Wygrać z Napoli pomimo barcelońskiej choroby

Marcin Poreda

25 lutego 2020, 12:04

117 komentarzy

Fot. Getty Images

SSC Napoli

NAP

Herb SSC Napoli

1:1

Herb SSC Napoli

FC Barcelona

FCB

  • Dries Mertens 30'
  • 57' Antoine Griezmann 
  • Wtorek, 25 lutego 21:00
  • San Paolo
  • Polsat Sport Premium 2

Jest źle. Bardzo źle. Ci bardziej przewidujący zdawali sobie sprawę z następstw tak ryzykownych zabiegów i działań. Już przed laty twierdzili, że za jakiś czas to wszystko może zakończyć się stopniowym wymieraniem wszystkiego, co jest cenne. Jednak byli oni w mniejszości i nie mieli siły przebicia. Zdecydowana większość nie widziała problemu. Cieszyła się z pojedynczych sukcesów i nie traktowała początkowych symptomów choroby poważnie. „Przecież każdy kiedyś choruje, nie ma co panikować.” I tak to wszystko funkcjonowało do czasu, aż cały ten brud i szlam wystrzelił im prosto w twarz. Od tamtej pory nie da się już zaprzeczać i negować. Wirus został odkryty, działa w pełni i nie zapowiada się, żeby komukolwiek udało się go w najbliższym czasie powstrzymać.

Żyć i nie dać się zabić

Po długich tygodniach oczekiwania na powrót Ligi Mistrzów kibice wreszcie czują się dopieszczeni. Kolejna faza rozgrywek już się rozpoczęła i za nami kilka spotkań, które dostarczyły obserwatorom wielu emocji. Dziś czas na Barcelonę i Napoli, które mają obecnie wiele wspólnego. Oba kluby znajdują się w kryzysie, a przetrwanie 1/8 finału i awans do kolejnej fazy rozgrywek mogą być krokiem w stronę uzyskania remedium na dolegliwości. Radość jednych będzie płaczem drugich. Pierwsi przetrwają, ostatni umrą definitywnie i nie będzie już dla nich miejsca w tej edycji turnieju.

Ten pojedynek nie będzie jednak cukierkową walką herosów będących niczym Achilles z Hektorem żywcem wzięci z hollywoodzkiej, mocno niestrawnej produkcji z Bradem Pittem. To walka dwóch zarażonych wirusem pacjentów kliniki dla ciężko chorych. Nie są to jednak te same choroby. Wywodzą się z zupełnie różnych szczepów i jakoś nie chcą rozprzestrzeniać się na inne kluby. Mimo że chorzy są zakażeni już od wielu lat, to pacjenci nie umierają. Cud. Niestety oglądanie walki z chorobą to zupełnie coś innego niż zachwycanie się zmaganiami zdrowych.

Bartomeloza

Wirus z Katalonii został w ostatnich tygodniach ostatecznie zdemaskowany. Tylko pojedyncze osoby, o których wspomina Piqué

wciąż uparcie twierdzą, że nic się nie dzieje, a plucie krwią i odpadanie skóry płatami to zupełnie naturalne procesy w pełni zdrowego organizmu. Barcelona jest chora. Chora od wielu lat, a obecnie mamy do czynienia z apogeum aktywności bartowirusa. Zwolniono szkoleniowca w środku sezonu, pozbyto się obiecujących zawodników rezerw, którzy nigdy nie dostali prawdziwej szansy. W zamian sprowadzono późną odpowiedź na madryckiego Fauberta – bez wątpienia powód do dumny i chluby. Można do tego dorzucić Dembélé, Coutinho i inne "wybitne" pomysły za ogromne pieniądze.

Quique Setien robi, co może (Valverde robił to samo, ale w inny sposób), aby wykrzesać z tej wypalonej drużyny jak najwięcej dobrego, jednak i tak wszystko opiera się na Messim i jego unikalnych zdolnościach. W ostatnim meczu z Eibarem większość drużyny zagrała poprawnie i absolutnie nikt nie był w stanie choćby zbliżyć się poziomem do Argentyńczyka, który jako jedyny wydaje się mieć wrodzoną odporność na wszelkie symptomy chorobowe. Niczym Wolverine samotnie dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność za wynik, nie mając od czasów Guardioli nad sobą żadnego dobrego trenera. Kwestie taktyki przed dzisiejszym spotkaniem i personalia schodzą na dalszy plan. Każdy powinien sobie zadać pytanie: Jak zagra Messi? Odpowiedź jest jednocześnie wynikiem meczu.

Mafioza

Napoli ma jednak znacznie większe doświadczenie i pokaźniejszą kartę chorobową. Ten klub od wielu dekad pośrednio związany jest z pewnym neapolitańskim środowiskiem, które w odpowiednich momentach pociąga za sznurki tak, aby uzyskać pożądany efekt. Przez ostatnie kilka lat symptomy zarażenia wirusem były znacząco ukryte, dzięki czemu Napoli urosło w siłę i potrafiło nawet do pewnego momentu nawiązać walkę o scudetto.

Ten sezon jest jednak powrotem do przeciętności. Drużyna tylko dzięki szczęśliwemu losowaniu potrafiła z drugiego miejsca awansować do play-offów, zaś w lidze mogliśmy dostrzec pacjenta trawionego gorączką krwotoczną i konwulsjami. Po przyjściu Gattuso zespół zaczął wyglądać lepiej, ale wciąż potrafił skompromitować się z walczącym o utrzymanie Lecce. Nie trzeba też wybitnie rozwijać informacji, że Napoli nie ma już praktycznie szans na mistrzostwo, a i awans do kolejnej edycji Ligi Mistrzów stoi pod dużym znakiem zapytania.

Dolegliwości poboczne

Poza głównym wirusem trawiącym oba kluby, pojawiły się różne problemy dodatkowe. Na pierwszy rzut powiedzmy o kontuzjach. W kadrze gospodarzy na pewno nie znajdą się Koulibaly, Llorente oraz Malcuit. Wątpliwy jest występ Hysaja i Milika. Napoli jednak ma dość szeroki skład i powinno sobie z tymi niedogodnościami poradzić, wykorzystując pozostałych 20 piłkarzy z kadry. Można więc zauważyć, że wirus neapolitański nie stworzył śmiertelnych warunków, w których poboczne dolegliwości mogłyby mieć siłę przeziębienia przy zarażeniu AIDS.

Zupełnie inaczej wygląda Barcelona. Nie dość że wypadł Suárez, Dembélé, Roberto i Alba, to jeszcze bartomeloza celowo i z premedytacją zniszczyła zaplecze odpornościowe pacjenta, przez co nie ma w klubie poważnych zawodników, którzy mogliby zastąpić kontuzjowanych. Zostało 14 piłkarzy, do których w pośpiechu dokooptowano Duńczyka z czerwonej latarni LaLigi. W takich oto okolicznościach osłabiony organizm jest zmuszony do walki w trudnych warunkach – w 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Nadzieja

W przypadku tego dwumeczu największą nadzieją Barcelony powinno być liczenie, że chory rywal w pewnym momencie dostanie zawału serca i nie pozostawi wątpliwości w kwestii awansu. Żeby była jasność, to podobne marzenia przyświecają Napoli, w którego szeregach nie ma Leo Messiego – jedynego odpornego człowieka na wszystkie chorobowe plugastwa, które są związane z katalońsko-neapolitańskim futbolem. Tak czy siak widowisko jakieś na pewno będzie, bo czasami oglądanie cierpienia i degrengolady może być ciekawsze niż wpatrywanie się w perfekcję, której z pewnością na Stadio San Paolo nie doświadczymy. Smacznego!

Kursy bukmacherskie Milenium

Zwycięstwo Napoli - 3.35
Zwycięstwo Barcelony - 2.20
Awans Napoli - 3.55
Awans Barçy - 1.22
Remis 1:1 - 6.00
Milik strzeli bramkę - 3.10
Pozostałe kursy - kliknij tutaj

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Kompromitacja.
Autor niech weźmie sobie trochę wolnego na przemyślenie.
« Powrót do wszystkich komentarzy