"Bóg i diabeł to nie FC Barcelona i Real Madryt" - o związkach FC Barcelony z Kościołem

Maciej Machaj

19 marca 2020, 19:32

17 komentarzy

W czasie, gdy świat zmaga się z pandemią koronawirusa, która sparaliżowała również zmagania sportowców, trudno o newsy czy ciekawostki dotyczące Barçy. Dlatego też zapraszamy do lektury artykułów o nieco innej tematyce, ale związanej z klubem z Camp Nou.

Wczoraj mieliście okazję dowiedzieć się, jak radzili (i w dalczym ciągu radzą) sobie byli piłkarze Barcelony w Chinach, a dzisiaj zachęcamy do zapoznania się z artykułem dotyczącym związków FC Barcelony z Kościołem. Nie jest to w żadnym wypadku próba syntezy, która wymagałaby znacznie szerzej zakrojonych badań, a jedynie przypomnienie wybranych, często mało znanych faktów.

Sant Jordi

Katalonia, której jednym z symboli jest FC Barcelona, od wieków związana jest z kultem jej wielkiego patrona – świętego Jerzego (Sant Jordi). Mieszkańcy regionu oddają cześć temu urodzonemu na przełomie III i IV wieku legendarnemu pogromcy smoka już od ponad tysiąca lat. W 1456 roku kataloński parlament w oficjalnym dokumencie ogłosił, że dzień wspomnienia świętego Jerzego będzie w Barcelonie świętem.

Krzyż świętego Jerzego – czerwony na białym tle – pojawia się również w herbie klubu. W pierwszej, obowiązującej od powstania klubu w 1899 roku, wersji krzyż uległ pewnej modyfikacji, ale już od 1910 roku istnieje w niemal niezmienionej do dzisiaj postaci.

Santa Maria del Mar

W czasie wojny domowej w Hiszpanii Kościół katolicki był jednym z wrogów ludu, przez co będące u władzy ugrupowania dążyły do jego całkowitego zniszczenia i usunięcia z życia publicznego. Burzono świątynie, niszczono pomniki, a księża, siostry zakonne, a także wierni byli mordowani, często w niezwykle brutalny sposób (więcej na ten temat znajdziecie w tekście Konrada Ruzika).

Wspominam o tym dlatego, że zniszczeniu uległa również jedna z najstarszych świątyń w Barcelonie – Bazylika Matki Bożej Morza (Santa Maria del Mar). Budynek z XIV wieku uległ pożarowi, który w ciągu 11 dni strawił wnętrze świątyni, a to, co udało się uratować, zostało zniszczone i splądrowane przez wrogów Kościoła. Pierwsze prace renowacyjne zaczęły się jeszcze w trakcie wojny w 1938 roku.

W latach 60. ubiegłego stulecia wznowiono remont kościoła, ale wobec trudności finansowych po jakimś czasie postanowiono poszukać sponsorów w przestrzeni publicznej. Chęć pomocy wyraziła FC Barcelona, która ufundowała nowy witraż, zdobiący do dzisiaj wnętrze Bazyliki Matki Bożej Morza.

Camp Nou

Historia obecnego stadionu Barcelony rozpoczęła się 28 marca 1954 roku. Wtedy właśnie, w obecności 60 tysięcy kibiców i pod czujnym okiem gubernatora Katalonii z ramienia frankistowskiego wmurowano kamień węgielny. Na tej uroczystości obecny był również arcybiskup Barcelony Gregorio Modrego.

Ten sam Modrego zawitał na Camp Nou trzy lata później z okazji otwarcia nowego stadionu. Arcybiskup poprowadził procesję, której centralną postać stanowiła czczona od wieków w pobliskim Montserrat figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, oraz odprawił mszę świętą. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku Czarnej Madonny z Częstochowy, również Matka Boska z Montserrat ma ciemne oblicze, przez co jest nazywana przez Katalończyków La Moreneta (Czarnulka). Figura została później umieszczona w kaplicy znajdującej się przy tunelu prowadzącym z szatni na murawę.

Jan Paweł II

Patrząc na związki klubu z religią, natrafiamy również na polski akcent. 7 listopada 1982 mszę świętą na Camp Nou odprawił Jan Paweł II. Co ciekawe, na stadionie obecnych było około 120 000 osób, co następnie miało miejsce tylko raz w historii – cztery lata później podczas ćwierfinałowego meczu Pucharu Europy z Juventusem. Polski papież zaskoczył wiernych, pozdrawiając ich po katalońsku. Oficjalna strona internetowa podkreśla "absolutną ciszę" na wypełnionym po brzegi stadionie podczas przemowy Ojca Świętego.

Pielgrzymka na Montserrat

Klasztor na wzgórzu Montserrat to dla Katalończyków – podobnie jak dla Polaków Jasna Góra – najważniejsze miejsce kultu religijnego. Lucia Caram, argentyńska zakonnica mieszkająca na Półwyspie Iberyjskim, pisze w swojej książce, że "w Katalonii są dwa sanktuaria: Montserrat i Camp Nou". Z tym szczególnym miejscem wiąże się jeszcze jedna historia, która zapewne nie jest znana wielu kibicom w Polsce. W trakcie sezonu 1985/1986, który zakończył się wygraną Barcelony w rozgrywkach ligowych (pierwszy triumf od 12 lat), Migueli, uznawany za niezwykle pobożnego, obiecał, że jeśli drużyna zdobędzie mistrzostwo, uda się na pielgrzymkę rowerową właśnie na stromy szczyt Montserrat.

Wydarzenie miało miejsce 1 czerwca i według relacji przypominało etap kolarskiego wyścigu Vuelta a España. Pielgrzymkę połączoną z rywalizacją oglądały tysiące zgromadzonych na trasie kibiców, którzy podziwiali zmagania Migueliego z kilkoma innymi zawodnikami, między innymi Berndem Schusterem, który jako pierwszy minął linię mety, gdzie czekał oczywiście trener Terry Venables. Nad przebiegem zmagań kolarzy czuwali profesjonalni cykliści z grupy Kelme.

Pomysł Migueliego zainspirował zwycięski Dream Team Johana Cruyffa. Po triumfie w rozgrywkach ligowych oraz wygranym finale Pucharu Europy powtórzono dziękczynny wyścig na Montserrat. Prym wiódł Pep Guardiola, ale podczas trudnego podjazdu korzystał z pomocy samochodów I motocykli, dlatego miano zwycięzcy przypadło Albertowi Ferrerowi. Najaktywniejszym kolarzem wyścigu uznano natomiast… Christo Stoiczkowa.

Czasy współczesne

Nie ma kibica, który nie pamiętałby słynnej remontady w meczu z PSG. Wielu fanów w Barcelonie – zapewnie zainspirowanych wydarzeniami sprzed kilkunastu lat – po pierwszym meczu przegranym 0:4 z francuską ekipą publicznie obiecało pielgrzymkę dziękczynną na Montserrat, jeśli Barcelonie uda się awansować do kolejnej rundy.

Po szalonym spotkaniu na Camp Nou zakończonym wygraną 6:1 szczęśliwym kibicom nie pozostało nic innego, jak spełnić swoją obietnicę, co szumnie zapowiedzieli w mediach społecznościowych. Zaniepokojny tym faktem zarząd parku przyrodniczego, na terenie którego leży Montserrat, zaapelował do kibiców, żeby... odwiedzali klasztor, ale w żadnym wypadku "nie wszyscy naraz".

Poza tym trudno obecnie szukać podobnych akcji organizowanych przez klub czy samych piłkarzy. Warto wspomnieć jednak o kilku sytuacjach, gdzie do religii w kontekście klubu odnosiły się postaci z życia publicznego. I tak w 2016 roku, przy okazji meczu Leganés – Barcelona, gospodarze postanowili w oryginalny sposób rozreklamować pojedynek z Barçą. Komentarz jest chyba zbędny, przytoczę jedynie tłumaczenie tekstu: "Niech się dzieje wola Boża… Albo nie". Zobaczcie sami.

Nazywanie Messiego "Bogiem" jest zresztą nagminne wśród dziennikarzy we wszystkich częściach świata. Do takich wypowiedzi odniósł się sam papież Franciszek, który osobiście sam jest fanem Messiego, ale stwierdził oczywiście, że "Messi nie jest Bogiem. Ludzie nazywają go tak, tak samo jak możesz powiedzieć komuś <uwielbiam cię>, ale uwielbiać można tylko samego Boga".

I na koniec krótkie słowo wyjaśnienia dotyczące tytułu tekstu. Powyższe zdanie wypowiedział czeski kardynał Dominik Kuka podczas zgromadzenia plenarnego przewodniczących europejskich konferencji episkopatu. Szerzej na temat kontekstu wypowiedzianych słów przeczytać możecie w notatce prasowej z tego wydarzenia.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jestem kibicem Barcelony a zwiazki tego klubu z kosciolem zostaw w kosciele zreszta to kazdego indywidulana sprawa
« Powrót do wszystkich komentarzy