FCBarca.com w Neapolu: Remis na San Paolo

Mateusz Nowaczyk

27 lutego 2020, 14:00

15 komentarzy

Obiecałem, że będę relacjonował wszystkie mecze, na których mam okazję gościć. Nie udało się, ale postanawiam poprawę! Dla mnie to świetna pamiątka, a dla niektórych z Was możliwość poznania kulisów z perspektywy kibica. Z Mediolanu nic nie naskrobałem dlatego, że kieszonkowcy uprzykrzyli mi życie (nie pozdrawiam), a z Pragi przez redakcyjnego kolegę Maćka, który napomknął, że weźmie to na siebie i w natłoku pracy zwyczajnie zapomniał (pozdrawiam). Byłem też na Mestalla, ale uznałem, że zostawię ten mecz bez komentarza. Następny przystanek Neapol...

Przygotowania

Loty kupiłem godzinę po rozlosowaniu par meczowych, natomiast bilet na mecz na początku stycznia i kosztował 70 euro. Na mecz planowaliśmy wybrać się ze znajomymi. Jednemu z nich szef zakomunikował dzień przed wylotem, że jednak nie dostanie urlopu (tutaj również należą się pozdrowienia). Fajne 5-osobowe mieszkanie w centrum na 2 dni wyszło nam po 140zł na głowę. Mieliśmy więc wszystko załatwione na miesiąc przed meczem. Mogłoby się wydawać, że powinno być już tylko z górki, ale...

Koronawirus

Z początkiem lutego rozprzestrzenianie się wirusa zaczęło nabierać coraz większego tempa. Włochy stały się poważnym problemem. Kilka dni przed meczem pozamykano wszystkie szkoły i uniwersytety w Lombardii, odwołano wszelkie wydarzenia publiczne i nakazano szczególną ostrożność. Ogniskiem epidemii są północne Włochy, a mecz miał odbyć się 1000 km dalej, na południu. Nie ukrywam, że należę do ludzi panikujących aż nadto w takich sytuacjach. Biłem się z myślami, czy powinienem lecieć, czy może zostać, zamówić pizzę i na spokojnie obejrzeć mecz przed telewizorem. Napisałem nawet post na Rambli z moimi obawami, który był dość mocno komentowany. Tutaj też od razu mała anegdotka - jeden z Użytkowników, a konkretnie th@les napisał, że jego syn studiuje w Neapolu. Zapytałem o numer telefonu, zadzwonilem i wypytywałem o dosłownie wszystko. Całkiem komiczna sytuacja, ale dzięki za wsparcie i wybacz za głupie pytania. Było tuż przed północą i zacząłem się pakować. W końcu po to są marzenia, żeby je spełniać. Zapadła decyzja. Lecę.

Dzień wyjazdu

Na dworcu we Wrocławiu kupiłem maski antywirusowe, które w rzeczywistości na niewiele się zdają. Najważniejsza jest higiena i mycie rąk. Zaopatrzyłem się też w żel antybakteryjny. W aptece spotkałem kilku kibiców Napoli. Na lotnisku kolejnych. Zdziwiłem się, bo summa summarum sporo Azzurrich leciało z Polski. Lot przyjemny i bezproblemowy. Po przylocie do Neapolu badano temperaturę termometrem bezdotykowym.

Do centrum podjechaliśmy taksówką i już wtedy dane nam było zobaczyć, co wyprawia się na drogach transportu publicznego. Jeden wielki chaos. Nie wiem, czy w Neapolu istnieje coś takiego jak ograniczenie prędkości czy pierwszeństwo.

Na miejscu ku mojemu zdziwieniu panował spokój w kwestii wirusa. Miasto tętniło życiem. Dookoła w większości uśmiechnięci Włosi. Pierwszego dnia widziałem może z 3 osoby w maskach. W Internecie można wiele wyczytać o przestępczości w Neapolu. Tymczasem wydawało się nad wyraz bezpiecznie...

...z tym bezpieczeństwem jednak nie do końca miałem rację. Wieczorem zapuściliśmy się z kolegami w lekkie peryferia miasta. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że obserwuje nas kilka osób. Wymieniali się spojrzeniami i coś do siebie szeptali. Decyzja o powrocie była szybka. Jakiś czas jechali jeszcze za nami skuterami, ale koniec końców odpuścili. Dziwna sytuacja.

Match day

Na ulicach kręciło się sporo ludzi w błękitnych barwach już od samego rana. Po odbiorze biletu nie mogłem się doczekać wieczora. Napięcie z każdą godziną rosło. W centrum poza lokalnymi knajpkami przodowały stragany i bazarki oferujące głównie koszulki i szaliki Napoli.

Miasto

Neapol jest miastem pizzy, to tutaj ją wymyślono. Ruchliwe ulice i piękne, klimatyczne uliczki z wywieszonym na balkonach praniem. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że panuje tu kult Maradony. Można odnieść wrażenie, że miasto kręci się wokół Boskiego Diego. Wszechobecne murale, koszulki czy wycinki z gazet. To po prostu trzeba zobaczyć - robi niesamowite wrażenie. Wielokrotnie pytałem taksówkarzy, sklepikarzy czy kelnerów w restauracjach: Messi czy Maradona? Odpowiedź na poniższym zdjęciu.

Ludzie

Mili, otwarci, pomocni i uśmiechnięci. Gdy pytaliśmy o drogę, odpowiadali z uśmiechem na twarzy, często dopytując, skąd jesteśmy. Właściciel jednej z restauracji zaproponował, że zaprosi nas na obiad na jego koszt, jeśli strzeli Milik i Zieliński. Niestety tak się nie stało, ale miejmy nadzieję, że wywiązałby się z obietnicy. Włosi strasznie głośno rozmawiają, więc myślę, że siedząc w pełnej restauracji trzeba byłoby się mocno przekrzykiwać.

Stadion

Dojazd z centrum całkiem przyzwoity. Pojechaliśmy pociągiem, który o dziwo nie był przepełniony, więc czułem się nieco bezpieczniej. Podróż trwała jedynie 15 minut, a stacja była pod samym stadionem. Warto tutaj od razu przytoczyć pewną intrygującą sytuację. Gdy kolega kupował kanapkę w jednej z podstadionowych budek, podszedł do niego pewien lokalny kibic i zapytał, czy jest kibicem Barcelony. Kolega przytaknął. Na co tamten: “Fight?”. Widocznie dla niektórych piłka to coś więcej.

San Paolo może pomieścić około 52 tys. ludzi. Jest wielofunkcyjny, boisko otacza bieżnia lekkoatletyczna. Widoczność z trybuny gości jest zaskakująco dobra jak na włoskie realia. Zdecydowanie umieściłbym go w top3 tamtejszych stadionów.

Fot. Dawid Lasocki

Atmosfera była specyficzna. Nie było jakiegoś zapierającego dech w piersiach dopingu, za to ryk kibiców po strzeleniu gola był spektakularny. Świetnie było usłyszeć krzyczącego spikera i odpowiedź kibiców z nazwiskiem strzelca, w tym przypadku Mertensa. Już w telewizji robi wrażenie, a co dopiero będąc na stadionie. Takie momenty głęboko zapadają w pamięci. O meczu pisał nie będę, bo wszystko zostało już powiedziane. Drużyna po meczu podeszła (a raczej zrobiła kilka kroków) i podziękowała, co nie zdarzało się w ostatnim czasie.

Powrót

Lot powrotny miałem do Berlina. Dzień wcześniej widziałem na Twitterze kilka filmików, że medycy w Warszawie sprawdzają wszystkim na pokładzie temperaturę zaraz po wylądowaniu. Niestety w Berlinie nie miałem do czynienia z żadną kontrolą. Zdziwiło mnie to, bo jednak wypadałoby zadbać o podstawowe środki bezpieczeństwa.

Jak już wcześniej podpisałem swoje zdjęcie na Facebooku - oby nie był to nasz ostatni przystanek w tym sezonie…

Do usłyszenia i zapraszam do dyskusji, chętnie poodpowiadam na pytania.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Mnie osobiście denerwuje to, że nie ma zdjęć, które organizuje fcbontour. Jeździmy za drużyna po całej Europie, ty Neapol, ja w tamtym roku np. Manchester. Pytanie z innej beczki czy ktoś wybiera się samolotem na mecz z Espanyolem?

th@les" contenteditable="false">@th@les Szanuje ;)

Rozmawiałeś tam po włosku czy angielsku?

Bardzo fajna relacja kompanie ! Dodał bym tylko piękny widok z castel Sant'Elmo :) do zobaczenia na szlaku za 2 tygodnie, Mallorca - we're coming !

"już wtedy dane nam było zobaczyć, co wyprawia się na drogach transportu publicznego. Jeden wielki chaos..." Jak to było czymś "ciekawym" to zapraszam do Kosowa lub Afganistanu:) tam to dopiero jest chaos. Po powrocie cieżko było jeździć po tak cywilizowanym kraju jakim jest Polska:) pozdrawiam i ciesze się twoim szczęściem z bycia na meczu.

Lekki i przyjemny tekst, miło się czytało.

Fajny tekst a to "San Paolo może Pieścić około 52 tys. ludzi." mnie dodatkowo rozbawilo. No coz, Barcelona nie rozpieszcze kibicow, to chociaz stadion niech popiesci :)