Nieudany transfer Ousmane’a Dembélé

Rafał Kowalczyk

16 lutego 2020, 13:00

197 komentarzy

Fot. Getty Images

W sierpniu 2017 roku Paris Saint-Germain wykupiło Neymara z Barcelony. Jego miejsce zajął Ousmane Dembélé. We francuskim skrzydłowym pokładano wielkie nadzieje, ale po blisko trzech latach spędzonych w Hiszpanii należy go śmiało określić mianem transferowego niewypału.

Od kontuzji do kontuzji

Dembélé w sezonie 2016/17, jeszcze w barwach Borussii Dortmund, wystąpił łącznie w 49 z 51 spotkań. W 37 z nich wybiegał w podstawowej jedenastce, a dwanaście razy wchodził z ławki, dzięki czemu rozegrał 75% możliwych minut. Nieobecności na murawie wyniknęły z zawieszenia za żółte kartki oraz decyzji Thomasa Tuchela, który w meczu z Bayernem nie wpuścił go na boisko. W sezonie poprzedzającym transfer Francuz strzelił dziesięć goli i zanotował 21 asyst. Szybkość, świetny drybling i doskonała gra obiema nogami sprawiły, że Dembélé wydawał się dobrym kandydatem do zastąpienia Neymara. Dzisiaj już wiemy, że jest bardzo daleki od zbliżenia się do poziomu Brazylijczyka. Głównym powodem, przez który francuski skrzydłowy nie może pokazać pełni swoich umiejętności, są kontuzje.

Pierwszej z nich Francuz doznał już po 23 dniach pobytu w Barcelonie. Uraz mięśnia lewego uda w meczu z Getafe wykluczył go z gry na 106 dni, przez co opuścił aż 20 meczów. Na boisko powrócił dopiero w styczniu w ramach 1/8 finału Pucharu Króla. Kilka dni później pojawił się kolejny uraz - naderwanie mięśnia półścięgnistego w lewej nodze, a Dembélé zmuszony był pauzować do rozpoczęcia rundy rewanżowej ligi hiszpańskiej. W drugiej połowie sezonu kontuzje go omijały i odzyskiwał regularność gry. Zaowocowało to 787 minutami w lidze (13/16 występów, trzy gole, sześć asyst), 72 w Lidze Mistrzów (2/4 występy, jeden gol) i ośmioma w finale Pucharu Króla.

Sezon 2018/19 miał zweryfikować przydatność Francuza w zespole. Kibice optymistycznie zakładali, że kontuzje to przeszłość i w końcu Dembélé będzie mógł pełnić rolę, do jakiej został sprowadzony. W końcówce roku upewnił swoich zwolenników, że może zostać decydującym elementem w układance taktycznej Ernesto Valverde. Już w pierwszych czterech kolejkach ligowych jego gole dały Barcelonie sześć punktów. Był autorem zwycięskich trafień przeciwko Realowi Valladolid (1:0) i Realowi Sociedad (2:1). Dodatkowo w domowym meczu Ligi Mistrzów przeciwko Tottenhamowi zdobył fenomenalną bramkę na 1:0. Odzyskał piłkę na połowie boiska i po rajdzie w swoim stylu umieścił ją w bramce. Celebrując gola pokazywał, że „wbił sobie do głowy” sportowe zasady, którymi powinien się kierować, aby unikać przerw w grze.

Niestety nic się nie zmieniło. Pierwszej z trzech kontuzji w tamtym sezonie nabawił się pod koniec stycznia 2019 roku. W meczu przeciwko Leganés skręcił lewy staw skokowy. Uraz nie okazał się poważny, wykluczył Dembélé tylko na osiemnaście dni. To jednak wystarczyło, aby przerwać jego serię dobrych występów. Z jednej strony skrzydłowy był zdolny do dwóch asyst w półfinale Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt, a z drugiej w meczach ligowych nie pokazywał nic szczególnego. Notował mniej efektywne występy, a w odzyskaniu regularności i powrocie do wysokiej dyspozycji przeszkodziła następna kontuzja. W końcówce meczu przeciwko Olympique'owi Lyon Dembélé podwyższył wynik na 5:1, ale już kolejnego dnia media obiegła informacja, że zakończył spotkanie z urazem mięśnia dwugłowego uda lewej nogi. Oznaczało to 26 dni przerwy. Po tym okresie zdołał wystąpić w dwóch meczach Ligi Mistrzów oraz w pięciu spotkaniach ligowych. W ostatnim z nich, zaledwie po sześciu minutach, został zmieniony przez Alexa Collado z powodu kontuzji ścięgna podkolanowego w prawej nodze. Tym samym przedwcześnie zakończył sezon.

Dembélé przyzwyczaił kibiców do tego, że znacznie głośniejszym echem zaczynały odbijać się jego problemy zdrowotne niż sukcesy sportowe. Nie było zatem wielką niespodzianką, że Francuz opuścił początek bieżącego sezonu po wystąpieniu w zaledwie jednym meczu. Tym razem z gry na 34 dni wykluczył go uraz mięśnia dwugłowego lewego uda. Nietrudno też przewidzieć, jak potoczyła się dalsza historia Francuza. Wrócił do gry pod koniec września, wypadł ze składu na jeden mecz z powodu kontuzji mięśniowej, by wreszcie znaleźć się w kadrze na spotkania przeciwko Interowi i Sevilli. Po tym starciu pauzował za sprawą pamiętnych słów „eres muy malo” skierowanych do sędziego. Do dyspozycji trenera pozostawał do 27 listopada, kiedy to przedwcześnie został zdjęty z boiska. Badania potwierdziły kontuzję mięśnia dwugłowego prawego uda. Od tego momentu opuścił piętnaście spotkań. W międzyczasie doszło do zmiany na ławce trenerskiej i Quique Setién zastąpił Ernesto Valverde. Pod wodzą nowego szkoleniowca Dembélé jeszcze nie zadebiutował. I na pewno nie będzie mieć ku temu okazji wcześniej niż w kolejnym sezonie. Kiedy powrót na murawę wydawał się na wyciągnięcie ręki, Francuz zerwał ścięgno w mięśniu dwugłowym prawego uda i nie zagra przez około pół roku.

Podsumowanie jego występów w poszczególnych sezonach oraz łącznie opracowane na podstawie danych z transfermarkt.pl:

  • Sezon 2017/18 (57 meczów Barcelony):
    • Rozegrane 1130 minut (22% całkowitego czasu gry), 23 występy, 28 razy w kadrze,
    • 4 gole, 8 asyst,
    • 132 dni (27 pełnych meczów, 47% wszystkich) opuszczone z powodu kontuzji.
  • Sezon 2018/19 (60 meczów Barcelony):
    • Rozegrane 2503 minuty (46% całkowitego czasu gry), 42 występy, 46 razy w kadrze,
    • 14 goli, 9 asyst,
    • 86 dni (13 pełnych meczów, 22% wszystkich) opuszczonych z powodu kontuzji.
  • Sezon 2019/20 (50 – 55 meczów Barcelony w zależności od awansów w Lidze Mistrzów):
    • Rozegrane 492 minuty (10-11% całkowitego czasu gry), 9 występów, 9 razy w kadrze,
    • 1 gol, 0 asyst,
    • 286 dni (40 pełnych meczów 73-80% wszystkich) opuszczonych z powodu kontuzji.
  • Łącznie (167 – 172 mecze Barcelony)
    • Rozegrane 4125 minut (27% całkowitego czasu gry), 74 występy, 83 razy w kadrze.
    • 19 goli, 17 asyst,
    • 504 dni (80 pełnych meczów, 47-48% wszystkich) opuszczone z powodu kontuzji

Niesportowy tryb życia czy pech?

Wydaje się, że nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Serię niepowodzeń Dembélé powodują obie składowe. Pierwsza z nich na pewno jest szerzej komentowana przez media. Jeszcze przed przyjściem do Barcelony, szerokim echem odbiła się informacja, że Francuz wywierał presję na ówczesnym klubie i nie stawiał się na treningach, aby wymusić transfer. Część kibiców określała to mianem determinacji i walki o marzenia, część brakiem profesjonalizmu. Abstrahując od oceny tamtej sytuacji, dzisiaj wiadomo już, że Francuzowi do wzorowej postawy poza boiskiem jest daleko.

Jednym z problemów Dembélé były spóźnienia. W grudniu 2018 roku dotarł na trening dwie godziny po jego rozpoczęciu. Za swój wyczyn został ukarany kwotą wysokości 100 tys. euro. Miesiąc wcześniej w ogóle nie stawił się w ośrodku treningowym, a klubowi lekarze nie potwierdzili jego linii obronnej, według której cierpiał na dolegliwości żołądkowe. Rzeczywistym powodem miały być nocne rozgrywki w gry komputerowe. Dembélé spóźnił się także na mecz z Realem Madryt oraz trening poprzedzający finał Pucharu Króla z Valencią. Do listy problemów należy także dopisać niestosowanie się do diety czy podróże pomimo braku zgody klubu. Po pewnym czasie jego pobytu w Hiszpanii ilość informacji o niesportowym trybie życia mimo wszystko zmniejszyła się. Dembélé zaczął sprawiać wrażenie, że po wielu miesiącach wreszcie zaczął myśleć poważnie o swojej karierze. Podatność na kontuzje pozostała jednak bez zmian. Obraz Francuza schodzącego z boiska zrezygnowanego i ze łzami w oczach pozwala sądzić, że jego karierą kieruje również olbrzymi pech.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o…

Pieniądze. Kwestie finansowe są kotwicą utrzymującą Francuza w stolicy Katalonii. Został kupiony za 105 mln euro, a dodatkowe 40 mln zależy od spełnienia warunków zapisanych w umowie. Ponadto pobiera pensję wysokości około 12 mln euro rocznie. Kontrakt obowiązuje do 30.06.2022 i wysoce wątpliwa jest możliwość przedłużenia go. Jeżeli Barcelona chce zarobić na sprzedaży Francuza, musi uczynić to przed tą datą. Problemy zdrowotne znacznie obniżyły jego wartość rynkową względem roku 2017. Niemożliwym jest zatem odzyskanie zainwestowanych w niego pieniędzy. Z drugiej strony sprzedanie go za o wiele mniejszą kwotę stanowiłoby oczywisty sygnał wysłany przez zarząd, że transfer okazał się olbrzymią pomyłką. Prawdopodobnie gdyby Dembélé kosztował mniej, a będąc szczerym – adekwatnie do umiejętności prezentowanych w Bundeslidze, na Camp Nou już by go nie było.

Jego odejście to konieczność odwlekana w czasie. Zarząd musi spojrzeć prawdzie w oczy i pogodzić się z faktem, że Dembélé nie spełnił i prawdopodobnie nigdy nie spełni pokładanych w nim nadziei. Okazał się kompletnie nietrafionym transferem. Posiadany potencjał i ślepa wiara, że po kolejnej kontuzji zacznie być decydujący, nie usprawiedliwiają trzymania go w kadrze. I chociaż zawsze przykro patrzy się na kariery zawodników hamowane przez kontuzje, to Barcelona jako klub ukierunkowany na sukces sportowy musi mieć w swoich szeregach zawodników będących w gotowości do regularnej gry. Dembélé tego w żaden sposób nie gwarantuje.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

W BVB nie miał problemów a tu nagle są ? Czy to was nie zastanawia ? I to nie dotyczy tylko Dembele ale całego zespołu!

@jamaica_bart w BVB grał tylko rok więc zdecydowanie za mało żeby być w stanie uznać czy był kontuzjogenny czy nie. Daltego normalne kluby nie płacą takiej kasy za 19 latków.

@jamaica_bart kiedyś był taki news jak trenerem był Martino, że bali się dociskać piłkarzy na treningach, bo potem to wina trenerów, że zbytnio dociążają piłkarzy. Było też coś niedawno, że piłkarze nie chcą wykonywać różnych ćwiczeń. Poprzewracało im się, stoją nad klubem, a nie powinno tak być.

@jamaica_bart Masz rację. Za tym na pewno stoją Illuminaci!
« Powrót do wszystkich komentarzy