oglądaniu.
Tak drużynę trzeba szybko zacząć przebudowywać pomimo, że w kasie nie za ciekawie. Może to uzmysłowi działaczom, że warto uwolnić ok 250 mln euro jakie klub wydaje rocznie na wspomnianą wcześniej siódemkę naszych przyjaciół z boiska.
konto usunięte

Zawsze pisałeś to co uważałeś i nie bałeś się krytyki, szacunek za to. Fajny tekst, świetne odniesienie do koszykówki, Chicago Bulls i Michaela Jordana. Trzymaj się!

Tak jak rzadko się z Tobą zgadzałem, tak pod tym artykułem podpisuje się rękoma i nogami. Świetna robota na pożegnanie!

W punkt! Oddałeś dokładnie to co uważam od dawna!
Dzęki!

Neymar jest w stanie zastąpić cała drużynę.

Wspaniale lata 90..Bez internetu kompa..To byly czasy..Budzenie sievw nocy na finaly NBA Phoenix Chicago 93 rok,CZy pmietne starcia Rodman Brykovski z finalow 96 z seatle ..Ah szkoda ze to minelo..
konto usunięte

Bardzo dobry artykuł! Niestety już teraz widzimy, że Setien nie sprosta zadaniu i pozostaje nam czekać na nowe wybory, z tym że do tego czasu Bartek może kompletnie rozwalić drużynę.
Z jedną małą rzeczą się nie zgodzę! Czytam właśnie książkę Pep Guardiola 'Sztuka zwyciężania' i wnioskuję, że ten też nie poradziłby sobie z osobą Messiego. Śmiem twierdzić, że wszyscy trenerzy przegrywają w Barcelonie że statusem Messiego. Budowanie składu pod Messiego i na siłę próba ściągnięcia Neymara utwierdza mnie, że dalej będzie to samo. Kilka razy pisałem, że dla mnie jedyna szansą by Messi się ruszył do gry zespołowej jest odebranie Jego przyjaciół, którzy ślepo oddają Jemu piłkę i wymuszają to na innych, czyli Alba, Busquets i Suarez. Jeśli to nie pomoże to mam nadzieję, że sam Messi odejdzie i Barcelona znów zacznie być Barceloną, bo obecnej nie da się oglądać!

Powodzenia redaktorze.

poszedłbym dalej. ktoś tych nieudaczników do zarządzania klubem wybrał. ktoś nadal toleruje ich działania. ktoś nie potrafi w granicach prawa ich odwołać (skąd my to znamy?). dlaczego najbogatszy region w Hiszpanii, przykład dobrego gospodarczego myślenia i działania nie może wygenerować człowieka, który odpowiednio zarządzałby takim klubem. serce krwawi, jak widzę bartka niszczącego ten klub.

a druga kwestia. nigdy nie dowiemy się, jak ta ekipa by grała, gdyby trenował ją Klopp. no i chyba wolałbym, żeby Xavi został trenerem, jak już Messi skończy grać.

Zdrowia wszystkim życzę

Kontynuując jeszcze moją poniższą wypowiedź. Póki co otrzymaliśmy jedynie powielanie tego samego schematu - wszystko zależy od Messiego. Różnica pomiędzy jednym trenerem a drugim jest taka, że jednemu batdziej podoba się utrzymanie piłki i tiki taka, a drugi wolał piłkę batdziej bezpośrednią. Niestety pomysły na grę wiele się nie różnią

Oczywista, oczywistość - zamiast budować drużynę wokół Messiego, to buduję się ją bezpośrednio na nim. Mamy graczy którzy spokojnie mogliby przejąć ciężar gry na siebie - Busi, de Jong, Arthur, Griezmann - no ale po co, skoro można w prosty sposób oddać piłkę geniuszowi i patrzeć co tym razem magicznego wymyśli. Na krajowe podwórko to wystarczy, na Europejską piłkę niestety nie. Czekam na trenera z jajami który przyjdzie tu nie po to by odnieść w końcu jakiś sukces (Valverde, Setien) a po to by narzucić swój własny styl tej drużynie i bezwzględu na pojękiwania piłkarzy będzie stał twardo przy swoim.

Dobry tekst, pozdrawiam i powodzenia.

już kilka sezoynów temu można było zauważyć że drużyna jest uzależniona od messiego i to tak boleeeśnie uzależniona , wszyscy koledzy z drużyny przyklaskują zamiast zastanowic się nad swoją grą , a dyrkektor nad transferami i wyborem trenera... mam przed oczami mroczne widmo po tym jak leo wywiesi buty na kołku , mam wrażenie że tym ludziom sie wydaje że to nigdy nie nastąpi

"a liga przy obecnej przewadze Realu i Barcelony to duopol, " - fakt. Choć nie do końca, Bo Atletico dzięki Cholo, jest być może najbliższe zbudowania pozycji godnej tej dwójki, w czasach piłki nowożytnej (od lat 2000).

"w którym ci pierwsi znacznie częściej odpuszczali kosztem najważniejszych rozgrywek, "
podczas gdy drudzy ze względu na swój styl gry byli predystynowani do ciułania jakże potrzebnych punktów.
sranie w banie. Czemu nigdy Real nie zdobył trypletu? Obrazili się na to osiągnięcie? Czy to przypadek? Nie, po prostu by osiągnąć coś takiego, trzeba właśnie "ciułać punkty". Być niezawodnym w serii 38 kolejek. Dodatkowo, trzeba było podjąć dodatkowy wysiłek na PK. Odpuszczając to wszystko, zwiększasz szanse wygrania LM, ale żadnych gwarancji nie masz. Potykają się najlepsi, a wyniki padają zupełnie losowe.

"Papierkiem lakmusowym wielkości zespołu jest niezmiennie Liga Mistrzów."
Jeśli mówimy o dziennikarzach ZP z Togo, pewnie tak, ale dla kogoś kto mówi o sobie, jako o rozumiejącym football, zupełnie nie. To zarządzanie trudami walki na 3 frontach jest "papierkiem lakmusowym". Coś, co nie udało się wielu ekipom, bo nawet dublet jest w silniejszych, bardziej wyrównanych ligach osiągnięciem. Podwójny tryplet, to magia. Sextet jest już fantastyką.

"(kto pamięta okładkę ze zbierającym piłkę w rozkroku Shawnem Kempem z maja 1996 roku?)"
Ten, dla którego Shawn Kemp był jednym z najlepszych koszykarzy swojego krótkiego czasu, był jak Ronaldinho, tylko zamiast techniką i lekkością, delektowałem się miażdżeniem przeciwników, popisami w dwójce z Paytonem. Długo nie lubiłem Jordana, tylko za to, ze odebrali moim kochanym SuperSonics szanse na tytuł.
Ten, który filmiki z zagraniami Kempa, w tym firmowym - z minięciem przeciwnika obrotem wokół niego i wsad po przelocie pod koszem, ściągali na modemie 56,6Kb/s wydzwanianym numerem 202122 narażając rodziców na rachunki telefoniczne po 200 zł w latach '90.

Też oglądałem w tamtym czasie, to samo co Twój brat:). Uwielbiałem te nocne finałowe transmisje. Pełne delektowanie się geniuszami, pośród błogiej ciszy w ciepłą czerwcową noc. Boom na koszykówkę w Polsce był wtedy naprawdę bardzo duży. Żyło się tym na podwórkach. Czasy i wspomnienia, których nic i nikt nie zabierze, a której nie zamieniłbym na żadne inne.

Zgadzam się. Nie było lepszej drużyny piłkarskiej w historii od drużyny Barcelony Pepa. Tak samo jak nie było lepszej drużyny koszykarskiej od drużyny Byków. Dołączyłbym jeszcze do tego grona Federera i mamy "trójcę", którzy stworzyli absolutną doskonałość w swojej profesji. Nic nie zastąpi doznań związanych z oglądaniem Barcy Pepa, chicagowskich byków czy Szwajcara. Żadne rankingi wszech czasów, żadne puchary, żadne plebiscyty. Żyć w ich czasach to niesamowity przywilej dla konesera pięknego sportu i nieskazitelnych talentów.

W biografii Phila Jacksona "11 pierścieni" jest wszystko idealnie opisane. Jak zmieniał się MJ i dostosował się do drużyny. Jak ważne jest odpowiednie przywództwo czy to trenera czy zawodników. Książka tak genialna i mająca tyle wartościowych wątków, że wszyscy którzy interesują się jakimkolwiek sportem powinni ją koniecznie przeczytać.

Dzięki wielkie za oddanie dla serwisu oraz twórczość na stronie! Powodzenia:)

Frustracja bierze się tylko i wyłącznie dlatego ze Real wygrał Ligę Mistrzów 3 razy z rzędu. Gdyby nie ten fakt nikt by nie pisał że nic się nie stanie jak Leo odejdzie itp Fakt ten klub jest źle zarządzany i to trzeba zmienić. Barcelona wygrała ostatni raz Ligę Mistrzów bez Leo w skaldzie w 1992 roku.. Także darujmy sobie, źle prowadzony klub i złe transfery doprowadzają ten klub to takiego stanu. 3x Liga Mistrzów Realu powtarzam dlatego pojawiają się takie artykuły. Liga? 8 w ostatnich 11 latach, zobaczymy bilans w Lidze po Leo za 20 lat.

Wreszcie super analiza. Dokladnie tak, Barcelona gra teraz jak Argentyna. Pilka do Messiego i niech sie dzieje magia.

Brawo Sciahu. Trzymasz poziom. Szacun. Podpisuje sie pod twoimi tezami obiema rekami. Przez ostatnie lata pod teoria taktyki trenerzy Barcelony poslugiwali sie jedna filozofia: "Podaj pilke do Leo!". Ps. Shawn Kemp... i Gary Payton. Pamietam! Moj ulubiony duet... Ach te bloki Kempa...
konto usunięte

Rozumiem, że jeśli np. Guardiola nie chciał wracać przez ostatnie 7 lat, to wykorzystywaliśmy potencjał drużyny na maksa, bo tylko Pep dałby więcej? A z Josepem wygrywalibyśmy Champions co 2 lata?

Trudno się nie zgodzić. Dobra robota.
Jednej rzeczy mi brakuje jako fanowi Byków i Barcy - zastrzeżenia o różnicach dyscyplin. W piłce nożnej nigdy nikomu nie udało się zbudować tak długotrwałej dominacji jak Bulls MJ'a czy wcześniej Lakersom i Boston Celtics. Barca Guardioli skończyła się po 3 sezonach, a wydawałoby się niezniszczalny Liverpool zostal zatrzymany przez najsłabsze od lat Atletico.
Żaden inny sport drużynowy nie jest tak skomplikowany taktycznie i tak nieobliczalny. W koszykówce, siatkówce, piłce ręcznej więcej elementów da się zaplanować, a wygrywa ten, kto lepiej je wykona i przede wszystkim jest lepszy na boisku. W piłce nożnej tak nie jest. Decyduje chwila, centymetry jeden błąd.
Dlatego, zupełnie nie broniąc Bartomeu i Rossela, trzeba pamiętać, że stali przed zadaniem niezwykle trudnym. Przerosło ich. Ale kogo by nie przerosło.

Brawo ze ten felieton. Świetna analogia do Bullsów. Całkowicie zgadzam się z Twoją tezą, że to Messi powinien być dodatkiem do drużyny, a nie na odwrót.
Powodzenia w życiu poza FCBarca.com i mam nadzieję, że jeszcze wrócisz za redaktorskie kółko.

Powodzenia w innej życiowej roli i zaglądaj tu :)

@ściah Kilka słów ode mnie.

Twoje felietony często wzbudzały we mnie sinusoidalne odczucia. Od pełnej zgody z Twoimi tezami, do kompletnie przeciwnych. Pisałeś teksty porywające jak i nużące do snu. Kibic wchodzący w artykuły Twojego autorstwa nigdy nie wiedział czego się spodziewać i to w zasadzie sprawiało, że starałem się ich nie omijać, czekałem co zapakowałeś w 'kinder niespodziankę'. Zawsze będę kojarzył Ciebie jako człowieka nie bojącego się wypowiedzieć swojego, często pikantnego zdania, za co szanuję. Jako kibic, użytkownik strony dzięki za wkład jaki wnosiłeś.

p.s
#BartomeuOut
konto usunięte

Za krótki ten felieton... Z każdym zdaniem coraz bardziej się wkręcałem w ten tekst. Czułem się jakbym oglądał kilku sezonowy serial. I mimo iż nie chciałem, aby się kończył, to wiedziałem, że to nastąpi. Czytając o bohaterach serialu - Pepie i tamtej Barcelonie - jezus, aż ciarki miałem... Przypomniała mi się tiki-taka. Alves z Abidalem na bokach... Przepraszam za słownictwo, ale - Ja p******e..., ale napisałeś artykuł. Mistrzostwo świata. Nagroda Pulitzera się należy. Tak bym opisał to, co czułem czytając Twój pożegnalny tekst. Kapitalna robota! Dziękuję Ci Marcin! Pozdrawiam

Szkoda, że nic nie wspomniałeś o intensywności bo tego też brakuje, a z wiekszością tekstu można się zgodzić pozdrawiam

Świetny tekst trafiający w 10. Powodzenia

Znakomity tekst, Marcin. Czytało się z przyjemnością.

Dzięki za wszystko. Niemal każdy mój artykuł był weryfikowany przez Ciebie. Dzięki za wszystkie rady, za gotowość do pomocy, wszelkie uwagi odnośnie moich tekstów. Wiele mogłem się dowiedzieć i nauczyć. Życzę powodzenia w przyszłości i liczę, że jeszcze kiedyś wrócisz. Oby już za kadencji nowego zarządu - tego chyba każdy sobie mocno życzy. Trzymaj się! ;)

W sumie kibicujemy klubowi, mowimy nawet - zaden zawodnik nie stoi ponad klubem. Jedank bywaja momenty (szczegolnie chyba gdy jestesmy mlodsi), w ktorych to jakis gracz przyciaga nasza uwage, a dopiero potem jego klub. Taka historie moze opowiedziec wielu, ktorzy pokochali Barce dzieki...Ronaldinho.

Oglądam również ten serial "Ostatni Taniec" tam jest pokazana przedwszystkim wielkość MJ. Nie tylko jego gra na boisku, ale to co robił w szatni lub na konferencjach. Nie podobała się gra w Bullsach to "zegnaj, nie ma miejsca tu dla takich jak Ty skoro nie dajesz 110%" jego bali się wszyscy ale każdy wiedział, że od niego zależy wielkość tej drużyny. W Barcelonie brakuje Messiego jako lidera w szatni, na konferencjach. Ostatnio wyskoczył jakimś oświadczeniem odnośnie osoby Abidala, które pewnie pisali za niego prawnicy A on je tylko zatwierdził. MJ odszedł z koszykówki na 2 lata.. wrócił i znowu zdobyć hattricka. Choć uważam Jordana, Messiego i chyba Pheplsa za moje podium top sportowców na świecie to duża jest różnica między Amerykaninem A Argentyczkiem.

Dla mnie to chyba najtrafniejszy tekst odnoszący się do obecnej sytuacji Naszego klubu. Gratulacje dla Autora!
konto usunięte

Na raaazieeeeeeee.