Powrót Króla

Daniel Olbryś

29 października 2019, 20:05

187 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

5:1

Herb FC Barcelona

Real Valladolid CF

VLL

  • Clément Lenglet 3'
  • Arturo Vidal 29'
  • Lionel Messi 34', 75'
  • Luis Suárez 77'
  • 15' Kiko Olivas 

W ramach 11. kolejki La Liga Barça podejmowała na Camp Nou Real Valladolid. Piłkarze Ernesto Valverde odprawili z kwitkiem przybyszy z León, ogrywając ich aż 5:1. Bramki dla Barçy zdobywali Lenglet, Vidal, Messi (dwie) oraz Luis Suárez, z kolei dla gości trafił Kiko Olivas.

Ze względu na brak spotkania w weekend (przełożone El Clásico) szkoleniowiec Barçy zdecydował się na niewielkie rotacje względem pojedynku ze Slavią w Pradze: Arthura zastąpił Arturo Vidal, zaś zamiast Griezmanna na skrzydle powrót do łask trenera zanotował Ansu Fati.

Blaugrana wyszła na dzisiejszy pojedynek skupiona na tym, by za wszelką cenę zdobyć trzy punkty i odskoczyć Atlético, które zaskakująco zremisowało z Alavés i przegapiło okazję na zajęcie pozycji lidera. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Trzecia minuta, wrzutka Messiego z lewego skrzydła, odrobina ping-ponga w polu karnym i piłka trafiła do Lengleta, który niczym rasowy napastnik przymierzył z woleja i efektownie wyprowadził Barçę na prowadzenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Dumie Katalonii powinno być już tylko łatwiej. Goście zwietrzyli jednak krew już po upływie kwadransa, gdy błąd po rzucie wolnym popełnił nieomylny jak dotąd Ter Stegen. Niemiec źle zabrał się do dośrodkowywanej piłki i dosłownie nabił Kiko Olivasa, który kolanem doprowadził do wyrównania. Gol pozwolił uwierzyć w siebie zawodnikom Pucela, którzy kolejnych kilka minut spędzili na intensywnym pressingu i próbach sprowokowania gospodarzy do kolejnego błędu. Z kolei Barçę stracona bramka jakby wytrąciła z rytmu i przez dłuższą chwilę Leo Messi i spółka wyglądali nieco nieporadnie. Zakończył to Arturo Vidal, który najpierw dał sygnał do ataku, nieomal dochodząc do główki po wrzutce De Jonga, zaś kilka minut później wykańczając perfekcyjne podanie od Messiego i ponownie dając Barçy prowadzenie. Pięć minut później genialny Argentyńczyk uraczył nas tym, co tygryski lubią najbardziej i cudownie przymierzył z rzutu wolnego, nie dając szans Jordiemu Masipowi. Nic więc dziwnego, że do końca pierwszej połowy mocno zbici z tropu goście nie stworzyli nawet najmniejszego zagrożenia pod bramką Blaugrany.

Druga część spotkania to utrzymany status quo z końcówki pierwszej - walka toczyła się głównie w środku pola, gdzie Barça utrzymywała całkowitą kontrolę i nie pozwalała ekipie z Valladolid zbytnio rozwinąć skrzydeł. Świetną okazję w 55. minucie miał Ansu Fati, jednak trafił wprost w bramkarza i wkrótce potem został zmieniony przez Antoine Griezmanna. Młody Gwinejczyk nie rozegrał dziś wielkiego meczu, często wikłając się w niepotrzebne dryblingi i oddając piłkę zbyt wcześnie lub zbyt późno. Z kolei Frenkiego De Jonga zmienił Ivan Rakitić, którego rola w składzie Barçy staje się coraz bardziej marginalna. Nie przeszkodziło to jednak Chorwatowi w zaliczeniu znakomitej asysty do Leo Messiego przy bramce na 4:1. Delikatnie podciętą piłkę La Pulga tylko w sobie znany sposób zgasił kolanem i płaskim strzałem z woleja podwyższył prowadzenie.

Leo nie byłby jednak sobą, gdyby do dubletu bramek nie dołożył kolejnej asysty. Tym razem padło na Suáreza, który podobnie jak Fati rozgrywał dość dyskretny mecz. W odpowiednie chwili Pistolero potrafił jednak wystartować do zagranej w tempo piłki od Messiego i ustalić wynik na 5:1. Tym samym Blaugrana umocniła się na prowadzeniu w tabeli, nawet mimo zaległego meczu, który dane będzie jej rozegrać dopiero przed świętami Bożego Narodzenia.

Mimo sporego chaosu w grze, widać że drużyna idzie ku lepszemu. Cieszy coraz lepsza postawa środkowych obrońców oraz pewna gra (choć widać było oznaki zmęczenia) Frenkiego De Jonga. Największy plus tego wieczoru to jednak Leo Messi, który zaliczył prawdziwy powrót króla. Wszędzie było go pełno, rozgrywał, asystował, strzelał, dryblował i zdecydowanie zasłużył na miano piłkarza meczu. A kiedy Leo idzie, cała Barça wygląda zdecydowanie lepiej - tak było, jest i będzie. Cieszmy więc oczy, póki możemy. Kolejna okazja już w najbliższą sobotę przeciwko Levante.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jest Ansu. jest co oglądać.
« Powrót do wszystkich komentarzy