La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj. By Użytkownikom La Rambli ułatwić korzystanie z tego działu w zgodzie z regulaminem, stworzyliśmy dla Was Kodeks La Rambla. To zbiór sugestii i wskazówek, które pozwolą Wam poruszać się po La Rambli bezpiecznie, bez narażenia na blokadę konta. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z Kodeksem!

La Rambla

Online: 649 Culés

137

Co roku w wakacje mnóstwo utonięć i tragedii związanych z zabawą nad wodą, a ludzie dalej myślą, że są nieśmiertelni. Przyznam się, że sam kiedyś tak myślałem i byłem naprawdę bliski utonięcia.
W wakacje, po moich 18-stych urodzinach postanowiliśmy z kumplami pojechać sobie na tydzień do Władysławowa. Pewnego dnia, we dwójkę z kumplem, zdecydowaliśmy, że pójdziemy sobie na plażę popływać. Niestety po dotarciu na miejsce okazało się, że na maszcie przy wieży ratownika wisi czerwona flaga - zakaz kąpieli. Wkurzyliśmy się, bo jak to czerwona flaga jak my chcemy sobie popływać. Myśląc, że jesteśmy nieśmiertelni, ura bura konfitura wbijamy do wody. Wszystko elegancko, stoimy sobie w wodzie po kolana, fale duże to i my szczęśliwi, że taka zabawa i przemy do przodu. W pewnym momencie mówię do kumpla "Dawcio, dawaj tutaj bo fale większe" i pcham się coraz dalej w morze, bo jak fala schodziła to woda mi maksymalnie do pasa sięgała. Nagle ni stąd, nie zowąd jedna wielka fala, która mnie przykryła. Wynurzyłem się i się roześmiałem, bo frajdę mi to sprawiało. Za chwilę druga i trzecia duża fala, odwracam się i nie widzę brzegu ani kumpla. W zasięgu wzroku był tylko jakiś inny, przypadkowy koleś, którego nie znałem. Postanowiłem wrócić na brzeg, ale zorientowałem się, że nie mam gruntu. Zacząłem płynąć kraulem w kierunku plaży, ale nic to nie dawało. Większość czasu byłem pod wodą, bo fala za falą przekrywały mnie i nie mogłem się utrzymać na powierzchni. Zacząłem krzyczeć o pomoc, żeby ktoś mi rzucił koło czy coś, ale żadnej odpowiedzi nie otrzymałem. Udało mi się zobaczyć tego kolesia, który stał obok mnie i ku mojemu zaskoczeniu on robił sobie nurki pod falami (pomyślałem sobie, że jaki ze mnie słabiak skoro inni sobie jeszcze nurkują przy takich falach). Trochę opadałem już z sił, bo płynąłem już około 5 minut kraulem, z czego większość spędziłem pod wodą, i nic to nie dawało. Przerzuciłem się na żabkę, ale efekt ten sam - nie widziałem brzegu, większość czasu spędzałem pod wodą i już nawet nie widziałem tego kolesia. Oczami wyobraźni widziałem już swoją mamę, która płacze nad moim grobem i powoli godziłem się z tym, że nie dam rady wypłynąć. Miałem jeszcze nadzieję, że podpłynie po mnie jakaś łódź albo ratownik i mnie ocalą, ale nic takiego nie miało miejsca. Walczyłem o życie z 15-20 minut i nadal nie mogłem się wydostać z wody. Wypiłem pewnie z litr albo i więcej morskiej, słonej wody. W uszach mi brzęczało (taki dźwięk bąbelków), bo sporo spędziłem czasu pod wodą przygniatany przez fale. Nie mając już sił żeby płynąć postanowiłem się położyć na plecach i czekać na ratunek. Ostatkiem sił machałem rękoma i nogami, ale tylko tak żeby się utrzymać na wodzie. Fale cały czas mi dawały po twarzy i już ledwo łapałem oddech. Leżałem tak może z minutę albo dwie i nagle poczułem pod nogami piach. Nie myśląc nic, wstałem i zacząłem biec w stronę brzegu. Czułem jak woda mnie wpycha do środka, ale zaparłem się i jakimś cudem udało mi się wyjść na brzeg. Nogi jak z waty, od razu upadłem na piasek i leżałem tak z 10 minut, zbierając siły żeby wrócić na mój koc. Odnalezienie koca nie było takie łatwe, bo okazało się, że przepłynąłem (albo morze mnie tak pokierowało) około 300-400 metrów w bok. Mój kolega chodził po plaży i wołał mnie po imieniu (przyznał się, że był mega przestraszony i myślał, że już po mnie). Okazało się, że miał identyczny problem - nie mógł się wydostać z wody. Udało mu się wyjść z morza o wiele szybciej niż mi, ponieważ po 5 minutach nie miał sił, zrobił "meduzę" i fale wyrzuciły go na brzeg. Poinformowałem osoby, które zgromadziły się przy mnie, że w wodzie był jeszcze jeden chłopak, ale nie wiem co się z nim stało. Jakiś koleś - łysy, prawie dwa metry wzrostu, przypakowany, postanowił wbiec do wody i mu pomóc. Nie minęły nawet 2 minuty i ten kolos krzyczał o pomoc, bo sam nie mógł się wydostać. Na szczęście był blisko brzegu i inni plażowicze zrobili "linię życia" z ręczników i go wyciągnęli. Wieczorem dowiedziałem się, że ten chłopak, który robił sobie nurki niestety utonął. Fale wsteczne to jest masakra i nikomu nie życzę walki z nimi. Nauczyłem się jak silnym żywiołem jest woda i jak trzeba ją szanować. Przeżyłem tylko dzięki swojemu uporowi oraz temu, że całkiem nieźle pływam. W tym tygodniu, w którym byliśmy we Władysławowie, nad polskim morzem utopiło się więcej osób niż przez całe wakacje w roku poprzednim.

17

@Zoker No ja pamiętam jak za małolata wszedłem do basenu na głębokość 1,80 i trzymając się murku chciałem sprawdzić ile mnie kryje, problem w tym, że jak się puściłem na dno to nie mogłem znaleźć rękami już tego murku i to, że człowiekowi w takich chwilach latają przed oczami jakieś momenty z życia to prawda. Dobrze, że ktoś zobaczył moje wyciągnięte ręce i mnie wyciągnął. Nie wiem dokładnie ile miałem lat, ale byłem jeszcze niski i nie umiałem pływać. I tak uważam, że najgorsze są wiry, na to już nie ma mocnych.

7

@Zoker Miałem podobną sytuację nie mogłem dopłynąc do brzegu mimo że cały czas płynąlem ale w miejscu .

23

@Zoker Oby to ktoś z "nieśmiertelnych" przeczytał...

27

@urbipl Już teraz wiem, że trzeba płynąć w bok, bo fale wsteczne są tylko na jakimś wąskim odcinku, ale i tak już nigdy nie wejdę do wody jak będzie czerwona flaga.

14

@Zoker Zmroziło mnie aż, jak to przeczytałem. Ja sam w 2012 się też trochę przestraszyłem, będąc nad Jeziorem Białym. Nie umiałem za bardzo pływać, więc po prostu wszedłem do wody żeby ponad połowę ciała zanurzyć, ale też tak, by cały czas czuć grunt pod nogami. Troszkę dalej poszedłem, tak że mi tylko głowa wystawała, ale też w tym samym czasie nie czułem nic pod sobą. Jakoś mi się udało odbić na szczęście i praktycznie od razu zawróciłem, ale i tak stracha miałem.

6

@Zoker Ja kiedyś będąc nad morzem (nie polskim) też tak stałem i wyobraziłem sobie, że taka sytuacja może mnie spotkać. Opisałeś to w taki sposób, że zacząłem siebie wyobrażać w takim momencie.
Ja kiedyś też się topiłem. Jako dzieciak. Miałem może z 5-6 lat. Nie było aż tak niebezpiecznie, bo po prostu delikatna fala na jeziorze mnie wypchnęła. Wtedy nie umiejąc jeszcze dobrze pływać zszedłem na dno, odbiłem się raz w kierunku brzegu, złapałem oddech, bo zdołałem się na chwilę wynurzyć, a później kilka kroków pod wodą w kierunku plaży i nieudolne machanie rękami, coś w stylu "płynięcia" pozwoliły mi się wydostać. Nabrałem ogromnej pokory już jako dziecko, a i dzięki temu postanowiłem dobrze się nauczyć pływać.

6

@Zoker Miałem podobna historie, ale nie do końca przez swoją głupotę. W wieku 8 lat poszliśmy że szkoła na basen, to bbyl pierwszy mój kontakt z wodą. Przewrócił Lem się czy potkanalem i zacząłem topić, byłem pod wodą dość długo i też myślałem, że nie wypłynę chociaż nie był to głęboki basen. Instynkt przetrwania się uruchomił i nagle znalazłem się na powierzchni.. Po tym jak wypłynąłem ratownik zapytał czy ja tonąłem. Masakra

8

@Slazmi Przeczyta i dalej będzie robił swoje. Na głupotę to chyba jedynie własne doświadczenia mogą zadziałać.

5

@Zoker
Fajnie sie czytalo, dzieki. Z wodą nie ma żartów, niezaleznie od tego jak sie dobrze plywa.

Komentarz usunięty przez użytkownika

6

@MichalZZZ Z wodą nie ma żartów, najlepiej (niestety) dowiedzieć się tego na
własnym doświadczeniu, bo to nas nauczy ostrożności i szacunku. Tak samo jest z
innymi żywiołami jak ogień czy wiatr. Człowiek sobie myśli, że niby
przez ścianę ognia przebiegnie sobie i nic mu się nie stanie, ale jak
się znajdzie w takiej sytuacji to wygląda to zupełnie inaczej.

4

@Zoker Brawo, za walke i za szczescie!

Pare lat temu moj bliski przyjaciel wybral sie z kolegami nad morze. Dwoch utonelo, dwoch wylowili - w tym mojego kumpla. Niestety, zmarl nastepnego dnia w szpitalu.

Morze to nieokielznany zywiol. Nalezy je szanowac i zachowac ostroznosc.

5

@Zoker Miałem w wojsku "gaszenie peta" (po awansie na "starszego" wrzucają cię, jak stoisz, do basenu, np. przeciwpożarowego) i mimo , że jakoś tam pływam w ciężkim mundurze i butach miałem spore problemy... a to tylko kilka metrów niby...

6

@Zoker nie ma żartów ... ja też byłem we Władysławowie i czerwona flaga bo były te cofki. Pamiętam byłem w ogólniaku wtedy. 5 chłopaków nad morzem. Jestem z małopolski. Też wszyscy chojraki dawaj do wody. Myślałem, że się utopię na 100 % a dobrze pływam ale przy takich warunkach to nie miało chyba zbyt dużego znaczenia. Nie wygrasz z takim żywiołem. Nigdy tego nie zapomnę - uratowało mnie dwóch ratowników na łodzi z wiosłami. Byłem w takim szoku, że podano mi leki na uspokojenie. Nie mogłem dojść do siebie. Tym bardziej szacun, że zachowałeś zimna krew, ja dostałem pamiętam takiego ataku paniki, że nie wiedziałem co się dzieje. Pozdrawiam i uważajcie na siebie zawsze.

3

@Tomo1989 Mam nadzieję, że są też mądrzy przed szkodą... Zawsze lepsza profilaktyka, niż walka ze skutkami...

2

@Slazmi I zrozumiał ideę przesłania @Zoker

4

@Maciek1983 Nie wiem czy to była zimna krew, po prostu położyłem się na plecach, bo już nie miałem siły. Szczęście miałeś, że ratownicy Cię odnaleźli, bo ja potem z brzegu przez kilka godzin szukałem tego nieznajomego i próbowałem go wypatrzeć, ale widoczność przez te fale była tragiczna.

6

@Zoker
Miałem podobną historię wypisz wymaluj. Też po 18stce. Próbowałem wrócić ale morze mnie cofalo i wciagalo wglab. Opis sytuacji identyczny jak u Ciebie. Pomógł mi kolega ja już nie miałem sił walczyc

7

@Slazmi Wiadomo, różnie z tym jest. Pamiętam jak w liceum ktoś mi podesłał stronkę z widokiem ofiar wypadków drogowych. Przemówiło na tyle do wyobraźni, że unikam ekscesów drogowych.

4

@Zoker Kumple moi, którym się udało o własnych siłach wyjść mówili, że ratownik zobaczył mnie z brzegu i dał cynk przez radio tym na łodzi. Podobno bardzo szybko podpłynęli pomimo dość wysokiej fali. Dla mnie to była wieczność.

4

@damianex10 Brodzenie w jeziorach i rzekach też jest niebezpieczne, bo mogą być jakieś wykopy, spadki lub podwójne dno. Dlatego trzeba umieć dobrze pływać i zachowywać zdrowy rozsądek :)

2

@Maciek1983 Ratownicy się przydają, ale wszystkich nie uratują. Szczególnie jak ktoś wypija kilka kieliszków i czuje się niepokonany.

1

@Zoker Przyznam szczerze, że na początku jak zobaczyłam tak długi wpis to myślałam, że to jakaś pasta. Historia pouczająca.

8

@Zoker bardzo dobry pomysł na wpis, bo mnie spotkała podobna historia 10 lat temu, z bratem (obaj w wieku 20 lat) wybraliśmy się z materacem na plażę nad naszym polskim morzem. Okazało się, że z materacami nie można pływać na strzeżonej plaży, to poszliśmy sobie dalej na niestrzeżoną. Na początku było fajnie spore fale to i zabawa przednia, ale chcieliśmy trochę odpocząć i zauważyliśmy że trochę dalej w morze nie ma takich fal i jest spokojnie a więc odpłynęliśmy trochę od brzegu. Nie było fal, nie było wiatru, lekko kołysało więc myśleliśmy że niewiele się oddaliliśmy, jakie było moje zdziwienie jak ledwie plażę widzieliśmy no i podobnie jak u Ciebie - podjęliśmy próbę powrotu. Okazało się, że prądy są takie silne, że prawie niemożliwe było wrócić z materacem. Na domiar złego mój brat słabo pływał i miał problemy z sercem i po ustach widziałem, że zaczyna się denerwować to tym bardziej co sił starałem się dobić do brzegu. Bardzo długo trwał ten nasz powrót, opadłem już z sił chyba ze 2 razy, jedną ręką trzymałem materac a cały byłem w wodzie i płynąłem kraulem pchająć materac z bratem. Jak zbliżyliśmy się jakimś cudem do ludzi stojących w wodzie, pomyślałem że pchnę materac z bratem do ludzi, którzy byli już o wyciągnięcie ręki od nas i sam dopłynę, bo materac tak wypierał, że co zbliżaliśmy się do nich to za chwilę znowu do tyłu. No i tak zrobiłem. Tylko nie pomyślałem, że nie mam siły w ogóle płynąć. No i myk pod wodę na nogi. I tak szedłem w stronę plaży piaskiem pod wodą z wyciągniętą ręką do góry. Jedyne o czym pomyślałem wtedy to że to koniec, jestem za daleko od nich, a ludzie boją się o własne życie i mi nie pomogą. I wtedy szwagier stojący w wodzie podszedł bliżej mnie i wyciągnął mnie za rękę do góry. Nie da się opisać tego momentu. Nie życzę nikomu. Woda to żywioł i trzeba podchodzić do tego z głową. Będąc na Helu na urlopie miałem możliwość odwdzięczenia się i pomocy w ratowaniu osoby która znalazła się pod wodą. Razem z wieloma osobami na plaży utworzyliśmy łańcuch życia, ale niestety na nic się to zdało.... :(
https://tvn24.pl/pomorze/hel-ratownik-o-akcji-tworzenia-lancucha-zycia-bylismy-zdziwieni-skala-reakcji-4647746

1

@damianex10 Ja przez taką sytuacją do teraz mam lęk, pływać nie potrafię do teraz, a minęło już kilka lat - ale na kajak nie wsiądę za żadne skarby, a ostatnio jak ze znajomymi rowerem wodnym pływaliśmy po jeziorze to byłem cały biały i więcej razy nie wszedłem :P Masakra to jest :D

1

@Slazmi ja jestem nieśmiertelny jeszcze nigdy nie umarłem.

1

@daff1992 Przejdzie Ci po pierwszym razie...xD

5

@Zoker W warunkach basenowych przepłynę 1,5km, pod wodą 25m ogarnę. Nie są ta jakieś mega wyniki, nie chce się "chwalić" czy coś, ale pokazac że jednak potrafię pływać w miarę ogarnięcie. Kiedyś pływałem na basenie i dosłownie po paru długościach (może łącznie 100/150m) złapał mnie skurcz w nodze... Tak mi nogę "powykręcało" że w pierwszej chwili nie byłem w stanie płynąć bo normalnie organizm odmowil mi posłuszeństwa... Wiedziałem że muszę płynąć ale całe ciało ustawiało się tak żeby noga najmniej bolała... Jakoś udało mi się to przezwyciężyć i dopłynąć do miejsca gdzie czulem podłogę. Wtedy też dopłynął ratownik. Od tego momentu nigdy nie zapuszczam się dalej w morzu/jeziorze niż do poziomu klatki piersiowej bo jak nie załatwi cie woda - to zrobi to twoje ciało.

2

@Zoker Dobrze, że tak się to skończyło. Opowiadaj swoją historię komu się da, żeby inny uczyli się na Twoich błędach. Uczenie się na swoich w tym przypadku może skończyć się śmiercią. Zdrówka życzę!

1

@Zoker Najgorsze jest to, że pewnych rzeczy niesamowicie ciężko jest nauczyć się bez doświadczenia, a z kolei takie doświadczenie może być ostatnim. Ewentualnie bycie świadkiem takich zdarzeń może wbić nam pewne zachowania "samoobrony". Pewnie większość tutaj jest w stanie przypomnieć sobie zdarzenia w których jako dzieciaki byliśmy o włos od tragedii, śmierci (na własne życzenie).

1

@Zoker zostawiam komentarz aby temat utrzymał się w topce dyskusji :)

Może ktoś przeczyta i zastanowi się zanim wejdzie do wody? Kto wie? A napisanie posta nic (jeszcze;) nie kosztuje.

« Powrót do wszystkich komentarzy