Josep Maria Bartomeu: Arthur już nie wróci, zostanie ukarany [cz. 1]

Julia Cicha

2 sierpnia 2020, 16:35

Sport

45 komentarzy

Fot. Getty Images

Josep Maria Bartomeu udzielił obszernego wywiadu dziennikowi Sport. Prezydent opowiedział o transferach, przyszłości trenera, aferze z Arthurem oraz o planach na przyszłość. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą częścią rozmowy.

„Sprawa Arthura” rozpoczęła się tak naprawdę wtedy, gdy ogłoszono jego transfer do Juventusu.

Musieliśmy przedłużyć z nim umowę, ale sytuacja finansowa sprawiła, że było to bardzo trudne. Ciężko jest zobowiązać się na wiele lat. Arthur otrzymał bardzo dobrą ofertę z innego klubu, powiedział nam o niej i okazało się, że gra tam Pjanić, którym Barça interesowała się od jakiegoś czasu. Doszliśmy do porozumienia. Decyzję o odejściu podjął jednak Arthur. Jego pozycja nie była niepodważalna, a tam wydaje się, że zapewniono mu miejsce w podstawowym składzie. Do tego potrojono mu zarobki. Podatki we Włoszech są bardziej korzystne i łatwiej jest sprowadzić piłkarzy mniejszym kosztem. Dlatego odszedł.

Barça straciła jednak ważnego zawodnika jeszcze przed zakończeniem sezonu.

Doszliśmy do porozumienia, że do zakończenia sezonu Ligi Mistrzów Arthur pozostanie w Barcelonie. Ma swoją wartość w zespole i mógłby nam pomóc. Arthur nie wrócił z krótkich wakacji. To nieakceptowalny brak dyscypliny. Z tego powodu wszczęliśmy dochodzenie, ponieważ nie ma żadnego powodu, który usprawiedliwiłby jego nieobecność.

Jakie podał powody?

Zadzwonił do Abidala, ale nie podał konkretnego powodu. Powiedział po prostu, że postanowił nie wracać, a jego etap w Barcelonie dobiegł końca. Zakładam, że poleciał do Brazylii i chciał po prostu przedłużyć wakacje. To sprawiło, że musieliśmy wszcząć dochodzenie dyscyplinarne, ponieważ powinien grać w zespole do zakończenia sezonu Ligi Mistrzów, tak jak Pjanić. Tak uzgodniliśmy.

Co takie dochodzenie oznacza w praktyce?

Trzeba przeanalizować to, co się wydarzyło, i spróbować poznać przyczyny. Zapytać piłkarza o powody i zobaczyć, co powie. Jeśli jego wyjaśnienia nie będą uzasadnione, nałożymy na niego na pewno sankcję ekonomiczną. Ponadto pracownik kiedy nie pracuje, nie zarabia. Okazał brak szacunku kolegom, którzy chcą dobrze spisać się w Lidze Mistrzów. Zabrakło mu też szacunku do klubu. To nielogiczne, że grając o tak ważny tytuł piłkarz postanawia się usunąć. To nieuzasadnione i kompletnie niezrozumiałe.

Istnieje jakaś szansa, że wystąpi w Lidze Mistrzów?

Zadzwonił do nas i powiedział: „nie wrócę, zostaję w Brazylii”. To jego decyzja. Nikt mu na to nie pozwolił.

Czy te wydarzenia pokazują, że sprzedaż Arthura była dobrą decyzją?

Pod względem finansowym przeprowadziliśmy dobrą operację. Sportowo zobaczymy, ale uważamy, że jest to korzystny ruch. Arthur był dobrym piłkarzem, choć jego miejsce nie było niepodważalne. Był dobrym zawodnikiem nr 12. Dyrekcja sportowa wolała jednak Pjanicia, którego obserwowaliśmy od dłuższego czasu.

Nie zależało wam wyłącznie na księgowości?

Nie. To decyzja sportowa, która później przełożyła się na porozumienie finansowe. Arthur to piłkarz, który nie mógł przedłużyć umowy za taką kwotę, jakiej by chciał, otrzymał lepszą ofertę, powiedział nam o tym, a my nie mogliśmy jej wyrównać. Postanowił odejść i wtedy zorganizowano operację.

Czy kryzys spowodowany koronawirusem dotyka bardziej dużych drużyn?

Przede wszystkim tych dużych. Pojawiają się problemy z powodu braku przychodów komercyjnych. Nie sprzedajemy biletów, nie otwieramy muzeum ani sklepów, nie działają loże VIP. Barça zarabia najwięcej na świecie, więc jest też najbardziej dotknięta. Nie znaczy to, że przestaniemy teraz zarabiać najwięcej, ale najbardziej nas to dotknęło. Małe i średnie kluby opierają swoje przychody przede wszystkim na zyskach ze sprzedaży praw telewizyjnych, które się nie zmieniły. U nas stanowią one tylko 25% budżetu. Reszta to przychody komercyjne. Chciałbym podziękować sponsorom, że dalej na nas stawiają, mimo że firmy cierpią.

Ten sezon nie jest łatwy. Nie planowałeś podać się do dymisji?

Nie odejdę z powodu odpowiedzialności, którą wziąłem na siebie w 2015 roku. Mamy plan strategiczny w trakcie realizacji. Odejście zarządu w takim momencie byłoby nieodpowiedzialne. Nikt nie zna Barçy lepiej niż my. Nikt lepiej nie zna piłkarzy, trenerów UEFA, FIFA, RFEF i LaLigi. W przyszłym roku zostawimy wszystko przygotowane. Staramy się, by kryzys jak najmniej nas dotknął. Śledzimy wszystkie operacje finansowe w najbliższych miesiącach. Zajmie się tym komisja, której członkami będą wiceprezydenci Jordi Moix i Oriol Tomas oraz David Bellver i Oscar Grau.

To twój najtrudniejszy sezon w roli prezydenta?

Pandemia była czymś całkowicie niespodziewanym. Wpłynęła na nas wszystkich. Najważniejsze i najpilniejsze jest jednak sprawienie, by nie miała ona na nas wpływu. Wiem, że ludzie źle to znoszą. Ważne jest, byśmy zdawali sobie sprawę z tego, co się dzieje, by podejmować odpowiednie decyzje.

Zamknęliście już sprawę Barcagate?

Zamknięto ją wraz z wynikami audytu, który pokazał, że nikt nie przywłaszczył sobie pieniędzy. Nie doszło do oszustwa ani do korupcji, nikt nie domagał się dyskredytowania piłkarzy. Do tego zapłaciliśmy cenę rynkową. Martwi mnie jednak, że nie dokończono zamówionych usług, trzeba to zrobić. Wstrzymaliśmy płatność do momentu dokończenia pracy.

Kiedy kibice będą mogli wrócić na Camp Nou?

Chcielibyśmy, by nastąpiło to jak najszybciej. Mam nadzieję, że już na początku kolejnego sezonu. Wdrożyliśmy już własny plan przygotowawczy, teraz doszło jednak do przypadku Fuenlabrady, a w innych zespołach też pojawili się zarażeni. Trzeba przestrzegać protokołu.

Espai Barça miało być twoim dziedzictwem. Boisz się, że ten projekt się nie powiedzie?

Martwi mnie to, ponieważ mamy opóźnienie. Zaczęto o tym mówić już w 2003 roku z Núñezem, potem w 2003 wraz z Laportą. Nie jest to dziedzictwo jednego prezydenta czy jednego zarządu, to projekt klubu zaakceptowany przez socios w referendum. Klub wie, że musi przebudować stadion, ponieważ obiekt się starzeje, potrzebujemy też nowych przychodów z nim związanych. Chcemy jak najszybciej rozpocząć prace. W kwietniu miało się odbyć kolejne referendum. Gdyby do niego doszło, teraz widzielibyśmy dźwigi pracujące tam od maja. Nie udało się. To lato jest stracone. Musimy jednak zacząć za rok.

Zorganizujecie nowe referendum?

Socios muszą zatwierdzić finansowanie, tego nam brakuje. Projekt jest gotowy, plany też, szukamy już konstruktora. Zatwierdziliśmy finansowanie, teraz muszą to zatwierdzić socios. Mowa o 800 milionach euro. Moglibyśmy zorganizować zgromadzenie socios, ale zależy nam na referendum, by mogli zagłosować wszyscy. Im szybciej, tym lepiej. Nie możemy stracić kolejnego lata. Nasi rywale mają nowe stadiony lub właśnie je odnawiają. Jesteśmy ostatnim wielkim klubem w Europie, który jeszcze tego nie zrobił. Niektóre rzeczy mogą poczekać, np. biura lub być może Palau, ale Camp Nou nie.

O co dokładnie zapytacie socios?

Poprosimy o zaakceptowanie finansowania poprzez pożyczkę z banku Goldman Sachs, bez gwarancji i hipoteki. Pieniądze zostaną zwrócone z części przychodów uzyskanych po zakończeniu prac. To nietypowy kredyt. Normalnie coś takiego nie istnieje, ale Goldman Sachs wierzy w Barçę i stawia na współpracę z nią w tym projekcie. 1/3 przychodów zostanie przeznaczona na spłacanie kredytu, a reszta na odpowiednie inwestycje.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Czekam na tytuł "Josep Maria Bartomeu już nie wróci, zostanie ukarany"
« Powrót do wszystkich komentarzy