Walencja – miasto postmodernizmu i futbolu. VCF-FCB 16:15 GMT

Challenger

22 października 2016, 06:00

własne

9 komentarzy

Valencia CF

VAL

Herb Valencia CF

2:3

Herb Valencia CF

FC Barcelona

FCB

  • Munir El Haddadi 52'
  • Rodrigo 56'
  • 22', 90' (k.) Lionel Messi 
  • 62' Luis Suárez 
  • Sobota, 22 października 16:15
  • Estadio Mestalla
  • Eleven

Po przybyciu do Walencji trzeba skierować się w stronę portu. Carrer del Pare Tomás ruszyć przed siebie. Z początku trudno się spodziewać czegoś ciekawego. Bloki za blokami i gęsiego bloki. Minie kilka minut, zanim zaczną się przerzedzać. Po dotarciu na Plaça D'Europa nic nie burzy widoku – i dobrze. To niezwykły widok.

W dawnym korycie rzeki Turia osiadł zespół budynków zadziwiających. Zgodnie z założeniami postmodernizmu stanowią forum publicznej przestrzeni. Jeszcze w 1957 roku płynęła tędy woda. Powódź 14 października zalała miasto. Mniejsze podtopienia zdarzały się regularnie wcześniej i później. Zbyt regularnie dla rozwijającego się miasta. Władze postanowiły opanować walencki żywioł. W 1958 roku zakończono zmianę biegu rzeki. Została przekierowana tak, by omijać Walencję od południa. Wyschnięte koryto śródmiejskie szybko porosło parkiem. Wijąc się między dzielnicami, stał się popularnym miejscem spacerów i skrótem między brzegami ulic. Natura z powrotem wdarła się na swoje miejsce. Człowiek raz jeszcze postanowił to okiełznać. Tym razem szanując jej obecność – w 1986 roku udostępniono mieszkańcom uporządkowane i zrewitalizowane „Ogrody Turii”. Sam park nie zaspokoił ambicji miejskich planistów, świadomych historycznej bliskości popularniejszej Barcelony i słusznie widzących potrzebę przyciągnięcia do miasta turystów coraz tłumniej odwiedzających plaże regionu. W połowie lat 90. pomysł stworzenia muzeum nauki wyrastającego z dawnego dna rzeki zyskał budżet i zezwolenia. Rozpoczęto ogromne przedsięwzięcie budowlane, które miało potrwać dziewięć lat. Projekt urodzonego w Walencji architekta Santiago Calatravy został ukończony w 2005 roku, akurat przed kryzysem. Miasteczko sztuk i nauk, Ciutat de les Arts i les Ciències, obejmuje kapsuły planetarium, interaktywnego muzeum, sali operowej, wielofunkcyjnej auli, otwartą galerię oraz oceanografium. Poszczególne budynki przypominają z bliska wielką skrzydlicę, szklane oko, wystawiony na słońce szkielet wieloryba. Z daleka wyglądają jak żaglowce, które zerwały się z lin i wtargnęły między fasady. Oboma odniesieniami oddają hołd. Wodzie, z której żyją serwujące obfitość owoców morza restauracje i całe miasto. To projekt unikatowy w skali świata, a jego wchłonięcie w i przez tkankę miejską jest na wielu płaszczyznach imponujące.

Niecka ogrodów Turii leży oczywiście poniżej poziomu ulic. Szklane rzeźby Calatravy mimo swego majestatu tworzą spójną całość z miastem, wsiąkają w otaczający je krajobraz. Dokładnie to samo można powiedzieć o Mestalla, stadionie, na którym w sobotnie popołudnie przyjdzie grać FC Barcelonie. Wyłania się znienacka. Zza bloków i koron drzew gęsto porastających walenckie chodniki. Idąc tam pierwszy raz w środku niemeczowego dnia, można przeoczyć dom „Los Che” i po ocknięciu ze zdumieniem spojrzeć wstecz. Znam parę osób, którym się to udało.

Ludzie z Walencji uwielbiają swoją zieloną rzekę. Jeśli istnieje rzecz, którą uwielbiają bardziej – jest nią futbol. Całe mistrzostwa świata w RPA oglądałem z przyjaciółmi w barze przy Plaça del Cedre. Zmieści się w nim dwudziestka gości. Na czas meczów La Roja wielka plazma wyjeżdżała na zewnątrz, a stoliki przejmowały chodnik. Zaczynała się fiesta. Widownia rosła do setki, podczas finału było ponad 150 osób. Valencianos kochają futbol. Potrafią się nim cieszyć, smakować, jak dobrze przyrządzoną langustę. Jak mało kto doceniać efektowne zagrania rywala.

W stolicy czwartej pod względem populacji prowincji Hiszpanii kocha się Valencię Club de Fútbol. W mieście „istnieje” tylko jeden zespół. O Levante mało kto wspomina. Ludzie pytani na ulicy nie potrafią wskazać, gdzie leży arena Les Granotes. Nie wiedzą dokładnie. Ponieważ miasteczko treningowe aktualnego drugoligowca znajduje się w Buñol, miejscu kapitalnie szalonej Tomatiny, rzadką okazją usłyszenia o Levante bywa żart, że jego piłkarze na treningach rzucają się pomidorami.

Valencia sześć razy zdobyła mistrzostwo Hiszpanii, piąty wynik w kraju. Do tego siedmiokrotnie sięgała po Puchar Króla. Największy sukces ostatnich lat to Puchar UEFA pod wodzą Rafy Beníteza (2004). W sumie pół tuzina europejskich trofeów liczy się tu mniej niż wynik obu finałów Pucharu Europy z lat 2000-01. Porażki z Realem i Bayernem pamiętane są w Walencji wyjątkowo cierpko. Tym bardziej, że od tego czasu klub nie odgrywa istotnej roli w Europie.

Przez 97 lat istnienia przeważnie oglądano w Walencji plecy Barçy i Realu. Obecnie klub ma zły okres: czterech trenerów w ubiegłym sezonie, trzy zmiany w obecnym. Kibice pamiętający czasy Piojo Lópeza i Mendiety zawsze widzą w swoich piłkarzach trzecią siłę Hiszpanii – wybaczą piłkarzom wiele, ale nie upokorzenie z Barceloną i „Królewskimi”. Ekipa Los Che, „Ziomków” mobilizuje się na te pojedynki nawet z dolnej połówki tabeli i w trakcie serii porażek z najniżej notowanymi rywalami. Pośrodku karuzeli z trenerami, w centrum największych problemów z kasą i kadrą czarno-biali są trudnym wyzwaniem dla obu wielkich rywali. Jestem pewien, że podobnie będzie w sobotnie popołudnie.

Klub z Mestalla spędził większość obecnej kampanii w strefie spadkowej. Debiutujący w La Liga Prandelli jest w klubie od pięciu minut. Jednak gdy przyjeżdża tu Barcelona, nie liczy się czternaste miejsce w tabeli. W takich przypadkach decyduje siła woli. Bez znaczenia statystyki ubiegłych tygodni. W poprzednich latach widzieliśmy jasny obraz tego, co potrafi zmotywowana Valencia. Tylko w dwóch ostatnich sezonach Primery pozbawiła barcelońsko-madrycki duet łącznie 12 punktów.

Mobilizacja i efekty przychodzą o tyle łatwiej, że VCF jak zawsze ma w składzie facetów znających się na rzeczy. Bilans sezonu hamują problemy instytucjonalnymi i szkoleniowymi. Oby minęły jak najszybciej, bo to miasto zasługuje na silną drużynę.

Były trener włoskiej kadry na pewno musi zrobić porządek z obroną. Podstawowa para stoperów obecnie nie istnieje. Grali wszyscy z czwórki Abdennour, Mangala, Garay, Aderlan Santos. Otwiera to możliwości dla barcelońskiego ataku. Znakomity w ostatnich tygodniach Diego Alves będzie potrzebował wsparcia od kolegów. Z Neymarem naprzeciwko ciężki dzień w biurze czeka Martína Montoyę, który przy wyżej ustawianym Cancelo szybko wmeldował się do pierwszego składu.

Dużo pewniej u gospodarzy sobotniego meczu wygląda środek pola i siła ataku. W pomocy bryluje trio Mario Suárez-Dani Parejo-Enzo Pérez. Tego zestawu może się spodziewać Barça. Trener Valencii ma też w odwodzie Álvaro Medrána, ciekawego 22-latka z Realu, który zaczął mecz z Alavés. Wspomniany João Cancelo jest pewniakiem na prawym skrzydle. Po drugiej stronie mogą wystąpić Santi Mina lub Nani. Problemy mięśniowe portugalskiego mistrza Europy sugerują, że wystąpi ten pierwszy, grający ostatnio ogryzki. Katalończycy muszą pamiętać, że w dwóch meczach zeszłego sezonu strzelił im dwa gole. W bieżących rozgrywkach licznik wyłączył mu się po dublecie w I kolejce. Do szybkiej gry kombinacyjnej przeciw nienaturalnie pozszywanej obronie Barçy dobrze nadaje się Zakaria Bakkali na „dziewiątce”. Najdroższy w historii zakup walenckiego klubu nie cieszy się moim uznaniem – Rodrigo Moreno i wydane na niego 30 milionów euro raczej usiądą na ławce.

Plan Barcelony będzie prosty. Liczą się tylko trzy punkty. Mniej styl, tym razem; jeszcze mniej techniczne fajerwerki. „Duma Katalonii” wyszła z wygranej nad City z urazami dwóch podstawowych piłkarzy, lecz w pogoni za Realem, Atlético i Sevillą wyklucza się szukanie wymówek. Luis Enrique zaskoczy, jeśli od pierwszej minuty wystawi Paco Alcácera.

Przewidywane składy (Challenger):

Valencia CF: Alves – Montoya, Santos, Garay, Gayá – Suárez, Parejo, Pérez – Cancelo, Bakkali, Mina

FC Barcelona: ter Stegen – Mascherano, Umtiti, Mathieu, Digne – Busquets, Rakitić, D. Suárez – Messi, L. Suárez (Alcácer), Neymar

Ostatnie pojedynki:

Liga 2015/2016:   VCF-FCB 1:1   FCB-VCF 1:2
CdR 2015/2016:   FCB-VCF 7:0   VCF-FCB 1:1
Liga 2014/2015:   VCF-FCB 0:1   FCB-VCF 2:0
Liga 2013/2014:   VCF-FCB 2:3   FCB-VCF 2:3
Liga 2012/2013:   FCB-VCF 1:0   VCF-FCB 1:1

Mecz ma faworyta i jest nim Barcelona, choć Valencia wcale nie jest bez szans. Kurs w STS na wygraną Barçy wynosi 1,42, za to za każdą złotówkę postawioną na wygraną gospodarzy otrzymać można 5,42 zł. Remis wyceniany jest na 4,50 zł.

Obejrzyj mecz w jakości HD z polskim komentarzem - KLIKNIJ TUTAJ

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Czy Valencii idzie, czy nie, z nimi zawsze są problemy i na pewno takowe będą i w dzisiejszym meczu. W sezonie rekordowych 100 punktów nie potrafiliśmy u nich wygrać, kolejno za Taty rzutem na taśmę wbiliśmy bramkę na 3:2 na Mestalla, ale już na Camp Nou była porażka. W pierwszym sezonie Lucho znowu męczarnie niesamowite i bramka w ostatniej akcji meczu, na Camp Nou wygraliśmy 2:0 ale też był szalony mecz, obroniony karny Bravo i kilka innych setek Nietoperzy. Poprzedni sezon wszyscy na pewno dobrze pamiętają - remis na Mestalla i super mega hiper farciarska wygrana Valencii w Barcelonie.

Z reguły jestem optymistą, ale uważam, że jeśli wygramy to z trudnościami, ale stawiam na remis

Czyli vidal skreślony raz na zawsze tak? Ja bym wolał go dać na prawą obrone, mashe do środka i matheu out - nie moge patrzec jak gosc otrzymuje podanie od kolegi bo obawiam się, że głupio straci. Jak za czasów valdesa - każde podanie do niego groziło samobójem :D
konto usunięte

Super artykuł :) czekamy na mecz :d
konto usunięte

Trzeba wygrać ten mecz! Limit porażek się na razie wyczerpał.

Dokładnie, dziś tylko 3 pkt, nie można sobie pozwolić na wpadkę. Vamos!

Będzie trudno bez kluczowych zawodników. Ale damy radę. Tylko zwycięstwo! VeB!

Lubię vcf, ale liczę na nasz dobry mecz, martwi trochę obrona bo zaledwie jeden zawodnik z once de gala. Dobry sprawdzian dla zmienników

Gdyby Alba był zdrowy to w meczu na Mestalla, w barwach Barcelony mogłoby zagrać aż czterech byłych piłkarzy Valencii, a są jeszcze zakusy na Cancelo. A tak swoją drogą to bardzo żałuję, że drużynę Nietoperzy co roku opuszcza grono bardzo dobrych piłkarzy. Valencia na ten moment jest wylęgarnią talentów, które po lekkim opierzeniu wyfruwają z gniazda na Mestalla. Gdyby Los Che miała ustabilizowaną sytuację finansową i ten zespół miał możliwości utrzymania wszystkich, swoich najlepszych piłkarzy to sądzę, że rok po roku biłaby się o najważniejsze trofea w hiszpańskiej piłce. Szkoda, bo to wielce zasłużony klub.

Barca.. Po 3pk.