Okiem Chowańskiego: Laporta stawia na Hålanda, Leo i Ligę Mistrzów, a ja stawiam na Laportę

Karol Chowański

1 grudnia 2020, 16:18

56 komentarzy

Fot. Getty Images

Na ustach całego świata jest serialowa Beth Harmon. Nie istniała. Utkano jej ekranową biografię z losów prawdziwych arcymistrzów. Jednemu z nich, Robertowi Jamesowi Fischerowi, rywalizacja przesłaniała resztę świata. Był wspaniały, kiedy grał. Zamknąwszy się w domu, nurkował w otchłań obłędu. Choć dzielą ich dwa pokolenia, sądzę, że pewna rzecz łączy Bobby'ego Fischera z Joanem Laportą. Pragnienie zwycięstwa.

To było 50 godzin nadziewanych w stolicy Katalonii wspomnieniami a przekładanych sentymentem. W sobotę opuścił nas Diego Maradona. Pobiegł uczyć piłkarskich sztuczek anioły w piekle, niebie czy gdziekolwiek trafił. Życzę mu, by pozwolono mu zabrać jego okrągłą kochankę. Tylko z nią u boku Diego był szczęśliwy... W niedzielne popołudnie Barça znów zagrała jak za najlepszych chwil na ławce Guardioli i Lucho. Poniedziałek był dniem Joana Laporty. Ikona całej epoki w historii Barçy ogłosiła swoje noworoczne plany. Plany na ponowną walkę o fotel prezydenta klubu. Sądzę, że wygra.

Do podróży w czasie zaprosiłem Was przy innej okazji. Ten artykuł będzie o czym innym. Dziś nie pora na wspominki. Nie czas na sentymenty. Tu nam płonie Koloseum.

Lider błądzący

Jest rzecz, jakiej ludzie potrzebują na ciężkie czasy bardziej niż innych. Mam na myśli dobre przywództwo. Kataloński klub potrzebuje go dziś jak tonący tlenu.

Trudne chwile wymagają swoich bohaterów; albo chociaż liderów opinii. Jak wiele postaci przed nimi, osoby Obamy, Trumpa, Szumowskiego czy Messiego udowodniły, że lider wcale nie musi być idealny, aby zyskać wiernych wyznawców. Musi mieć inne cechy, zapewniające mu poparcie, skuteczność, sympatię*. Joan Laporta i Estruch ma każdą z tych cech. Na lidera niedoskonałego nadaje się jak mało kto.

Szanowany prawnik, przedsiębiorca z sukcesami. Pochodzi z rodziny znanej dalej niż płot posesji. Jako prezydent FC Barcelony i przywódca społeczny odegrał istotną rolę w szerzeniu wiedzy o katalońskości, gdy był to znacznie mniej nośny medialnie temat niż obecnie. Wyciągnąwszy go z jednego z najgłębszych bagien w historii, doprowadził klub do serii historycznych sukcesów. Zostawił po sobie gablotę radości & trofeów.

Culé z krwi i kości, co ma swoje wady i zalety (niestety). Mówiąc o Realu Madryt i niesprawiedliwościach dotykających jego klub za sprawą niewidzialnej ręki rynku kolegium arbitrów, Laporta nigdy nie gryzł się w język – na długo zanim za sprawą Piqué stało się to modne na Twitterze.

Jednocześnie, mowa o facecie, który ma na koncie szeroko opisywany w całej Hiszpanii pozamałżeński romans z aktorką porno. Jego CV plami kariera polityczna, którą mogę określić jednym krótkim słowem: porażka. Dobrze pamiętam uzasadnione zarzuty pod jego adresem o defraudację pokaźnych sum pieniędzy. Transfery Keirrisona oraz Henrique Bussa do dziś stanowią dla mnie zagadkę z archiwum X. Szybko znajdziesz online całą kolekcję wypowiedzi Laporty, które pojęciu ekstrawagancji wymykają się wprost w objęcia szaleństwa.

Ludzie lubią takich ludzi jak Joan. Nikt nie jest doskonały.

Liderzy czasu pokoju i czasu problemów

Polecam wywiad Zbigniewa Bońka o boskim Diego we wczorajszym Newsweeku. Argentyński artysta piłki żył życiem z trudem uchodzącym za wzorcowe. Łączy go to z człowiekiem wspomnianym przeze mnie na wstępie.

Zapamiętałem Maradonę za jego grę, a Fischera za słowa „Lubię ten moment, gdy przełamuję ego rywala”. Moim zdaniem spokojnie mogłyby paść z ust kandydata Laporty. Są ludzie, którzy najlepiej radzą sobie w stanie zagrożenia. Problemów. Trudności. Im cięższe wyzwania, tym wyższa skuteczność w tym, co robią. Rozwijają skrzydła, gdy inni zwijają żagle. Takie osoby się ceni. Nie znam ich wiele. Dla każdej korporacji notowanej na NASDAQ są cenni jak agenci 00 dla dziecięcych marzeń.

Drugi biegun zajmują liderzy idealni na czas prosperity. Dobrze radzą sobie z przeciwnościami małego kalibru. Z wprawą, skutecznie manewrują po spokojnym akwenie. To nie jest banałkiem kierować organizacją globalnego zasięgu o obrotach FC Barcelony, gdy idzie dobrze, bo zaraz może pójść źle, a 150 tysięcy ludzi ma uprawnienia, aby zwolnić cię w każdej chwili. To też trzeba umieć.

Bartomeu wydaje mi się całkiem adekwatnym przykładem skutecznego wodza czasu pokoju. Forbes ocenił w czerwcu bieżącego roku wartość wszystkich aktywów FC Barcelony na 4,8 mld dolarów. Po raz pierwszy w historii rankingu dało jej to pierwsze miejsce. Barça wyprzedziła z ogromną przewagą zarabiające znacznie więcej na prawach tv kluby Premier League, a jej przewaga nad madryckimi przyjaciółmi przekroczyła 0,5 mld USD. Za sprawą kadencji Bartomeu FC Barcelona została klubem piłkarskim o najwyższych przychodach według najnowszego rankingu Deloitte, ze wzrostem r/r w wysokości 150 milionów euro (!) i sięgającą blisko 100 mln przewagą nad drugim w zestawieniu madryckim Realem.

W kontrze do powszechnej opinii, daleko mi do uznania Josepa Marii Bartomeu za najgorszego wodza w historii klubu. Byli gorsi. Wymienione powyżej liczby są imponujące dla każdego, kto choć trochę zna się na ekonomii. Chłodna charyzma introwertyka sprzyjała mu w zarządzaniu Excelem i zdobywaniu nowych źródeł dochodów klubu. Za jego kadencji Barça urosła w Azji, a zwłaszcza w mediach społecznościowych. Wyrazistość sfinksa stawała się przeszkodą w zarządzaniu ludźmi. Bartomeu zawsze wyglądał nienaturalnie na wspólnych zdjęciach z piłkarzami. Z wypowiedzi graczy, jacy opuścili Camp Nou, wynikało, że trudno im było go lubić. Wiele legend FCB komplementowało po latach Guardiolę, Tito, Laportę, a nawet Mourinho. Ktoś chwalił Bartomeu? To złe wieści dla organizacji, gdy na sztorm organizacja wpada w warcie takiego dowódcy.

Generał czasu pokoju przestał sprawdzać się w kataklizmach, jakie kataloński klub fundował sobie regularnie po pożegnaniu z Luisem Enrique. Z każdym poniżeniem w Lidze Mistrzów Azulgrana stawała pod rosnącym ostrzałem własnych fanów, mediów, otoczenia. Obserwując z daleka wydarzenia na Camp Nou, kibice innych klubów z uciechą pałaszowali popcorn. Po sześciu latach i dziesięciu miesiącach na stanowisku Josep Bartomeu złożył dymisję. Nigdy nie uniknie wrażenia, że zrobił to za późno.

Cztery sezony po Luisie Enrique? A gdzie tam! FC Barcelona szuka stabilizacji od jesieni 2011, kiedy po kilku miodowych miesiącach duetu Rosell-Bartomeu władze katalońskiego klubu bez cienia żalu rozstały się latem 2012 z Guardiolą. Po Pepie sportowo bywało jeszcze przepięknie, lecz pod względem organizacyjnym wspomniany rok 2012 jest dla mnie umownym punktem przełomu, kiedy Barça ponownie zajęła miejsce na diabelskim młynie dziejów. Nie zsiadła z niego do dzisiaj.

Odkąd klub z Camp Nou zamienił euforię historycznego 6:1 w Paryżu na bezradne 0:3 w najbliższej rundzie z Juve, przechodzi na przemian fazy klęski, triumfu, upadku, euforii, kolekcjonowania manit i upokorzeń. Po kolejnym potknięciu o własne nogi Barça zakłada garnitur, aby być znów wzorcem dla wszystkich w klasie. Od balu do kaca. I tak przez wiele długich, gorzkich lat.

Dawno temu na tych łamach określiłem Barçę klubem o osobowości borderline. Po kadencjach Valverde, Bartomeu oraz Setiena sądzę, że to określenie jest jeszcze bardziej aktualne niż wcześniej. Od dwumeczu z Juventusem bez walki, bez pomysłu, bez nadziei minęło trzy i pół roku. Gdzie przez ten czas był kapitan tego okrętu, wiedzą tylko Bracia Figo Fagot.

Barça znów potrzebuje strażaka Laporty

Przechodząc do Joana, mogę przez pryzmat jego pierwszej kadencji zaznaczyć, że w stu procentach uosabia dla mnie definicję lidera na trudne czasy (w sferze zawodowej i poza nią). Gdy pod koniec kadencji 2003-2010 katalońskie morze się uspokoiło, zaczął przeszkadzać Barcelonie w systematycznym dalszym rozwoju. Prowadzenie swej kancelarii prawnej oddał innym. Po odejściu z klubu rozpadło się jego życie rodzinne. Szukał wrażeń poza domem, a tabloidy pisały o nim częściej niż prasa sportowa. Jego zawodowe ambicje zaczęły wykraczać poza murawę Camp Nou i sądowe sale. Sięgnęły polityki. Jest mało pamiętaną wielką zasługą Rosella, że przejął ster, zanim Pep z Xavim zaczęli mieć ekstrawagancji Laporty powyżej uszu. PepTeam w momencie gwałtownej zmiany u steru klubu mógł rozbić się o skały. Z prezydentem Rosellem popłynął po drugi tryplet.

Odkąd Sandro przejął schedę po Joanie, minęła w tym roku okrągła dekada. W roku 2020 Barça dwukrotnie zwolniła trenera. Doznała klęski w Lizbonie. Wpadła na finansową mieliznę, gdy w trakcie pandemii cały projekt Espai Barça stanął pod znakiem zapytania. Ikona drużyny i wychowanek, przybrane dziecko całego barcelonismo Leo Messi nie tylko postanowił odejść. On podjął próbę wprowadzenia tego postanowienia w czyn.

Barça znów potrzebuje tak kompetentnego ratownika, jakim Laporta był dla niej, gdy objął funkcję prezydenta klubu 17 lat temu.

Grać, aby wygrać

Przy swoim nazwisku na karcie wyborczej położy w styczniu 2021 trzy rzeczy: doświadczenie, wiedzę i znajomości. To więcej niż wszyscy jego rywale mają w tych dziedzinach razem wzięci.

Jorge Mendes jest dobrym znajomym Laporty, odkąd próbował mu sprzedać pewnego juniora Firpo Sportingu prezentującego na boisku talent, a na głowie pasemka. Mendes z Laportą od wielu lat spotykają się prywatnie przy whisky i rozmowach o piłce. Mino Raiola to kompan prawnika z Barcelony od palenia cygar. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, a interesy przyjemniej załatwiać w okolicznościach stosownych do sytuacji.

Gdy chcesz kupić znanego piłkarza, może się przydać, że masz telefon do jego agenta. Albo w sobotę widzicie się na golfa.

Poniedziałek: runda I

W ciągu pierwszej kadencji Laporty Barça zdobyła 12 trofeów. Bilans Bartomeu liczy tyle samo. Znając trochę Joana Laportę i Estruch, jestem pewny, że nadejdzie kiedyś dzień, gdy z zawadiackim uśmiechem dobrze wykształconego poligloty ten kataloński prawnik powie w jakimś wywiadzie, że postanowił ponownie ubiegać się o wybór na kierownika klubu z jednego, bardzo konkretnego powodu. Aby zmienić tę statystykę.

Tyle jest dla mnie oczywiste. Wątpliwość mam, czy w większym interesie klubu, czy własnego ego?

Jeśli Laporta wygra wybory i osiągnie sukces – nie będzie to mieć znaczenia. Podobnie jak Michael Jordan, Laporta gra tylko, aby wygrać. Jego start ad hoc do wyborów 2015 roku precyzyjnie odzwierciedlał chaos, jakim było wtedy jego życie. Tym razem jest przygotowany. Wkroczył wczoraj do ringu na walkę, która potrwa 12 rund. Tę pierwszą wygrał w moim przekonaniu u wszystkich sędziów.

Na poniedziałkowej konferencji stary-nowy kandydat pokazał się w świetnej formie. Autentycznemu luzowi towarzyszyły odważne deklaracje. Pod płaszczykiem wytrawnego PR-owca kryły się celnie wbijane szpilki i precyzyjnie adresowane oskarżenia. Więcej dowiedziałem się z tego, czego Laporta nie powiedział, niż z tego, co powiedział, a powiedział przecież całkiem sporo. Jeśli określić jego występ hasłowo, muszę wymienić wszystkie clickbajty obecnej sytuacji Blaugrany: Messi, Liga Mistrzów, transfery, Mbappe, Cruyff, pozostanie Koemana, sytuacja finansowa, wolna Katalonia, Masia, Guardiola, stabilizacja, zespół. Przyjaciele.

W pewnym momencie swojej przemowy Laporta stanowczo przypomniał, do czego Komisja Tusquetsa kompetencje ma, a do czego wcale nie ma. Jedno zdanie, które charyzmą przebiło wszystkie wypowiedzi Bartomeu. Na żywo oglądałem wczoraj na youtubie precyzyjnie wyreżyserowany od początku do końca spektakl stopniowania napięcia.

Jak wytrawny pokerzysta, Laporta zostawił masę niedopowiedzeń. Uwierzcie mi na słowo lub nie. Najlepsze karty wciąż trzyma blisko przy sobie.

Mikołaj Laporta i jego „Beckhamy”

Pjanić może być solidnym fachowcem, ale dzieci na świecie nie wrzucają jego plakatów nad łóżko. Poprzedzające występienie Joana coraz konkretniejsze plotki o sprowadzeniu na Camp Nou Erlinga Braut Hålanda, Pogby i innych ciepłych nazwisk stanowią tylko punkt wyjścia do twardych konkretów. Barça potrzebuje nowego Neymara (a może dwóch), aby:

1) przekonać całą generację zdolnej barcelońskiej młodzieży, że odejście do Anglii nie jest najlepszą rzeczą, jaką mogą zrobić latem 2021;
2) odciążyć Messiego na ostatnie lata jego kariery w klubie;
3) dać Koemanowi atuty w ofensywie (jakimi do bardzo niedawna nie byli Braithwaite ani Griezmann), a także poparcie, spokój i stabilizację w jego pracy; nierozważne wypowiedzi innych kandydatów mocno temu zaszkodziły.

FC Barcelona nie jest w tak złej sytuacji sportowej, organizacyjnej i finansowej, jak była, gdy Laporta objął to stanowisko poprzednim razem. Przez finansowe konsekwencje pandemii, koszty wizerunkowe potencjalnej utraty Messiego na rzecz klubu z petrodolarów i kac historycznego upokorzenia przez Bayern sprawiają, że jest w niewiele lepszej.

Na mapie kontrkandydatów nie widzę nikogo o porównywalnym z Laportą doświadczeniu w profesjonalnym sporcie i dużym biznesie. To poważny zarzut. Zanim Víctor Font i inni nauczą się o zarządzaniu globalną organizacją tego kalibru tego, co Laporta wie na samiutkim starcie, minie czas. Dużo czasu. Kataloński klub wciąż ma najlepszego piłkarza świata. Ma kilka gwiazd i rokującego trenera. Na pewno nie ma czasu. Gdy kandydat o nazwisku innym niż Laporta nauczy się reguł tej gry bez reguł, Mbappe i Hålanda dawno wsiądą do samolotu klasy „Orzeł 1” i odlecą do Madrytu.

Barça si, Laporta...

Możemy sobie dowcipkować, że piłkarze Borussii, Manchesteru United czy PSG to pęta wyborczej kiełbasy, ale David Beckham pełnił identyczną funkcję podczas pierwszej kampanii Joana Laporty. Jak w przypadku plebiscytu Złotego Balona, medialny przemysł podszyty hajpem i clickbajtem eliminuje złudzenie, że mówimy o głosowaniu opartym wyłącznie o aspekty merytoryczne. One zapewniają firmom przetrwanie. Nigdy nie dają zwycięstw kandydatom na prezesa.

To, że Laporta zaczął od kiełbasy wyborczej, jedynie podkreśla dla mnie, jak wytrawnym jest graczem, jak dobrze zna się na rzeczy. Socis też oglądają skróty bramek z Ligi Mistrzów. Też grają w FIF-ę. Teraz jest moment marketingowego sz(t)u(r)mu, pełnej ofensywy, głosniejszych od innych medialnych bomb transferowych nazwisk. Czas zagonienia wyborczych rywali z płaczem do narożnika. Na ciężką pracę i konkrety przyjdzie pora później. Po wyborach. Do jakich mój faworyt podchodzi z klarownym zamiarem zwycięstwa.

Gdy Laporta wygra, lecz w worze Św. Mikołaja nie wręczy culés Hålanda, to przypominam, że na transferze „zastępcy” Beckhama barceloński klub wyszedł w swoim czasie całkiem nieźle. Stało się tak, bo facet, który wczoraj stanął przed tymi milionami słuchaczy – wiedział, co robi. A znał się gorzej, niż zna się dziesięć lat później.

Ta konferencja tylko utwierdza mnie w kiełkującym przez ostatnie dni przekonaniu, że Laporta dobrze przemyślał swój start w wyborach. Bardzo długo zwlekał. Umiejetnie pompował balonik plotkami i kontrolowanymi przeciekami do katalońskiej prasy, w której wciąż ma niezliczone grono sojuszników. Konkretnie wskazał mankamenty obecnej sytuacji klubu jako organizacji oraz taktyczne wady drużyny. Ma cel i widzi drogę, jak go osiągnąć. Jego wypowiedzi potwierdziły mi, że czuje aktualne deficyty klubu na każdej płaszczyźnie – sportowej, organizacyjnej, finansowej i każdej innej. To były słowa kogoś, kto organizację, o jakiej mówi, zna na wylot. Duży kontrast. Wywiady z pozostałymi kandydatami, jakie czytałem, były nudne, populistyczne, a przede wszystkim: do bólu niekonkretne. Nie przekonał mnie żaden z nich.

Oceniając resztę kandydatów, chcę ponadto zaznaczyć, że tu nie potrzeba fachowców od rewolucji aksamitnych. Nie teraz. Jeśli Joan Laporta ma plan na odrodzenie klubu sprowadzeniem medialnej gwiazdy, udobruchaniem Leo i w celu odzyskania Pucharu Europy postawieniem na Koemana tak odważnie, jak ten stawia na Araujo, Fatiego, Pedriego, Desta i Minguezę – mogę zakończyć ten artykuł tylko jedną prośbą.

Wygraj to, Joan.

Wygraj, bo żaden z nich nie ma do tego jaj. Tacy „fachowcy” rządzili przez kilka ostatnich lat i stop. Wystarczy! Każdy widzi, do jakiego stanu doprowadzili klub, który obaj kochamy.

    

* W tym miejscu znajomo mogą Wam brzmieć różne hasła. Wymienię kilka. Uprzedzam, że podobieństwo do prawdziwych ludzi i zdarzeń jest w pełni przypadkowe.

Głosuję na niego, bo to facet jak ty i ja”.
Jesteśmy z panem. My, prawdziwi Polacy”.
Przecież to D10s. Wybiorę go kapitanem

---

Za garść inspiracji i śródtytułów, bez których ten artykuł nie powstałby w tej formie i tempie – dziękuję Legendom FCBarca.com.
(K.)

Ankieta

Kto według Ciebie powinien zostać prezydentem FC Barcelony?

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Wymienić całego klubu + Chowańskiego / na prezydenta/ ten by poprowadził klub do tytułu Mistrza Świata

Polecam! Ciekawy głos w dyskusji.
h/t @KeyNew [emoji: bicek]

https://www.fcbarca.com/31177-laportyzm.html

Uważam, że 11% głosów na Fonta pod tak wybitnie stronniczym na korzyść Laporty artykułem to wynik rewelacyjny i ewidentnie pokazujący, że Laporta to żaden faworyt.
Moim zdaniem prezydent powinien być przede wszystkim transparentny. Ma rządzić klubem na jego korzyść i chwałę. Przy ego Laporty mam duże wątpliwości czy rządy byłyby na korzyść klubu czy jego samego.
Transfery Keirrisona czy Henrique śmierdzą do dzisiaj. Może Laporta ma doświadczenie, znajomości, ambicje ale ja mu zwyczajnie nie ufam.
Argument znajomości z agentami jest akurat słaby. No bo jak przyjaciel Raiola zażyczy sobie prowizję z kosmosu to co, koledze odmówi? Cudze pieniądze wydaje się łatwo.
Uczenie się zarządzania latami to też bzdura. Owszem Laporta z lotu pewnie by się wdrożył ale każdy inny nowicjusz ogarnie się w kilka kilkanaście tygodni. To nie jakaś fizyka kwantowa przecież.
Temat rzeka, nie znam reszty kandydatów, nie ja wybieram. Wierzę tylko, że trafi się w końcu na tym stanowisku jakiś prawdziwy cule, który nie będzie w nic zamieszany a każdy kibic nie będzie się zastanawiał co się w tym klubie wyprawia.

@challenger
Może przypomnijcie mój felieton o prezydenturze Laporty gdy odchodził. Tytuł: Laportyzm :)
Mi się Laporta nie podoba i nie mam do gościa zaufania. Jak startował w 2015 roku chciał Abidala na swojego dyrektora sportowego..Bo miał raka i dobrze się sprzeda, a że przegrał to go podkradł mu Barto :) Rzucał Pogbą, teraz niby Haalandem, a skąd kasę na niego, jak na Depaya 15 mln nie było. Wolałbym dać szansę Fontowi z tym jego projektem budowanym kilka lat.

Mając na względzie tragiczną sytuację finansową BARCELONY zastanawiać może to czym jest podyktowane to, że startuje tylu kandydatów

jak chcemy prezesa z JAJAMI to oczywiście Laporta

Ankieta pod takim artykułem to miód na serce demokracji :D

Laporta musi wygrać jedyny kandydat który w tych ciężkich czasach podniesie nasz Kochany Klub na wyżyny. I nieważne nawet czy Ney, Haaland czy Mbappe są na liście życzeń to jest to osoba która ma kompetencje by po raz kolejny dźwigać klub do góry.

Zastanawia mnie czy czy Laporta będzie potrafił się odnaleźć w nowej trudnej rzeczywistości. Po pierwsze jego zapędy polityczne i ciągłe wbijanie szpilki w Madryt niczego dobrego nie przyniosą, zwłaszcza, że stolica jest bardzo na tym punkcie wyczulona. Po drugie nie wiem czy kolejny projekt sportowy musi opierać się znowu na Messim. Za rok będzie miał 34 lata i przez gigantyczną pensję może warto zrobić mu pożegnanie godne najlepszego zawodnika świata i pozwolić mu odejść do Guardioli. Wtedy będzie na pensje dla nowych gwiazd. Po trzecie znów nie ma konkretnego planu poprawy sytuacji finansowej. Czy planuje przebudowę Camp Nou? Czy będzie chciał koszulek bez reklam? Czy zatrudni w końcu doświadczonych ludzi od transferów, aby K9 nigdy się nie powtórzyło?
Na koniec najdziwniejsze jest to, że chłop wiedział już od jakiegoś czasu o wcześniejszych wyborach a i tak się na start kampanii nie przygotował. Zamiast wyjść ze sztabem ludzi i konkretnie rozłożyć przeciwników na łopatki to on ponawia błędy z poprzednich przegranych wyborów.

Dla mnie jedyny słuszny kandydat, oczywiście że z pomocą innych, ale to za jego prezydentury z drużyny która sezon przed nim walczyła o ligę Europy staliśmy sie najlepszą drużyną na świecie, a może i w historii.
Bardzo żałowałem że w 2015 kibice dali się nabrać na tryplet Bartomeu, a z kolei samemu Laporcie miałem zdecydowanie za złe to jak podszedł do wyborów. Bez żadnego przygotowania. Bez żadnego projektu.Mam nadzieje że tym razem wygra.

Artykuły Pana Chowańskiego bez zmian jak eseje w liceum, znaczy wodolejstwo w nadziei, że jakoś ukryje brak sensu. Ponownie na tarczy, ale cos mi się czuje, ze to pana nie zniechęci. Niemniej, cóż - Laporta, bo kto inny - takie to wybory. Font, który jest tu tak często wrzucany na czoło to gość z cyklu: nikt Ci tyle nie da co ja Ci obiecam. Facet leci z programem z gatunku ładne symbole, zero praktyki. Weźmiemy Xaviego na trenera, UNICEF na koszulki i szast prast, przeniesiemy się magicznie do 2009 r. Też bym tak chciał, no ale z bajkami to jest tak, że słabo im idzie w rzeczywistości.

mój kandydat to Font

Sportowo Rosell bije na łeb w/w, bo nie możemy zapominać, że Ronnie na CN, to w ogromnej mierze właśnie zasługa Sandruszko. Kolejny supertransfer to Neymar, szkoda tylko, że historia z nim tak smutno się skończyła.
Dziś Laporta nie ma za plecami Rosella, nie ma Dinho, złotego pokolenia z La Masii, Pep przeciągnął kontrakt z City, u Obywateli rządzi też Soriano, który w mojej opinii był bardzo istotnym ogniwem w strukturze Laporty i na kasie zna się jak mało kto.
Jakich ludzi zdołał przekonać do siebie Laporta? Barcelona, czy własna kariera będzie dla nich celem nadrzędnym?
Do wczoraj, czyli oficjalnego komunikatu Joana o starcie w wyborach, "byłem" w obozie Fonta. "Członkostwo" mało zdecydowane, ale z całego grona kandydatów to właśnie Victor zrobił na mnie wrażenie. Nie ma oczywiście doświadczenia Laporty, ale jestem w stanie uwierzyć, że nad projektem pracował długo i ciężko.
Laporta rozczarował mnie w 2015, wskoczył w tamte wybory jak po ogień.
Wciąż mam jednak dobre wspomnienia z jego prezydentury, z nim kojarzy się wszystko co najlepsze dla kibica Barcelony. Od Laporty z całą pewnością możemy spodziewać się jakiegoś asa w rękawie. Facet nie przychodzi tym razem z pustymi rękoma.
Taki wybór jakie czasy-trudny.

Jeśli ktoś ma wyciągnąć klub z kryzysu to właśnie on. Już raz to zrobił, zrobi więc i drugi. Od początku liczyłem że będzie kandydować, bo jak widzę tą niezdrową podnietę Fonta Xavim to mi się zwraca poprzedni posiłek. Font nie dorasta Laporcie do pięt, choćby pracował nad tym niby projektem od urodzenia nawet. Cóż z tego, że pracuje nad tym od lat, jak nie ma w tym sensu, bo chce wszystko opierać na gościu bez doświadczenia w zarządzaniu klubem. Dlatego mam nadzieję, że socios nie dadzą się omamić i postawią na oczywistą oczywistość czyli Laportę i wielka Barca wróci.

"W niedzielne popołudnie Barça znów zagrała jak za najlepszych chwil na ławce Guardioli i Lucho."

Jak się chce coś pisać i publikować to na trzeźwo ;-)

"Okiem Chowańskiego" po przeczytaniu nagłówka już wiem, że będzie przerost formy nad treścią i niestety nie pomyliłem się. Zastanów się czy te wszystkie "ozdobniki" są naprawdę potrzebne. Nic nie wnoszą, a jedynie powodują, że przez połowę tekstu jest "męczenie buły". No chyba, że chcesz kogoś do swoich tekstów zniechęcić to wtedy ma to sens.

Jeśli chodzi o treść to nie do końca się zgadzam. Nie odbieram Laporty jako wielkiej ikony, a przez uwikłanie się w politykę, wykorzystywanie do tego klubu, transfery z dupy typu Kerrison wolałbym Fonta na prezydenta. Przecież taki kumpel jak Mendes wydoi Joana i Barcę do kości.

Z jednym się zgadzam doświadczenie zdecydowanie za nim przemawia, ale ja bym wziął kogoś innego z innym spojrzeniem

Jak Laporta "żyje" z Jorge Mendesem?:)

Oby wyciagnal Barce z dolka.

Tylko nie Laporta

Socios już raz popełnili błąd wybierając Bartomeu zamiast Laporty. Mam nadzieję, że nie popełnią go po raz drugi.

Zakontraktowanie wynalazków typu Keirisson czy Henrique, ale także takiej gwiazdy jak Ronaldinho to zasługa wiceprezydenta Sandro Rosella. Laporta stosunkowo szybko poznał się na swoim wicku. Prawdopodobnie poszło o próbę spieniężenia przez Sandro największej ówczesnej gwiazdy Blau Grany - Ronaldinho.

Ciężko o „większego” prezesa w świecie futbolu niż Perez, ale Laporta jest jedynym, który moze go przebić. Pełna zgoda z autorem.
KONTAKTY, niech to słowo wielu zapadnie w pamięć. Laporta je ma i to pod dostatkiem.

Kto by nie chciał mieć romansu z aktorką porno...

My sie nie liczymy, ale w ostatniej ankiecie cules mial ok 50%. Tyle ze to bylo 3-4 mce temu... mysle ze cules go wybiora teskniac za tym co zrobil w 2003... i on im o tym przypomni

On ma to coś. Ten zmysł. Ludzie typu Bartomeu mogą być świetnymi doradcami, takim pierwszym oficerem. Ale kapitanem musi być ktoś inny.
Z tego co Laporta mówił czuć, że on wie co i jak się robi. Jednak kierowanie klubem to nie to samo co kierowanie na przykład hurtownią gdzie coś się po prostu kupuje i sprzedaje. Trzeba być dobrym psychologiem i wiedzieć rzeczy, których nie uczą na kursie ekonomicznym.

Ja też stawiam na Laportę!

Nie mam jeszcze przekonania który kandydat poczekam na kampanie.Natomiast niw uważam ze sportowo jest źle mamy 3 świetnych piłkarzy z przodu Fati Dembele i Pedri.Na dziś nie wiem jaki inni skrzydłowi dali by radę grać na tej pozycji.Do tego jest Pedri który musi z Fatim dorosnąć.Do tego jest konrad z tyłu jest Pedri.Zgodzę się tu z Koemanem i xavim że Barca potrzebuje 2-3 graczy.Mamy zdolną młodzież w Barcelonie B jest 5 zawodników mających aspiracje na 1 zespół a mamy jeszcze jedną generacje niżej zdolnych zawodników.Zgadzam się z opiniami Tebasa ze gdyby nie pandemia Barca by sobie poradziła.Uważam ze reakcje na sytuacje w okresie pandemii była dobra.Pozbyto się drogich starych zawodników uruchomiono międzynarodowy sklep i stworzono platformę tv skorzystałem z obu tych rzeczy.Sprowadzono trenera który na ten moment jest znakomity dla tej drużyny.Plany wzmocnienia Garcia znakomite.zatrzymano na razie leo i jest Realna szansa ze zostanie zwłaszcza ze moze dogada się z griezmanem a Dembele będzie lepszy.Nie ma potrzeb aby gdzieś jechał.Czy haland przyjdzie nie wiem.Wiele klubów go chcę Real ma ogromny problem bo tak naprawdę tam potrzebna jest rewolucja na 3 lata bo jest droga w zasadzie do zostania nadaję się bramkarz, Casemiro, odegard jak będzie zdrowy, valverde.Warunkowo trzeba przyjrzeć się obronie bo gra coraz słabiej hazard do końca roku trzeba mu dać szanse vinni szansa do końca roku jeśli zacznie strzelać reszta się nie nadaje.Sam haland Mbappe to za mało kubo musi się fizycznie wzmocnić a reiner się nie przebija do składu są z nim klopoty wychowacze.Modric, kross Benzema , Marcelo , Ramos to zawodnicy góra na rok dwa.Zkim tam haland czy Mbappe ma grać ten zespół będzie grał w kratkę.Barca w tym aspekcie sportowym jest o niebo lepszej pozycji.Przegrała mecz z Realem ale było za mało czasu na pracę koemana z zespołem.Ja nie wiem czy można powiedzieć ze Baryek nie poradził sobie w kryzysie.Też dogadał się z zawodnikami przy pierwszej obniżce pensji.
Co do laporty to najpoważniejsxy

Laporta jest kandydatem skrojonym pod Barcelonę. Zna temat, potrafił pokonać Real na każdym polu i przez to dla wielu był niewygodny. Miejmy jednak nadzieję, że to zmarnowane dziesięciolecie będzie zastąpione Nową Nadzieją. :)

Tak, jak wczoraj pisałem pod arto konferencji prasowej Laporty. On jest jedynym kandydatem, który był kiedyś prezydentem, miał udaną kadencję, gdyby nie przepisy, to pewnie został by dłużej niż do 2010 roku. Socios nie brali pod uwagę vitum nieufności, które jest na tapecie od kilka lat. Punkt wejścia na fotel też jest ważny, w 2003 był ogromny kryzys, pewnie większy niż teraz. Laporta jest 17 lat starszy niż wtedy i wie, jak ten świat biznesu działa. To jest ogromna przewaga, do tego kocha ten klub i zrobi/poświęci dla niego wiele. Poprzedni zarząd nie potrafił przyznawać się do błędów brnął w nie i tonął, ale nie uznawał, że się pomylił. Idealny przykład Gomesa. Poprzedni prezydent potrafił wyjść do piłkarzy i powiedzieć, że Barca Gate nie istnieje, nic takiego nie miało miejsca, a po kilku godzinach pojawiają się dowody, że kłamał. Font zapowiada kandydowanie od wielu miesięcy, jak nie lat. Chcę przeć wszystko na jednym nazwisku, a co będzie, jeśli to nazwisko nie da rady i poza tym nazwiskiem nie ma planu B? Zacznie się kolejna improwizacja?
Trzymam kciuki za Laportę, to Barca bardziej potrzebuje jego, niż on jej.

Barcelona ma JEDEN MILIARD DŁUGU!
Przed pandemią jej roczny zysk to około 10 MILIONÓW euro.
Dziś jest o krok od bankructwa.
A ktoś proponuje wydanie NA KREDYT kolejnych 200 - 300 milionów
Czy potrzeba pisać coś więcej?

Mam takie luźne przemyślenie skierowane do redakcji serwisu.Może dało by się zrobić ankietę wyborczą jak będą znane nazwiska wszystkich kandydatów w walce o prezydenta Barcelony?Tak na luzie ,zobaczyć jak w naszej internetowej społeczności rozkładają się głosy i sympatie fanów.

Haaland pewnie trafi do Hiszpanii ale nigdy nie zagra w Barcelonie. Domyślacie się chyba dla kogo będzie strzelał gole?

Świetny felieton @challenger :)
Font może zostać prezydentem Barçy jeszcze kilka razy, dla Laporty to wg mnie ostatnia szansa. Tylko Joan jest w stanie przekonać Leo do pozostania i oby wygrał!

Laporta > wszyscy inni. Tyle w temacie.

Bez względu na sympatie to Laporta jest kandydatem nr 1 - zna klub, wie co robić, wie że LM i wzmacnianie klubu jako organizacji jest ważne i tylko tego trzeba - stabilności bez kotów w worku.
Są na tym forum ludzie którzy popierają Fonta bo gada głupoty o jakimś nieokreślonym projekcie sportowym, a na przestrzeni ostatnich miesięcy jest tylko bezlitośnie wyjaśniany przez kompetentne osoby. Barcelonismo nie zna prawie wogóle tego gościa - gdyby nie pałętał się przy poprzednich wyborach to nikt o nim by nie słuszał. Jakieś firmy w Dubaju, jakieś opowieści o Pepie, Xavim i całej serii byłych zawodników/dyrektorów, gdzie z połową nawet nie rozmawiał świadczy jedynie o populiźmie zakładającym że ktoś na niego zagłosuje bo przykleił sobie fotkę Xaviego do programu wyborczego. Dla mnie to kandydatura pokroju Polskiej Partii Przyjaciół Piwa z lat 90.

Piłka to biznes. Trzeba grać brudno, mieć znajomości i być trochę szalonym. Laporta się na tym zna, Bartkowi podpowiadali nieudacznicy. Cygaro z Raiola, golfik z Mendesem i transfer fichado, a Font jest nijaki. Już popełnił PRowy błąd z Koemanem i tylko pokazuje to, że gość nie zna się na tym biznesie, w którym chodzi o wygrywanie.

W przeciwieństwie do ostatnich, ten artykuł da się czytać.

Ostatnio zastanawiałem się, co niby więcej ma do zaoferowania Font od Laporty ?
Wszak projekt tego pierwszego pod tytułem "Xavi naszym projektem", to raczej nie za wiele.
Kasy i naprawdę wielkich transferów nikt tu w zębach raczej nie przyniesie.
Laporta to trochę populista, ale przynajmniej ma doświadczenie i jest culé z krwi i kości.


Komentarz usunięty przez użytkownika

"Zanim Víctor Font i inni nauczą się o zarządzaniu globalną organizacją tego kalibru tego, co Laporta wie na samiutkim starcie, minie czas. Dużo czasu "

Też tak myślę,do gaszenia tego pożaru trzeba kogoś kto kuma czacze i wjedzie z buta od razu ;)

Nope... Nie dla tak poliglotycznej polityki Laporty i braku transparentności w planach.

ja tak samo na Laporte ! przypomina mi Pereza z Realu i takim trzeba być bo to jest biznes !

Si