Adama Traoré: Odszedłem z klubu, ponieważ nie dostałem szansy

Dariusz Maruszczak

28 grudnia 2016, 17:07

Mundo Deportivo

18 komentarzy

Adama Traoré dwa lata temu opuścił Barcelonę i przeniósł się do Anglii. Przygoda z Aston Villą była nieudana, a obecnie skrzydłowy jest już piłkarzem Middlesbrough. W wywiadzie dla Mundo Deportivo 20-latek opowiada o swojej karierze na Wyspach i przyczynach, które spowodowały, że odszedł z Barçy.

Rosnąca rola w Middlesbrough.

- Można o tym mówić. Na początku dostałem czas na przystosowanie się do stylu gry zespołu, który jest nastawiony bardziej defensywnie niż Aston Villa. Jestem szczęśliwy, ponieważ przyjechałem tu po to, żeby grać.

Początki w Premier League nie były łatwe.

- Pod każdym względem poprzedni sezon nie wyglądał tak, jak bym sobie tego życzył. Zaczęło się dobrze, ale doznałem dwóch urazów, które spowolniły mój rozwój. Aston Villa również miała trudny moment ze względu na częste zmiany trenerów w ciągu roku. To była moja pierwsza styczność z profesjonalną piłką i zdałem sobie sprawę, że nie tylko w Barcelonie jest ciężko się przebić.

Co cię najbardziej zaskoczyło w angielskiej piłce?

- Styl gry jest dużo bardziej fizyczny, trzeba sporo biegać w obie strony boiska. Ponadto w Anglii przyjście na mecz jest częścią kultury. Ludzie przychodzą całymi rodzinami, a stadiony zawsze są pełne.

Jaki jest Aitor Karanka jako trener?

- Bardzo dobry. Pomógł mi taktycznie, ponieważ wiedział, że w moich poprzednich drużynach styl polegał bardziej na atakowaniu niż bronieniu. W trakcie mojej adaptacji w klubie zwracał mi uwagę na poszczególne rzeczy, które muszę poprawić, żeby móc grać w tej drużynie.

W Boro jest sporo Hiszpanów. Nie tylko Karanka, ale też Valdés, Barragan, Negredo…

- Dzięki temu adaptacja w drużynie była o wiele łatwiejsza. W Aston Villi dużo uczyłem się języka angielskiego, ponieważ nikt nie mówił po hiszpańsku. Musiałem się szybko uczyć. To doświadczenie też pomogło mi w adaptacji w Middlesbrough.

Spotkałeś się w obecnym klubie z innym byłym graczem Barcelony Valdésem. Jak go oceniasz?

- Poznałem go już wcześniej, kiedy trenowałem z pierwszą drużyną Barçy. Mieliśmy dobre relacje. Widzę, że jest świetny, zaadaptował się w klubie, a sztab szkoleniowy o niego dba. Valdés czuje się ważny i na poziomie sportowym prezentuje się bardzo dobrze. Odzyskał swój wysoki poziom po poważnej kontuzji kolana.

Jesteś piłkarzem, który wyróżnia się siłą fizyczną. To aspekt, o który szczególnie dbasz.

- Dużo pracuję, żeby zapobiegać urazom, ponieważ silni piłkarze zazwyczaj mają problemy mięśniowe. Na szczęście ja ich nie mam, staram się być zawsze w 100% przygotowany do gry na najwyższym poziomie.

Pobiłeś rekord prędkości w Premier League. Czy takie rzeczy sprawiają radość?

- Tak, ale nie myślę o tym obecnie. Pracuję najciężej, jak się da, we wszystkich aspektach: fizycznym, taktycznym i mentalnym, żeby pomóc zespołowi. Rekordy są mile widziane, ale nie są moją obsesją.

Masz 20 lat i jesteś bardzo ambitnym zawodnikiem. Jak myślisz, czego ci brakuje, żeby wspiąć się na jeszcze wyższy poziom?

- Brakuje mi dwóch rzeczy. Po pierwsze bramek. Mam drybling i przyspieszenie, ale muszę poprawić wykończenie akcji. Po drugie powinienem poprawić się pod względem taktycznym. Myślę, że muszę rozwinąć się w tej dziedzinie, aby zrobić krok do przodu. Jednocześnie zawsze szukam postępu we wszystkich aspektach i staram się minimalizować swoje słabości.

Czego brakowało ci, kiedy odchodziłeś z Barcelony?

- Nie opuściłem klubu w dobrym nastroju, ponieważ odszedłem, nie otrzymawszy szansy. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że tego mi brakowało. Nie powiedziano mi, dlaczego tak się stało. Zatrzymałem się w Barcelonie B, w której byłem już dwa lata, ciągle rozwijałem się mentalnie. Poprosiłem o możliwość udowodnienia, czy nadaję się na ten poziom, czy nie.

Debiutowałeś w drużynie Taty Martino. Pozostał po tym słodki smak?

- Odszedłem raczej ze słodko-kwaśnym smakiem. W moim ostatnim sezonie, w którym zadebiutowałem w Barcelonie, miałem bardzo mało okazji do wykazania się, więc poprosiłem o szansę. 

Nie dostałeś jej.

Szanuję i rozumiem klub. Każdy podejmuje swoje decyzje. Mieli trzech najlepszych napastników na świecie, a po za tym postawili na dwóch moich kolegów. Stąd też musiałem szukać innych możliwości. To już jednak przeszłość. Teraz koncentruję się na swojej pracy, aby pewnego dnia stać się jednym z najlepszych. Skupiam się obecnie na tym, żeby przejść na najwyższy poziom i pracować ku temu każdego dnia.

Jakie argumenty przedstawił klub?

- Nikt ze mną nie rozmawiał. Chciałem wyjaśnienia, żeby ktoś przynajmniej wytłumaczył mi, dlaczego poprzedniego lata nawet nie uczestniczyłem w presezonie.

Czy jesteś zaskoczony, że Barça nie zdecydowała się na opcję wykupienia?

- Nie. W miarę upływu czasu zobaczymy, czy to była słuszna decyzja. Nie jestem jednak obrażony. To mój dom i dali mi wszystko. Zawsze będę wdzięczny za wszystko, czego mnie nauczyli i co mi pokazali.

Co pozostało w tobie z etapu gry w Barcelonie?

- Trudno powiedzieć coś konkretnego. Zostało we mnie wszystko, co spotkało mnie przez osiem lat, aż do chwili debiutu w klubie. Zostali we mnie trenerzy i ci wszyscy ludzie, którzy tworzą klub, ale ich na co dzień nie widać: kucharze, nauczyciele, ochroniarze. Ludzie, którzy sprawiali, że czułem się komfortowo i moje życie było łatwiejsze. Ze względu na tych wszystkich ludzi Barcelona to więcej niż klub.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jedna z moich największych nadziei katalońskiej szkółki ostatnich lat. Chciałbym, żeby Barcelona miała tak silnego, szybkiego i z takim dobrym dryblingiem typowego skrzydłowego. Chłop ma super potencjał, a w Boro pokazuje, że może być z niego świetny zawodnik. Jeśli faktycznie poprawiłby aspekt taktyczny i skuteczność to może poważnie powalczyć o miano jednego z najlepszych skrzydłowych Premier League, a tym samym za jakiś czas pewnie zobaczylibyśmy go w lepszej ekipie. Miło byłoby go zobaczyć jeszcze kiedyś w koszulce Barcelony, choć do tego pewnie nie dojdzie. Ja tam życzę mu bardzo dobrze i zerkam na jego karierę od czasu do czasu.
« Powrót do wszystkich komentarzy