Pięć lat tęsknoty za Pucharem Mistrzów i prymatem w Europie

Dariusz Maruszczak

6 czerwca 2020, 10:30

AS, Sport, własne

134 komentarze

Fot. Getty Images

  • Barcelona już od pięciu lat czeka na triumf w Lidze Mistrzów
  • Dokładnie 6 czerwca 2015 roku ostatnim razem potrafiła zdobyć miano najlepszej drużyny w Europie po wygraniu w finale tych rozgrywek z Juventusem
  • Początki nie były łatwe, a mimo to Katalończycy zdołali osiągnąć drugi tryplet w historii klubu

Sukces ma wielu ojców i tak też było w sezonie 2014/2015. Często również rodzi się w bólach. Początek kadencji Luisa Enrique nie był wybitny. Objął on drużynę po najgorszym sezonie w ostatnich latach, w którym Barcelona zdołała sięgnąć jedynie po Superpuchar Hiszpanii. Gerardo Martino musiał odejść ze stanowiska, a zastąpił go były piłkarz Blaugrany, z sukcesami prowadzący wcześniej drużynę rezerw. Luis Enrique dostał szansę, choć po przygodzie w Barcelonie B nie poszło mu najlepiej w Romie, a później prowadził tylko Celtę Vigo. Nie obyło się też bez zmian w kadrze drużyny. Cesca Fàbregasa i Alexisa Sáncheza zastąpili Luis Suárez i Ivan Rakitić, a w miejsce wieloletniego bramkarza Víctora Valdésa sprowadzono duet Marc-André ter Stegen - Claudio Bravo.

Początek nie zapowiadał wielkich sukcesów. Po porażkach ligowych z Realem Madryt i Celtą Barcelona spadła na czwarte miejsce w tabeli, a w Lidze Mistrzów przegrała z PSG, choć ostatecznie Barça zajęła pierwsze miejsce w fazie grupowej. Atmosfera w zespole i wokół klubu nie była idealna, także z powodów pozasportowych. Kulminacją było spotkanie z Realem Sociedad. Luis Enrique posadził na ławce Leo Messiego, Barcelona przegrała 0:1, a media rozpisywały się o konflikcie Argentyńczyka z trenerem i możliwej dymisji Lucho. Ostatecznie do tego nie doszło a to, co stało się później, przeszło do historii klubu.

Renesans

Od pojedynku na Anoeta Barcelona tylko w 3 z 21 meczów LaLigi straciła punkty. Pokonała Real Madryt, dwukrotnie Atlético i odzyskała mistrzostwo Hiszpanii. Katalończycy byli nie do zatrzymania również w Pucharze Króla, gdzie wygrywali m.in. z Rojiblancos, Villarrealem i w finale z Athletikiem. Drużyna Luisa Enrique nabrała rozpędu w decydującej fazie sezonu, co uwidoczniło się również w Lidze Mistrzów. Barcelona nie miała łatwej drogi do finału, a jednak potrafiła bez większych problemów wyeliminować mistrzów najsilniejszych lig europejskich: Manchester City (3:1 w dwumeczu), PSG (5:1) oraz Bayern (5:2). W finale 6 czerwca czekała już najlepsza włoska drużyna Juventus, która podobnie jak Blaugrana stanęła przed szansą na tryplet.

Zdobycie Berlina

Stara Dama była zespołem z mocną defensywą dowodzoną przez wielkiego Gianluigiego Buffona, a jej środek pola złożony z Andréi Pirlo, Paula Pogby, Claudio Marchisio i Arturo Vidala wydawał się nie mieć słabych punktów. W ataku groźni byli Carlos Tevez i Álvaro Morata. Mimo to Barcelona od początku dominowała. Już w czwartej minucie wynik otworzył Ivan Rakitić, który wykorzystał podanie Andrésa Iniesty, wybranego później najlepszym graczem finału. Katalończycy mieli kilka szans na podwyższenie prowadzenia, ale dobrze w bramce spisywał się Buffon. W 55. minucie Juventus wyrównał, gdy Morata skutecznie dobił strzał Teveza. W dość podobnych okolicznościach Barcelona ponownie wyszła na prowadzenie, dość szybko reagując na trafienie Starej Damy. Tym razem uderzenie Messiego odbił Buffon, a piłka wylądowała pod nogami Luisa Suáreza, który nie zmarnował tej szansy. W końcówce Juventus rzucił się do odrabiania strat, a Barça w kontrataku definitywnie rozstrzygnęła losy rywalizacji po tym, jak wprowadzony z ławki rezerwowych Pedro zagrał do Neymara. Barcelona wygrała 3:1 i sięgnęła po drugi tryplet w swojej historii.

FC Barcelona - Juventus 3:1
1:0 I. Rakitić 4'
1:1 A. Morata 55'
2:1 L. Suárez 68'
3:1 Neymar 97'

Skład FC Barcelony: Ter Stegen - Alves, Piqué, Mascherano, Alba - Busquets, Iniesta (77' Xavi), Rakitić (91' Mathieu) - Messi, Suárez (96' Pedro), Neymar.

Skład Juventusu: Buffon - Lichtsteiner, Bonucci, Barzagli, Evra (89' Coman) - Pirlo, Pogba, Marchisio, Vidal (79' R. Pereyra) - Morata (85' Morata), Tevez.

Sukces rzeczywiście miał wielu ojców. Decyzja o podziale wśród bramkarzy na występy w Lidze Mistrzów i Primera División była kontrowersyjna, ale okazała się słuszna, ponieważ Bravo i Ter Stegen znakomicie spisywali się w swoich rozgrywkach. Dani Alves już wtedy był weteranem i wydawało się, że najlepsze lata ma za sobą, ale wciąż był Danim Alvesem – piłkarzem niedoścignionym na swojej pozycji. Pewniakami w składzie byli Jordi Alba, Javier Mascherano i Gerard Piqué, który był bodaj w najlepszej formie w karierze. Fundament środka pola wciąż stanowili Sergio Busquets i Andrés Iniesta, a dołączył do nich zadaniowiec Ivan Rakitić, zabezpieczający prawą stronę przy ofensywnych zapędach Alvesa. Odsunięcie od podstawowego składu Xaviego budziło kontrowersje i doprowadziło do odejścia legendarnego pomocnika z drużyny. Miało swoje przyczyny, choć kapitan bez wątpienia też stanowił niezmiernie ważne wsparcie dla zespołu. Gdy mówi się o tamtym sezonie, nie bez powodu najczęściej wspomina się jednak mordercze tridente Messi - Suárez - Neymar. Członkowie jednego z najlepszych ataków w historii futbolu strzelili w tym sezonie 122 gole.

Nie można jednak sprowadzać sukcesu tylko do magicznego tridente. Wkład Luisa Enrique był nieodzowny, co można zauważyć nie tylko w powyższych decyzjach trenera, ustabilizowaniu zespołu i urozmaiceniu ataków, ale także jego rozmowach motywacyjnych. Barcelona pozostawała sierotą po odejściu Pepa Guardioli, której nie mógł na dłuższą metę adoptować z powodu choroby Tito Vilanova i której nie mógł do końca zrozumieć Gerardo Martino. Lucho wstrząsnął zespołem i nadał mu nowego wymiaru, choć wielu twierdziło, że cykl sukcesów już się zakończył. Barça wygrała pod jego wodzą nie tylko Ligę Mistrzów, ale też trzy Puchary Króla, dwa mistrzostwa Hiszpanii oraz po jednym Superpucharze Hiszpanii, Superpucharze Europy i klubowym mistrzostwie świata. Triumfy zespołu Luisa Enrique spowodowały również pośrednio sukces wyborczy Josepa Marii Bartomeu, któremu wcześniej nie dawano szans na wygraną. Czy Quique Setien również okaże się postacią tego formatu i pozwoli odzyskać Barcelonie upragniony prymat w Europie? Czy Barça ma w ogóle drużynę, która jest w stanie nawiązać do sukcesów sprzed pięciu lat?

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Przybywa lat bez ligi mistrzów a koniec kariery GOATa coraz bliżej... Bayern swietnie wyglada fizycznie i pojdzie po LM w tym roku. Nasi na kolanach byli w drugiej połowie z Realem, a w Neapolu wygladali jak średniak ze serie A, ktoremu udało sie urwać punkty neapolitańczykom. Nie czekalbym na cud.

DWIE LIGI MISTRZÓW W DWÓCH OSTATNICH SEZONACH NAM UCIEKŁY , I DWA RAZY Z TEGO SAMEGO POWODU nie ujmując drużynom które nas wyelminowały , przegraliśmy te mecze na WŁASNE życzenie... a jestem pewien że finał byśmy wygrali , gdybyśmy do niego doszli...pomimo usilnych starań i sabotaży valverde... a patrząc na dzisiejszą barce nawet sie nie łudze chyba że messi sam nam wszystkie mecze wygra na spółe z ter stegenem.. już nikt sie nas nie boi

Z Bayernem w dwumeczu btło 5-3 a nie 5-2.3-0 u siebie i 3-2 na wyjeździe.

Zawsze zostaje fifa

Enrique trzeba oddac,ze wprowadzil dyscypline i stale fragmenty gry przestaly byc utrapieniem a staly sie czesto silna bronia pomimo, ze wzrostowo ekipa byla podobna do.tych z wczesniejszych sezonow. Chyba mimo wszystko jednak chcialbym aby Barca nie wygrala wtedy tej LM a Bartka nie bylo na stanowisku prezesa bo od tamtej pory przez 5lat cofamy sie do tyłu.

Tęsknotę to ja mam za dobrą grą, a wtedy to i wyniki przyjdą.

Wtedy mieliśmy bardzo mocną ławkę, no i 5 lat młodszych Messiego, Suareza, Albę, Pique, Rakitica i Busquetsa.

Setien nie jest trenerem na sukces. Raczej smutnym schylkowym okresem Bartomeu i tym zarzadem. Mistrzostwo jest w stanie zdobyc, ale chyba nic wiecej. Potrzeba nowej gory (prezydenta i zarzadu) i odswiezonej ekipy.

MSN ! Trio z innej planety

Na pewno będzie to kontrowersyjna wypowiedź z mojej strony ale bardziej niż wygranie LM brakuje mi tej dominacji nad wszystkimi drużynami i wygranych nad odwiecznym rywalem w taki sposób, że Real był na skraju załamania nerwowego, co pokazywali Ramos i Pepe swoimi zachowaniami. LM wg mnie nie jest pucharem dla najlepszej drużyny, bo wiele w fazie pucharowej przypadku i dziwnych zbiegów okoliczności może wynieść Cię na piedestał bądź wtrącić do piłkarskiego piekła. Zwyczajnie kwestia szczęścia poza umiejętnościami, które drużyny mają na podobnym poziomie. Wystarczy wspomnieć że wykorzystana setka Dembele (Camp Nou)i skuteczna pierwsza połowa na Anfield mogły spokojnie wyeliminować mocny Liverpool. Tym razem wszystko poszło po myśli triumfatora poprzednich rozgrywek. Triumf w lidze jest bardziej miarodajny, bo pokazuje formę zespołów w całym sezonie i nawet jeden przypadek nie jest aż tak dramatyczny w skutkach

Kto by pomyślał że po tym triumfie w LM,Real wygra 3 razy LM z rzędu.

Z taką polityką transferową i płaceniem przeciętnym piłkarzom 10-20mln pensji za sezon ten klub upadnie w ciągu kilku lat. Co bardziej utalentowanych piłkarzy oddajemy za darmo albo za grosze, a w ich miejsce sprowadzamy szrot. Jeżeli chodzi o taktykę to od ponad 10 lat klepiemy tą tiki takę, którą wszyscy znają i wiedzą jak przeciwko nam grać. Od 2 lat wygrywamy tylko z zespołami, które nam na to pozwolą, nie licząc kilku wyjątków. Piłkarze którzy mają ponad 30 lat (Busquets, Pique, Rakitic, Suarez...) wnoszą do składu coraz mniej. Dobre występy przeplatają fatalnymi, a przez wysoką pensję nie mają zamiaru rozstawać się z klubem. Co na dłuższą metę poprawi kupno Lautaro? Nic. I tak na inne wzmocnienia nie ma szans, bo zarząd wydał wszystko na super talenty Dembele i Coutinho (z 5- letnimi pensjami (prawie 400mln). Do tego Griezmann, kupiony tylko dlatego, że była promocja (120 mln za takiego piłkarza to spoko cena). Co z tego, że nie ma dla niego pozycji na boisku.
Największym problemem jest to, że osoby robiące transfery nie uzgadniają ich z trenerem. Guardiola odniósł sukces bo miał wolną rękę i kupił zawodników pasujących do jego wizji. Moim zdaniem dopóki zarząd w całości się nie zmieni i trener nie dostanie wolnej ręki to nic więcej niż podarowane przez Real mistrzostwo Hiszpanii nie wygramy...

Co by nie powiedzieć tamten zespół miał charyzmę. Dziw bierze, że ta drużyna tak bardzo rozsypał się pod względem charakteru oraz zawziętości.Wyjazdowy półfinał z Bayernem też na początku nie zapowiadał się dobrze, wtedy chyba nawet szybko straciliśmy bramkę. Jednak tamten zespół miał to coś potrafił przełamywać swoje słabości. Miała swoje ego, którego nie można było drażnić. Oczywiście w tamtym momencie mieliśmy solidną pakę największe tuzy piłkarskiego świata. Lucho miał oczywiście swój wkład oraz pewien patent na zespół. Po za tym w momencie kryzysu sami piłkarze wzięli się za siebie. Tak czy inaczej każdy wieli zespół, drużyna zwycięzców ma wybitne jednostki w szatni. Oczywiście są wybitni piłkarze, którym cały świat oddaje poklask, jednak ci sami piłkarze nie mają takiej władzy w szatni. Budzą respekt ale charyzmę raczej wśród przeciwnej drużyny. Tamten sukces urodził się w bólach ale nie oszukujmy się oni byli do tego stworzeni. Nawet taka postać jak Xavi czy Pedro na ławce dawały tyle energii oraz poczucia stabilizacji oraz spokoju. Między innymi z tego powodu drużyna Lucho też się rozpadła. Stara gwardia musi być być zbalansowana z młodością. Tak czy inaczej historyczny oraz wybity sukces w tamtym czasie.

Oprócz umiejętności najważniejsza jest również psychika. Barcelonie w zeszłym sezonie poza podejściem nie brakowało niczego żeby wgrać Ligę Mistrzów. Odpadli tylko i wyłącznie na własne życzenie m, wychodząc nie wiadomo czemu kompletnie spanikowani na rewanż z Liverpoolem, mając dodatkowo 3-0 zaliczki. Na filmiku, który wstawiłem poniżej nie widać jakiejkolwiek presji przed finałem i to jest właśnie ta różnica.

https://twitter.com/infinitefcb/status/1242496742110695432?s=21


Ja p******e, odpaść po 3-0 w pieszym meczu z Liverpoolem bez Salaha i Firmino, marnując 3 setki. Oni przestraszyli się jakiegoś Origiego czy innego Shaqiriego. Nigdy tego nie przeboleję, nigdy.

W ciągu ostatnich 8 lat tylko 1 LM słabo to wygląda.

Ale się wtedy napiłem w blokowej siłowni po meczu. Piękny czas. Teraz nie ma ani picia, ani siłowni ani LM.
Komentarz usunięty przez użytkownika

Ależ to było tridente. Jak trójgłowy cerber MSN pożerało kolejnych gigantów w drodze po puchar mistrzów.

Niestety będzie nam jeszcze trzeba długo czekać... o ile ubsiebie możemy wygrywać tak w rewanżach na wyjezdzie już od kilku lat nie istniejemy A w LM to podstawa...

Jak można było przez 5 lat mając taki skład i najlepszego piłkarza w historii tak dać dup... i nie wygrać LM... Niepojęte dla mnie, jak można marnować ostatnie lata gry Messiego...

PS: Byłem na tym meczu w Berlinie, tylko albo aż na strefie kibica ale wspomnienia i uczucia nie do opisania...

Ehhh Xavi, Iniesta, Mascherano, Adriano, Alves, brakuje ich w szatni Barcelony...Piękny to był sezon, super gra Barcelony. Byliśmy jak walec, przed którym rywale drżeli już w szatni przed meczem. Teraz? Może i na Camp Nou dalej potrafimy zdemolowac rywala, ale już bez takiego przekonania jak wtedy. Na wyjazdach każdy czuje krew i wie, że Barcelonę można stłamsić. Żeby znowu rządzić w Europie musi zmienić się mentalność w drużynie, ale o podobne sukcesy będzie ciężko

to były czasy,teraz po golu cofamy się jak Polska Kadra.gramy piach,z taką grą i składem LM nie zdobędą przez kolejne 5 lat

Przegrywali mecze w szatni. Wcześniej nie kalkulowali by strzelić 1 bramkę, tylko parli do przodu