Szok i niedowierzanie. Barça przegrywa z Valencią na Camp Nou 1:2

Jan Kidawa

17 kwietnia 2016, 19:38

2959 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

1:2

Herb FC Barcelona

Valencia CF

VCF

  • Lionel Messi 63'
  • 26' (sam.) Ivan Rakitić 
  • 45' Santiago Mina 
  • Niedziela, 17 kwietnia 20:30
  • Camp Nou
  • Eleven

To miał być mecz na przełamanie. To miał być mecz, w którym Barcelona miała udowodnić, że ostatnie gorzkie dni to, mimo wszystko, tylko wypadek przy pracy. Niestety. Tak czarnego scenariusza nie spodziewał się chyba żaden kibic Blaugrany. Katalończycy przez praktycznie 90 minut bili głową w mur, dominując w każdym aspekcie gry poza tym najważniejszym – golami. Valencia strzeliła o jedną bramkę więcej i wywiozła z Camp Nou bardzo cenne trzy punkty, komplikując tym samym jeszcze bardziej sytuację Barcelony w lidze. Lidze, która jeszcze kilka miesięcy temu wydawała się wygrana…

Piłkarze Luisa Enrique dobrze weszli w ten mecz, sprawiając wrażenie pewnych swego. Grali swoje, dominowali i stwarzali sobie okazje. Pierwszą z nich w 5. min. miał ostatnimi czasy bardzo nieskuteczny w lidze Luis Suárez. Już dwie minuty później przed kolejną świetną okazją stanął Leo Messi i niestety znowu nic z tego. Wydawało się, że klątwa gola nr 500 trwa w najlepsze.

Kolejna okazja to już 12. minuta i stuprocentowa sytuacja Neymara. Braylijczyk wyszedł sam na sam z bramkarzem Valencii Diego Alvesem, jednak po nieudanym lobie górą był ten drugi, a na tablicy wyników cały czas widniał wynik 0:0.

W 17. minucie spotkania do głosu po raz pierwszy doszła Valencia, a w szeregach kibiców Barcelony pojawiła się nutka niepokoju. I jak się okazało, słusznie, bo już osiem minut później Nietoperze prowadziły 1:0 po samobójczym trafieniu Ivana Rakiticia. Całą akcję rozpoczął Parejo, który ładnie zagrał na lewą stronę do Gómeza, a następnie ten drugi wypuścił w uliczkę Siqueirę, który próbował zagrywać do środka, a spóźniony Rakitić wbił piłkę do własnej bramki. Chorwat mógł się zrehabilitować kilkanaście minut później, ale źle zachował się w polu karnym przeciwnika i zamiast przyjmować piłkę oddał niecelny strzał głową.

Barça cały czas starała się o remis do przerwy i gdy wydawało się, że najgorsze już za nami, niespodziewanie nadszedł kolejny cios. Gola do szatni, o którego tak starała się Barcelona, zdobyła Valencia. Kolejny raz akcję rozegrał Parejo, który zagrał na lewą stronę do Sergiego Miny, a ten strzałem w długi róg pokonał Claudio Bravo. Szok i niedowierzanie. Do przerwy 0:2.

W drugiej połowie obraz meczu nie uległ zmianie. Barcelona wciąż dominowała i stwarzała sobie okazje bramkowe, jednak piłka do siatki Diego Alvesa wpadła dopiero w 63. minucie po bardzo ładnej akcji gospodarzy. Strzelcem gola był Leo Messi, który w końcu się przełamał i zdobył swoją bramkę nr 500 w profesjonalnej karierze.

Niestety był to gol tylko i wyłącznie na otarcie łez, gdyż Barça w tym meczu nie zdobyła już więcej bramek pomimo wielu świetnych okazji i przegrała z Valencią na własnym stadionie 1:2.

Ciężko podsumować w kilku zdaniach to, co stało się dziś na Camp Nou. Podobnie jak ciężko jest być dziś kibicem Barcelony, ale w takich chwilach trzeba pamiętać o tym, ile radości dała nam ta drużyna. Sytuacja się bardzo skomplikowała, jednak kto jak nie my, kibice, musimy udowodnić, że jesteśmy z tym zespołem na dobre i na złe. Nie możemy przestać w niego wierzyć. Mistrzostwo wciąż jest możliwe. Visca el Barça!

Poleć artykuł

Komentarze (2959)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Na ławce pięciu obrońców, bramkarz i Munir xD
« Powrót do wszystkich komentarzy