Dlaczego Miralemowi Pjaniciowi nie wyszło w FC Barcelonie?

Mateusz Doniec

3 września 2021, 17:45

Sport, Marca, As

18 komentarzy

Fot. Getty Images

  • Wymiana Arthura Melo na Miralema Pjanicia okazała się porażką zarówno dla FC Barcelony, jak i dla Juventusu
  • Bośniak nie odnalazł się w systemie Ronalda Koemana, spadając w hierarchii pomocników nawet za 18-letniego Ilaixa Moribę
  • 31-letni pomocnik został sprowadzony przez zarząd Josepa Marii Bartomeu głównie w celu zbilansowania finansów, a nie pod kątem sportowym

- To dla mnie wielka duma, że tu jestem. Mam nadzieję, że podczas mojego pobytu tutaj, klub będzie wygrywać puchary – tymi słowami Miralem Pjanić przywitał się z kibicami Barçy podczas swojej prezentacji 15 września 2020 roku.

Dało się zauważyć, że Bośniak emanował radością, ponieważ osiągnął coś, co od dłuższego czasu planował. Przyznał później, że chciałby trafić do Barçy wcześniej, lecz dodał, że jest teraz lepiej przygotowany. Przypadki Xaviego czy Modricia potwierdzają tendencję, że pomocnicy osiągają szczyt swoich możliwości w okolicach trzydziestego roku życia.

Miralem Pjanić, który w Juventusie był kluczowym zawodnikiem zespołu, wydawał się gotowy na nadchodzące wyzwanie. – Pożegnanie z Juve było bardzo trudne. Opuściłem świetny klub, ale piłkarze potrzebują nowych impulsów. Po dziewięciu latach w Serie A czuję się zmotywowany, aby grać w Barcelonie – skomentował 31-latek.

Pjanić trafił na Camp Nou jako przedmiot niecodziennej operacji. Arthur Melo odszedł z Barcelony do Juventusu za 70 milionów euro kwoty stałej oraz pięć milionów euro zmiennych. Bośniak poszedł w drugą stronę za 60 milionów euro. W rzeczywistości ta wymiana miała na celu uregulowanie księgowości. Barça potrzebowała dokonać wysokiej sprzedaży. Klub stracił wiarę w Arthura, a Pjanić wydawał się idealnym zawodnikiem do stylu gry Barçy.

Bośniacki pomocnik nie rozpoczął jednak swojej przygody na Camp Nou w najlepszy sposób. Ominął go okres przygotowawczy, a dodatkowo zaraził się koronawirusem. Spodziewano się jednak, że system, jaki zaproponował Ronald Koeman, był dla Pjanicia idealny.

Formacja 4-2-3-1 pozwalała 31-latkowi nie angażować się zbytnio w grę obronną i skupiać się bardziej na ofensywie. Wkrótce stało się jednak jasne, że Sergio Busquets i Frenkie de Jong są wyżej w hierarchii od Bośniaka. – Nie jestem jeszcze zadowolony. Nie satysfakcjonuje mnie po prostu bycie zawodnikiem FC Barcelony. Chcę pozostawić po sobie ślad – powiedział Pjanić w listopadzie 2020 roku po rozegraniu 303 minut z 900 możliwych.

Były to bardzo trudne miesiące naznaczone zmianami systemów oraz manewrami Koemana, które miały poprawić grę. Żadna z decyzji holenderskiego szkoleniowca nie sprawiła, że Pjanić mógł się pokazać z dobrej strony. Ani w systemie 4-3-3, ani 3-5-2 Bośniak nie odgrywał ważnej roli.

Było wręcz przeciwnie. Zawodnicy tacy jak Riqui Puig czy Ilaix Moriba zdążyli już wyprzedzić w hierarchii byłego zawodnika Juventusu. Już w grudniu frustracja Bośniaka była wyraźna. – Czy powinienem grać więcej? Tak, tego właśnie chcę. Szczerze mówiąc, nie rozumiem nawet przyczyny takiej sytuacji. Wiem, że mogę dać wiele drużynie, a gdy rozmawiam z trenerem, zawsze mówi mi, że grałem dobrze – przyznał Bośniak.

Gdy sezon się zakończył, dla Miralema Pjanicia wszystko było już jasne: jeśli Koeman pozostanie na stanowisku, nie będzie miał minut. Dokładnie tak było w trzech pierwszych kolejkach ligowych. Bośniak odchodzi na wypożyczenie do Besiktasu z poczuciem, że nie dano mu możliwości zaprezentowania się. W ciągu dwóch lat przeszedł drogę od bycia wzorowym piłkarzem w Juventusie do wypożyczenia do Besiktasu.

Marca dopatruje przyczyn takiego stanu rzeczy w osobie Sergio Busquetsa. Madrycki dziennik uważa, że odejście Pjanicia nie jest w żaden sposób przypadkiem. Odkąd Sergio Busquets zadebiutował na pozycji Yayi Touré, Hiszpan nie ustąpił miejsca żadnemu innemu zawodnikowi. Podobnie stało się z Bośniakiem, który trafił do stolicy Katalonii jako potencjalny zmiennik wychowanka Barçy, lecz ostatecznie poniósł porażkę. Były pomocnik Starej Damy dołączył zatem do grona „ofiar” Busquetsa, czyli m.in. wspomnianego Yayi Touré, ale też Javiera Mascherano, który odniósł jednak sukces jako środkowy obrońca, Alexa Songa, Sergiego Sampera, Oriola Busquetsa, a nawet Frenkiego de Jonga, który jednak grając nieco wyżej stworzył wraz z 33-latkiem kluczowy duet w pomocy Blaugrany.

Madrycki AS komentując sytuację Pjanicia, skupia się bardziej na kwestiach finansowych i gospodarczych. Wymiana Arthura Melo na Bośniaka okazała się bezsensowym manewrem, mającym na celu jedynie ratowanie katastrofalnego bilansu. 15 miesięcy po tej operacji okazuje się, że 12 milionów euro zysku to bezmyślna próba kreatywnej księgowości zarządu Josepa Marii Bartomeu.

Pjanić odchodzi do Besiktasu na wypożyczenie, lecz bez opcji wykupu. Turcy zgodzili się zapłacić pomocnikowi między 2,5 a 3 miliony euro za sezon. Bośniak opuścił Barcelonę po rozegraniu 1295 minut w 30 meczach, w których nie strzelił żadnego gola oraz nie zanotował żadnej asysty. Jego sprowadzenie pokazuje jedynie, że ważniejsze niż kwestie sportowe były finanse. Podobnym nieporozumieniem okazała się wymiana Jaspera Cillesena na Neto, który nie pasuje kompletnie do stylu gry, lecz dał możliwość zbilansowania rachunków. Priorytetem zarządu Bartomeu nie był projekt sportowy, a pozorna stabilność ekonomiczna, która ostatecznie sprowokowała w klubie kataklizm.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

za wysokie progi
« Powrót do wszystkich komentarzy