Eduard Romeu: Podejrzewam, że są pewne projekty, które nie podobają się panu Tebasowi

Dariusz Maruszczak, Maciej Łoś

22 września 2021, 12:13

Sport

5 komentarzy

Fot. Getty Images

Wiceprezydent FC Barcelony Eduard Romeu udzielił wywiadu dla dziennika Sport, w którym był pytany o różne kwestie dotyczące finansów klubu, jak umowa z CVC i LaLigą oraz jej związek z pozostaniem Leo Messiego, a także o audyt czy budżet na nowy sezon.

Sport: Dlaczego zakwestionowaliście umowę LaLigi z CVC?
Romeu: Po pierwsze, dlatego, że gdy wysłano nam zaproszenie na zgromadzenie, zrobiono to bez udzielenia żadnej znaczącej informacji, która pozwoliłaby nam podjąć decyzję. Dodatkową niespodzianką jest to, że zaproszenie mówi jedno, a w połowie zgromadzenia prosi się nas o coś innego. Ponadto operacja to kredyt przekraczający 10% budżetu, a w naszym przypadku musi przejść przez zgromadzenie socios compromisarios.

Dlaczego ta operacja nie była dobra dla Barcelony?
Pierwszą rzeczą, która nas zaskakuje, jest to, że w tego typu operacji nie ma więcej ofert. Następnie widzisz, jak próbowano wykonać taką samą operację we Włoszech i w Niemczech. Nie udało im się tego osiągnąć, a nie sądzę, żeby Niemcy czy Włosi byli głupcami. Dalej możemy wytłumaczyć to za pomocą liczb.

Które już wywołały spór między tobą i Tebasem.
To nie są nasze liczby, to informacja publiczna. Na podstawie obserwujących w mediach społecznościowych i innych parametrach, ale ten jest bardzo ważny, podpisywane są kontrakty dotyczące praw telewizyjnych. W sezonie 2019/2020 między Barceloną i Realem Madryt mamy 88,9% obserwujących. W zamian otrzymujemy 24,1% pieniędzy. Żeby podać jeden przykład - Atlético ma 5,7% obserwujących i otrzymuje 10,9% przychodów. Zapraszam Javiera Tebasa na wycenienie LaLigi bez Barcelony i Realu.

Pomijając te liczby, dlaczego powiedzieliście nie?
To zbyt kosztowna operacja. Przenosimy 10% praw telewizyjnych do funduszu. Za 2,6 miliarda, które nam dadzą, odzyskają 22 miliardy. Chcę powiedzieć, że na 50 lat trwania kredytu, pierwsze 12 lat posłużą na spłatę, a reszta to zyski. Ta operacja jest 5-6 razy droższa niż ta, którą podpisaliśmy z Goldman Sachs. Gdyby LaLiga, zamiast bycia wrogo nastawioną do niektórych klubów, zwłaszcza do Barcelony, poprosiła o współpracę i powstałby wspólny front, z pewnością udałoby się uzyskać lepsze porozumienie dla wszystkich klubów. Poza tym, to było jak ingerencja. LaLiga zwróciła się do nas, abyśmy pokazali wszystkie nasze plany i podzielili się nimi z naszymi konkurentami. Pokazali im całą naszą strategię. To szaleństwo.

Skąd ta wrogość?
Podejrzewam, że są pewne projekty, które nie podobają się panu Tebasowi, w których nie jesteśmy z nim powiązani. Jego działanie jest dla nas niezbyt przyjazne. Nie wiem, czy ma jakieś inne interesy, ale wydaje się ciekawe, że nie ma fair-play między LaLigą i jej głównymi aktywami.

Javier Tebas dobrze zarządza LaLigą?
Szuka ujednolicenia, wyrównania w dół.

Messi by został w przypadku podpisania umowy z LaLigą i CVC?
Wyczuwało się, że Tebas był gotów dokonać innej interpretacji fair play niż ta, o której wiemy, aby ułatwić piłkarzowi pozostanie. Oczywiście w zamian za podpisanie tego porozumienia przychody Barcelony zostałyby obciążone na długi czas.

Czy to był szantaż?
Ty użyłeś tego słowa.

Tebas powiedział, że Barcelona została uprowadzona przez Florentino Péreza.
Mamy bardzo różne modele biznesowe klubu, ale to jasne, że mamy wspólne fronty, ponieważ jesteśmy najbardziej znaczącymi klubami w Europie. Nikt nas nie porwał, ale musimy się rozumieć. Real jest naszym rywalem. Jestem jednym z tych, którzy chcą, żeby przegrywał nawet podczas treningów.

Powiedziałeś, że chylisz czoła przed zarządzaniem Florentino Péreza.
Znałem go ze świata biznesu i mogę go jedynie chwalić, to właśnie mówi jego kariera. W piłkarskim świecie podejmował dobre decyzje i miał szczęście, ale tego szczęścia trzeba szukać. Real mógł złożyć wspaniałą ofertę za jednego z piłkarzy, a my tylko patrzyliśmy. Ponadto był w stanie zbudować stadion w kosztach pandemii. To było szczęście, ale starał się o nie. Tutaj, gdyby Espai Barça zostało zatwierdzone w 2019 roku, bylibyśmy w stanie to zrobić. Mówią mi, że były problemy z pozwoleniami. On wiedział, jak działać, żeby je mieć. My nie potrafiliśmy mieć takiego wpływu. Postrzegam to jako nasz problem. Zabrakło odwagi w poprzednim zarządzie. W ważnych sprawach dochodziło do bezczynności. W ostatnich latach 30 klubów otworzyło stadiony, każdego roku uzyskują pieniądze, aby inwestować w sam klub i pozwolić mu być bardziej konkurencyjnym. Pod tym względem zostaliśmy w tyle.

Pomówmy o Messim. Są tacy, którzy mówią, że poręczyciele nie zgodzili się na podpisanie z nim kontraktu.
To nieprawda. Po pierwsze, nie mamy takiej władzy. To była operacja, na którą jako klub nie mogliśmy sobie pozwolić, nie pasowała do struktury finansowej. Dostaliśmy opcję zrobienia tego z kontraktem z CVC, tak, ale to był zatruty prezent, jako obszar finansowy zarekomendowaliśmy, żeby go nie przyjmować. Narażał na ryzyko FC Barcelonę, a prezydent powiedział już, że nikt nie może być ponad klubem. Podjęliśmy właściwą decyzję.

Messi się postarał. Podejrzewam, że klub również.
Klub starał się nawet nadmiernie, ale zgodziliśmy się na zrobienie tego. Mieliśmy możliwość zarejestrowania go. A potem przyszła operacja z CVC.

W jakim stanie zastaliście klub?

W bardzo złym, z długiem wynoszącym ponad 1,4 miliarda euro. Weszliśmy do klubu, którego nie stać było na aktualne wydatki. W ciągu trzech dni pracowaliśmy nad tym, żeby rozwiązać kwestie niezapłaconych długów, które się nazbierały w ciągu ostatnich lat. Musieliśmy tak ciężko pracować, że nie byliśmy w stanie wyjaśnić tego, co robimy.

A jaka jest obecna sytuacja?

Wciąż jesteśmy na OIOM-ie, z odrobiną tlenu dzięki operacji z Goldman Sachs, która daje nam dwa lata wytchnienia. Dali nam pieniądze, ale musimy je spłacić. Konieczne jest dalsze obniżanie kosztów wynagrodzeń. Wyrządziło nam to wiele szkód. I oczywiście trzeba stale zwiększać nasze dochody.

Czy kredyty Goldman Sachs i CVC były kompatybilne, biorąc pod uwagę, że obie miały prawa telewizyjne jako zabezpieczenie?

Odpowiedź brzmi: „Nie”. Ale gdyby to był jedyny problem, negocjowalibyśmy. Walczylibyśmy z Goldman Sachs, aby umowa była zgodna, i osiągnęlibyśmy to, ponieważ mamy zespół wykonawczy zdolny do wszystkiego, ale, jak powiedziałem wcześniej, było wiele innych rzeczy, które sprawiły, że akceptacja kontraktu z CVC była niewskazana.

Czy z obecnym budżetem będą możliwe transfery w styczniu?

Pieniądze są, ale musimy nadal dokładać starań, aby obniżyć limit wynagrodzeń, aby móc rejestrować graczy. Wyzwanie polega na tym, żeby w jak najkrótszym czasie sprowadzić trenerom wskazanych przez nich piłkarzy.

Jak oceniasz zamknięcie roku podatkowego 2020/2021 z 481 milionami strat?

To jest dowód tego, co jest. Chodzi o pokazanie brudów, które zostały zamiecione pod dywan. Nie zamierzamy nikogo ranić, chcemy tylko pokazać, co jest, co zostało zrobione. Jeśli na przykład istnieje szereg graczy, którzy według rynku nie są warci tyle, ile otrzymali wcześniej, to trzeba coś z tym zrobić. Ponadto istnieje szereg zobowiązań, takich jak odroczone wynagrodzenia, które w przyszłości muszą zostać wypłacone.

Obniżono pensje piłkarzy, ponadto zapewniono 90 milionów euro na różne prowadzone spory sądowe.

Chodzi o to, że jest wiele otwartych spraw, które trzeba zamknąć. Ważny jest temat reputacji. Kiedy negocjuje się transakcję na 500 milionów euro, trzeba wszystko uzasadnić. Naszym celem jest, by osiągnąć porozumienia poniżej przewidzianych kwot.

Byłemu prezydentowi Bartomeu nie spodobało się bardzo to, co Laporta powiedział na zgromadzeniu, że to nie wszystko jest winą pandemii.

Bo to prawda. Jeśli jesteś kulawy, to kulejesz, a potem upadasz. Covid spowodował upadek. Zarządzanie przez poprzedni zarząd było bardzo ryzykowne. Dużo eksperymentowali. A z Barçą nie można eksperymentować, to była bezczynność. Rządzili ze strachem. Odkąd Neymar odszedł, rządzili jak szaleni. Bali się, że inni gracze mogą odejść, dlatego bardzo podnieśli płace, co wyrządziło nam wiele szkód.

Czy w Due Diligence jest wiele niespodzianek?

Zostanie to wyjaśnione 6 października. To, że kierownictwo było bardzo złe, pan Moix stwierdził już na zgromadzeniu delegatów, ale są rzeczy, które nie są logiczne. Myślę, że to z powodu braku wewnętrznego rygoru. Dziś tak by się nie stało, bo mamy zespół profesjonalistów, którzy by na to nie pozwolili.

Jakiś przykład?

W umowach są bardzo zaskakujące klauzule. Zmienne, które są stałe. Płaci się dodatkowo za to, że się chodzi do pracy. Do tego bonus za podpisanie umowy, bonus lojalnościowy. Kiedy spojrzysz na wydatki na wynagrodzenia Barçy i innych dużych klubów w Europie, różnica jest bardzo duża.

Co byś zrobił z poprzednim zarządem?

To jest dylemat. Na szczęście decyzja nie należy do mnie. Jasne jest, że musimy wyjaśnić wszystko, co znaleźliśmy, aby nikt nie mógł nas posądzić o to, że coś zatuszowaliśmy. Należy wziąć pod uwagę wcześniejsze doświadczenia. Nikt nie może pozostać bezkarny, ale trzeba będzie zadecydować, co zrobić. Chciałem jeszcze zapytać: „Co w tym czasie robiła LaLiga?”. Teraz jest bardzo skrupulatna. A wcześniej?

Zapowiedziano już budżet w wysokości 765 milionów euro na ten sezon. Jak byś to zdefiniował?

Jest on prawdziwy i osiągalny. Wykonano już wiele pracy w zakresie ograniczania wydatków. Gracze zostali oddani za kwotę 121 milionów, a pensje obniżono o 155 milionów. Teraz nadszedł czas na zwiększenie dochodów. I będziemy mieli budżet, który będzie przynosić zyski. Niewielkie, ale jednak. I nie jest to miliard euro, którym szczycił się poprzedni zarząd. To było nierealne, zaprezentowane przez kogoś, kto przeznaczył cztery miliony euro na prace przy stadionie Johana Cruyffa, które ostatecznie kosztowały 19 milionów.

A co należy zrobić, aby zwiększyć dochody?

Pracować, nie ma innej opcji. Tak jak robią to Mateu Alemany i Ferran Reverter. Będziemy musieli zwiększyć dochody, bo będzie taki moment, w którym nie będzie już można ciąć wydatków.

Firma konsultingowa Brand Finance twierdzi, że odejście Messiego oznacza, że ​​Barça straci 11% wartości marki.

To nie jest prawda. Jeśli spojrzymy na sponsorów, nie znajdujemy różnicy. Tylko jeden miał wątpliwości. Jeśli pomyślimy o fanach, którzy przychodzą na stadion, będą to robić dalej. Przyjeżdżają dla Barçy, ponieważ ta marka jest większa niż jakikolwiek piłkarz. Wynikało to jasno z wyceny dokonanej przez strony trzecie podczas negocjacji umowy z Goldman Sachs. Ponadto musimy zrobić radykalne zmiany w całym naszym merchandisingu, który nie był dobrze wykorzystywany. Powiedziano mi, że koszulki zostały sprzedane w 50% z nazwiskiem, z czego w 80% z nazwiskiem Messiego. Musimy sprawić, żeby fani kupowali koszulki także innych zawodników. Na pewno będziemy rozwijać się w merchandisingu.

Co chcecie osiągnąć w kwestii sponsoringu na koszulce?

Prowadzimy negocjacje, także z Rakutenem. Kto chce być na koszulce Barçy, będzie musiał za to zapłacić. Dążymy do osiągnięcia liczb sprzed pandemii. Nasza marka jest potężna, a my Katalończycy wiemy, jak sprzedawać i wprowadzać innowacje.

Kiedy Barça będzie klubem sprzed lat?

Proszę fanów o dwa lata cierpliwości, choć wiem, że po tylu latach sukcesów nie jest to łatwe. Będziemy pracować nad tym, aby trenerzy mogli jak najszybciej mieć graczy, których chcą. Potem trzeba poczekać na wyniki, ponieważ wyniki dają spokój. Trzeba budować zespół, z młodymi piłkarzami i rozwijać się wraz z upływem meczów. Ale musimy też spełnić pewne minimum, ponieważ wyniki sportowe i ekonomiczne są ze sobą powiązane.

A Ronald Koeman?

Jest naszym trenerem i musimy go wspierać.

W listopadzie będą sprawdzane gwarancje zarządu. Czy będzie z tym jakiś problem?

Nadal jesteśmy zaangażowani, aby pomóc Barçy wyjść z tej sytuacji. My i reszta członków zarządu. Nie będzie problemu z gwarancjami.

Dlaczego zdecydowałeś się rozpocząć tę przygodę?

Dziękuję José Elíasowi za dotrzymanie obietnicy. Pomysł pracy dla Barçy zawsze mnie ekscytował i myślę, że to był idealny moment. Barça potrzebuje rygoru finansowego i tutaj mogę pomóc. Z doskonałym zespołem profesjonalistów, który robi świetną robotę. Jednym z powodów, dla których odpowiedziałem na słowa Tebasa, był fakt, że dotknęły one jednego z naszych dyrektorów, a tego się nie robi. Pan Tebas musi o tym wiedzieć.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Świetny wywiad, konkretny. Nie w rozumieniu liczb, ale przytacza ciekawe nieznane fakty, które w trochę lepszym świetle stawiają Laportę i po części adresują wszystkie teorie spiskowe które narosły wokół niego, Messiego, Pereza, Bartomeu i finansów.

Uważałbym tylko na poruszony temat sponsorów, bo jeśli trwają negocjacje, to nie mógł przyznać, że dostali niższe oferty. Powiedział, że "jeden miał wątpliwości". Jeśli wszyscy mieli wątpliwości, to każdy z oferentów teraz pomyśli, że chodziło niego, a pozostałych sytuacja nie rusza;). Oczywiście, mógł też powiedzieć prawdę, ale tego dowiemy się dopiero po podpisaniu nowej umowy.

i takie wywiady są cenne. sporo konkretów ekonomicznych i nakreślone kierunki działań w perspektywie czasowej. też uważam, że potrzeba nam troszkę cierpliwości. za dwa lata będziemy zdrowsi i konkurencyjni. przeżyjemy i wrócimy silniejsi.

Mi natomiast najbardziej podoba się ostatnia odpowiedź:
'' Jednym z powodów, dla których odpowiedziałem na słowa Tebasa był fakt, że dotknęły one jednego z naszych dyrektorów, a tego się nie robi. Pan Tebas musi o tym wiedzieć.''

Chociaż nasz zarząd jest obecnie zgrany i idzie murem za sobą, kolektyw. Nie dadzą sobą pomiatać na czele z Laportą, i żaden Tebas nie będzie fikać bo z obecnym zarządem Barcy się nie zadziera mając na uwadze fakt, że Laporta to polityk uważam, że ma jednak jakieś chody i układy które wyprowadzą ten klub z ruiny :))

"Co byś zrobił z poprzednim zarządem?

To jest dylemat. Na szczęście decyzja nie należy do mnie. Jasne jest, że musimy wyjaśnić wszystko, co znaleźliśmy, aby nikt nie mógł nas posądzić o to, że coś zatuszowaliśmy. Należy wziąć pod uwagę wcześniejsze doświadczenia. Nikt nie może pozostać bezkarny, ale trzeba będzie zadecydować, co zrobić. Chciałem jeszcze zapytać: „Co w tym czasie robiła LaLiga?”. Teraz jest bardzo skrupulatna. A wcześniej?"
Ciekawe co na ten temat będzie miał do powiedzenia Tebas. Nie widział jak zarządzany jest klub w trakcie trwania prezydentury Bartomeu? Że bali się o odejścia graczy po Neymarze, to podpisywano ogromne prowizje i stałe bonusy np. za to, że piłkarz chodzi do pracy? Absurd w tym jest niesamowity.