Emili Rousaud: Prosiliśmy Bartomeu o zwolnienie Valverde po porażce z Liverpoolem, ale on nas nie słuchał

Dariusz Maruszczak

30 października 2020, 15:45

EFE

8 komentarzy

Fot. Getty Images

Były wiceprezydent FC Barcelony Emili Rousaud w wywiadzie dla agencji prasowej EFE ujawnił kilka informacji związanych ze współpracą z Josepem Marią Bartomeu, ocenił decyzje ustępującego zarządu i opowiedział o swoich planach dotyczących prezydentury.

Zaskoczyła cię dymisja Bartomeu?

Tak, przede wszystkim dlatego, że dzień wcześniej wygłosił godzinne przemówienie, w którym powiedział, że nie rezygnuje. Jednak nawet bez meczów piłkarskich, ci socios, którzy uczestniczyliby w głosowaniu nad wotum nieufności, w większości byliby zmotywowani, żeby zwolnić prezydenta. Więc Bartomeu miałby duże szanse na porażkę.

Jedną z ostatnich decyzji Bartomeu przed dymisją było zaprezentowanie projektu Barça Corporate. Co o nim sądzisz?

Odebrałem tę inicjatywę jako potrzebę wygenerowania gotówki. To znaczy, że biorę wszystkie te aktywa [Barça Innovation Hub, Barça Studios, Barça Academies, Barça Licensing & Merchandising] i wyceniam je, żeby pojawiła się możliwość, aby fundusz inwestycyjny mógł mi za nie zapłacić.

To interes długo czy krótkoterminowy?

Problem polega na tym, że takie porozumienia są długoterminowe i to podejście wydaje mi się bardzo osobliwe w zarządzie, który już odchodził. Jeśli nie zamierzasz zamykać tego budżetu, nie zaczynasz podejmować zobowiązań z długoterminowymi funduszami inwestycyjnymi. To sposób na generowanie pieniędzy na teraz, ale być może uwarunkujesz przyszłość klubu na najbliższe 10-15 lat. Wydaje mi się, że to bardzo zła polityka, ponieważ ten sposób działania został użyty w wielu innych tematach. Na przykład w odroczeniu płatności 300 milionów euro na transfery, które jesteś winny innym klubom, w odroczeniu płatności wynagrodzeń i przedłużenia kontraktów, które były surrealistyczne z mojego punktu widzenia.

Czy zatem pożyczka od Goldman Sachs w celu sfinansowania Espai Barça również wydaje ci się zła?

Nie wkładajmy tego do tego samego worka. To bardzo dobrze wynegocjowany produkt przez Quique Tombasa, nie ma w nim uwzględnionych zasobów majątkowych, bazuje na przyszłych przychodach z wykonanej pracy, z których zostanie spłacony kredyt. Moim zdaniem to doskonały produkt.

Czy mógłbyś poprowadzić kandydaturę na prezydenta FC Barcelony?

Tak, mógłbym.

Podjąłeś już decyzję?

Nie, ale to może być uwarunkowane. Prowadzę rozmowy z wieloma wstępnymi kandydatami, ponieważ uważam, że w tej sytuacji, tak krytycznej dla klubu, dobrze byłoby mieć jeden połączony i przekrojowy zarząd, który skupiałby wszystkie tendencje barcelonismo i miał neutralność ideologiczną. Celem byłoby osiągnięcie konsensusu w kluczowych kwestiach.

Jest jednak problem ego. Kto zrobiłby krok w tył, żeby ktoś inny mógł przewodzić kandydaturze?

Jeśli nie uda się przezwyciężyć problemu ego, nie będzie można utworzyć tego typu kandydatury.

Jaka była reakcja wstępnych kandydatów podczas spotkań, które z nimi przeprowadziłeś?

Na początku nie pojawił się problem ego. Do tej pory mieliśmy bardzo prezydencką formę rządzenia, a klub zasługuje na to, żeby podejmować decyzje kolektywnie.

Twoja propozycja przypomina tę Joana Gasparta z 2000 roku, kiedy próbował zebrać wszystkie tendencje w ramach swojej kandydatury po długim okresie władzy Josepa Lluisa Núñeza, aby wszyscy się ze sobą dogadywali.

Szukam konsensusu, ale nie mam problemu, żeby się z kimś nie dogadać, jeśli to konieczne. Podejmuję decyzje w oparciu o czynnik ekonomiczny. W Factor Energia [firma Rousauda] zatrudniam dobre osoby, zdolne i zaangażowane. Ludziom, którym coś przekazuję, tłumaczę, że powinni uczyć się mówić nie, ponieważ jeśli tego nie zrobisz, skończysz w sieci cudzych interesów.

Kiedy zdecydujesz, czy będziesz kandydował?

W ciągu najbliższych tygodni. Muszę porozmawiać ze wszystkimi wstępnymi kandydatami, aby dowiedzieć się, czy dołączą do mojej propozycji, czy nie. Trudno będzie, żeby się wykrystalizowała ze względu na ego, ale mamy też określony bardzo kompletny projekt, który możemy zrealizować. W zakresie sportowym od jakiegoś czasu pracuję z Josepem Marią Minguellą.

Liczyłbyś na któregoś z sześciu członków zarządu, którzy podali się wraz z tobą do dymisji?

Niektórzy powiedzieli mi, że nie chcą wracać do Barcelony, ponieważ bardzo się sparzyli. W tym zarządzie było wielu przyjaciół Sandro Rosella, a wśród tych sześciu dyrektorów był Silvio Elias. Liczyłbym na dwóch z nich. Niektórzy czuli się bardzo źle po deklaracjach Bartomeu, który zaklasyfikował nas jako nielojalnych wobec klubu. Inna sprawa, że nie byliśmy lojalni wobec prezydenta.

Rozmawiałeś z Bartomeu przed swoją dymisją?

Tak, ale trzeba umieścić to w odpowiednim kontekście. W protokole z ostatniego posiedzenia zarządu, w którym uczestniczyłem, w całkowitej izolacji, jest moje wyraźne zdanie, w którym mówię: „Barto, musimy obniżyć wynagrodzenia zawodników o 30%”. Zdaliśmy sobie sprawę, że Bartomeu nas nie słucha, i mieliśmy już dość, przede wszystkim biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w sprawie mediów społecznościowych. Bartomeu mówił to, co sprawiało, że wyglądał dobrze, ale potem tego nie spełniał, co spowodowało całkowity brak zaufania piłkarzy wobec niego. Z powodu tego wszystkiego dziewięciu członków zarządu rozważało rezygnację na następnym posiedzeniu, a sześciu z nas już podjęło decyzję. Jednak ktoś zdradził mu nasze zamiary, a on przełożył spotkanie. Wymówką, którą mi przedstawił, żeby mnie zwolnić, było to, że mówiłem źle o piłkarzach przed prasą, coś, co było kłamstwem. Mówiłem jedynie, że musimy być bardziej ambitni pod względem redukcji wynagrodzeń i powiedziałem to na posiedzeniu zarządu, a nie dziennikarzom.

Wcześniej nie rozważałeś dymisji? Na przykład po porażce z Liverpoolem.

Wówczas prosiliśmy Bartomeu o zwolnienie Ernesto Valverde. I w jednym przypadku zmusiliśmy go do zrobienia tego, czego nie chciał. Nie pozbył się Valverde, ale postanowił zwolnić Pepa Segurę jako menedżera generalnego ds. obszaru sportowego, co mocno rozzłościło Jordiego Mestre.

Uważasz, że Generalitat ma szczególny interes w tym, żeby nowy prezydent FC Barcelony był związany z rządem?

Uważam, że Generalitat zawsze miał taki interes. Tak było już w przypadku Sixte Cambry [wiceprezydent w latach 1993-1999]. Mocno wierzę jednak w niezależność polityczną i finansową FC Barcelony. Klub manifestuje, kiedy coś się wydarzy, ale nie staje po żadnej stronie.

Czy podczas posiedzeń zarządu Bartomeu słuchał dyrektorów?

W zakresie sportowym potwierdzaliśmy to, co zostało już postanowione. Nie było debaty. Temat sportowy całkowicie warunkował część finansową i majątkową.

Czułeś się mało ważny?

Pierwsze lata były mroczne. Nie byłem z otoczenia Bartomeu i wybrał mnie, ponieważ mówiłem mu, że jestem bardzo podekscytowany byciem dyrektorem Barcelony. Pierwszym problemem, jaki miałem, było to, że nadszedł czas, aby głosować nad wyrokiem skazującym klub [ws. Neymara], a ja nie głosowałem za. Quique Tombas i Maria Teixidor też nie. Bartomeu odebrał to jako osobisty atak. Aż przyszedł moment, w którym chciał powołać komisję, aby upewnić się, że kontrakty były czyste i transparentne.

Komisję ds. umów, której przewodziłeś…

Istotnie.

17 lutego 2020 roku wybuchła afera Barçagate.

Kontrakt w wysokości miliona euro rocznie musiał przejść przez moją komisję. Wówczas wyjaśniano, że został on podzielony na różne departamenty. Pierwsze pytanie, jakie zadaję, brzmi: ile jeszcze kontraktów przeszło w ten sposób? Ponieważ to może być tunel metra.

Jeden z członków ustępującego zarządu Xavier Vilajoana ma duże szanse, aby zostać kandydatem na prezydenta. Co o nim sądzisz?

To nie jest przygotowane. Vilajoana był członkiem zarządu odpowiedzialnym za futbol młodzieżowy. Na końcu musisz działać w rzeczywistości.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

No i już gó.wno zaczyna się wylewać, a to 1 dzień po dymisji. Niesamowite.

Akurat z Liverpoolem to trzeba było na 4:0 strzelać Dembele w pierwszym meczu i zachować koncentrację w drugim, szczególnie przy rzucie rożnym. Wtedy nie obwiniłabym zbytnio Valverde, tylko drużynę, a jeszcze bardziej organizację wyjazdu, kiedy całą noc kibice Liverpoolu hałasowali potężnie przed hotelem, aby spać się nie dało. I to niewyspanie mogło być kluczowym czynnikiem podczas meczu, bo chodzili jak ze snu wyrwani.

Bartomeu nawet na dzień przed dymisją kłamał, że nie odejdzie... To chyba mówi wszystko o nim.

Inna sprawa, która mi mocno nie leży, to moment, w którym taka osoba podaje się do dymisji. Wszyscy zadowoleni, bo już jej nie ma - koniec tego syfu. Nie rozumiem dlatego, czemu po tej dymisji nie wyciąga się konsekwencji od takiej osoby ?
To samo się tyczy choćby Szumowskiego i innych polityków, którzy niedługo znikną. Nie może być tak, że ludzie są zadowoleni, bo ktoś odszedł z funkcji, które zniszczyły czy to klub, czy to Państwo.

Valverde powinien był polecieć już po porażce z Romą.