W barcelońskich okoliczno-ściah: 15 kilometrów mniej

Marcin Poreda

24 października 2019, 13:51

184 komentarze

„Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może.” – cytat z kultowego już filmu „Dzień świra” idealnie opisuje odczucia wielu culés (w tym moje) po wczorajszym meczu ze Slavią Praga. Są pewne granice przyzwoitości, których przekraczać się nie powinno, a jeśli już zostały naruszone, to winowajców powinno się ukarać dyscyplinarnie. W towarzystwie wzajemnej adoracji i głaskania się po główkach (mam ochotę określić to dosadniej) nie ma jednak miejsca na poważną samokrytykę.

Bełkot Mistera

Nóż otwierał mi się w kieszeni już chwilę po zakończeniu spotkania, kiedy Ernesto Valverde uraczył obserwatorów garścią „złotych myśli”. Mógłbym zrobić do tego odnośnik, ale lepiej będzie wypisać kompromitujące trenera wypowiedzi punkt po punkcie i je skomentować.

To mecz, jakiego oczekiwaliśmy, żadna z drużyn nie miała wyraźnej przewagi na tablicy wyników.

Dramat. Do Czech przyjeżdża drużyna za miliard euro, mając naprzeciw siebie chłopaków z tamtejszej ekstraklasy, których wartość całościowa jest znacznie mniejsza niż roczne zarobki Messiego. W związku z tym absurdem jest stwierdzenie, że oczekiwano takiego meczu, jaki widzieliśmy. Drżenie o wynik z Czechami to jedno, ale opowiadanie głupot, że takie były założenia, to inny poziom abstrakcji.

Nagle pojawiali się w ósemkę i musieliśmy się bronić.

Może następnym razem poprosić rywala, żeby atakował najwyżej w siódemkę? Tak żeby piękne barcelońskie chłopaki za bardzo się nie zmęczyły i potrafiły odeprzeć ofensywę.

Trzeba wiedzieć, jak rozgrywać takie spotkania. Brakowało nam spokoju na połowie rywala. Mieliśmy więcej okazji niż przeciwnicy, ale oni z kolei mieli wsparcie kibiców…

Wniosek jest prosty. Valverde nie wie, jak rozgrywać spotkania z „ogórkami”. Zresztą historia pokazuje, że nie tylko z nimi. Im spotkanie bardziej odstaje trudnością od średniej, tym nasz trener mocniej głupieje. Dodatkowo kapitalnym argumentem na obronę żałosnej gry jest „wsparcie kibiców” Slavii. Magia, energia. Pewnie gdzieś mieli jeszcze szamana (jasne, w przypadku Czechów to słaba ironia). Brak słów.

Trzeba mieć na uwadze fakt, że Slavia to rywal, który gra w niesamowitym rytmie.

Nie. To rywal, który po prostu biegał po boisku, zamiast imitować zaangażowanie.

Nie przewidywałem tego, że stracimy kontrolę aż tak bardzo.

Czy kogoś to dziwi? Mnie nie.

Na koniec zaś prawdziwa perełka podsumowująca podejście naszego trenera do futbolu.

Cierpienie jest esencją futbolu.

I tę esencję mają aplikowani od wielu lat wszyscy culés. Dramat.

Realia wydolnościowe w obecnym futbolu

Piłka się rozwija i wznosi na coraz to wyższy poziom. Jednym z kluczowych elementów przygotowania piłkarza jest jego wytrzymałość. Dzięki dużej wydolności zawodnik może więcej biegać, pojawiać się w różnych sektorach boiska. Jest zaangażowany w wyprowadzanie ataków, aby już po chwili zanotować powrót sprintem pod własne pole karne. Nie da się grać ładnie i ofensywnie bez mądrego i nieustannego przemieszczania się (biegania) po murawie. Standardem jest średnia przebiegniętych kilometrów powyżej dziesięciu dla pojedynczego zawodnika. Oczywiście są pozycje, gdzie biega się znacznie mniej (bramkarz), a także więcej (środkowi pomocnicy i boczni obrońcy). To właśnie na graczach środka pola i skrajnych defensorach spoczywa obowiązek tworzenia opcji do rozegrania. W związku z tym nie dziwi w ich przypadku jedenaście, dwanaście czy nawet trzynaście kilometrów na liczniku w meczu. Zejście przez piłkarza poniżej dziewięciu kilometrów to już często rzecz nieakceptowalna. Podsumowując:

- bramkarz: nawet do 5 kilometrów

- stoperzy i napastnicy: 9 – 11 kilometrów

- boczni obrońcy i środkowi pomocnicy: 11 – 13 kilometrów

Realia we wczorajszym meczu

Dochodzimy do sedna artykułu i od razu na samym początku zaserwuję mrożącą krew w żyłach statystykę.

Tak, dobrze widzicie. Piłkarze Slavii przebiegli wczoraj niemal o 15 km więcej od gości. Nie zrobili przy tym jakiegoś kosmicznego wyniku. Drużynowy dystans 115 km po odjęciu około trzech tysięcy metrów na bramkarza i uwzględnieniu dziesięciu graczy z pola daje mniej więcej 11,2 km. na zawodnika. Oznacza to, że Czesi biegali dużo, zdecydowanie więcej niż wynosi średnia, ale wciąż nie przekroczyli magicznej bariery 120 km, która to jest prawdziwą harówą. Brawo dla nich, bo wykazali się, mieli swoje szanse i mogli uzyskać lepszy rezultat.

Lepszy rezultat był zaś możliwy między innymi dzięki kompromitującej postawie piłkarzy Barcelony, którzy przebiegli w tym meczu nieco ponad 100 km. Po odjęciu dystansu bramkarza zostaje do podziału na dziesięciu piłkarzy jedynie 97 km. Zatem mamy 9,7 km. w porównaniu do 11,2. Na wyobraźnię działa fakt, że to 1500 metrów więcej na każdego zawodnika z pola. Każdy slavista był lepiej ustawiony, bardziej zaangażowany, błyskawicznie się przemieszczał ze strefy obrony do ataku. Potrafił też sprawniej doskoczyć do rywala, przesunąć się bliżej kolegi w celu rozegrania piłki lub też wejść w wolną strefę. Tych wolnych stref w defensywie Barcelony było aż nadto. To wstyd żeby zawodnicy takiego klubu jak Duma Katalonii byli tak zdominowani przez podobnie przeciętnego przeciwnika.

Statystyki przebiegniętych kilometrów na półmetku Ligi Mistrzów

Jedynym piłkarzem w Barcelonie, który nie ma się czego wstydzić pod kątem pracy i zaangażowania na murawie, jest oczywiście Frenkie de Jong. Nie trzeba nawet zagłębiać się w liczby, żeby dostrzec jego wszechobecność na murawie, a przez to bycie nieustannie opcją dla kolegi. Frenkie podaje, broni i strzela na bramkę. Dodatkowo przez trzy mecze przebiegł niemal 34,5 km, co daje średnią 11,5 km na mecz. Drugi w kolejce jest Arthur, ale znajduje się on już poniżej akceptowalnej dolnej granicy ze średnią ok. 10,5 km na mecz. Przerażające jest, że Arthur biegający za mało jest drugim zawodnikiem w drużynie pod względem przebytego ogólnie dystansu!

Idźmy dalej. W zestawieniu z wczorajszym rywalem na dziesięciu najwięcej biegających piłkarzy w tej edycji Ligi Mistrzów osiem pozycji okupują Czesi. Nawet napastnik Olayinka ma na liczniku więcej kilometrów niż Arthur. W całym szerokim składzie Barcelony jedynie De Jong i Roberto mogą pochwalić się średnią powyżej 11 km na mecz. Fatalnie wygląda w tym aspekcie Semedo z niecałymi 9,5 km – to wynik słaby nawet na napastnika. Zresztą Suárezowi niewiele brakuje do zejścia nawet poniżej próg przyzwoitości (obecnie 9,1 km), a Messi jest tam już zameldowany na stałe z 7,7 km. To jest dystans, którego nie usprawiedliwia nic – nawet klasa i geniusz ofensywny Argentyńczyka.

Bieganie to nie wszystko, ale…

Bez biegania nie da się dobrze ustawić i wykonać składnej akcji. Nie da się sprawnie przemieścić, wyjść na pozycję. Jeśli boczny obrońca nie wykonuje choćby 10 km w meczu, nie ma co liczyć na dobrą grę. Jeśli środkowy pomocnik nie przebiega 11 km, trudno utrzymać dominację i tempo. Jeśli zaś dwóch napastników wykonuje odpowiednio 8 i 9 km, drużyna nie ma szans na pracę w pressingu. Są mecze, kiedy rywal nie gra intensywnie i można się do tego dopasować, wygrywając techniką i doświadczeniem. Coś jak ostatni mecz z Eibarem. Jeśli natomiast przeciwnik chce cię zabiegać i zabić, to nie masz wyjścia – musisz podjąć rękawicę. Odrzucenie jej to Roma i Liverpool, a mam również wrażenie, że w tym sezonie do wymienionej dwójki trafi kolejny team. U Valverde nie widać wyciągania wniosków, piłkarze głaszczą się po głowach, a zespół bazuje na przebłyskach, już od kilku sezonów grając słabą piłkę.

Można próbować wygrywać pojedyncze mecze na stojąco, ale jeśli robi się z tego regułę, to trudno mieć nadzieję na lepszą przyszłość. Powoli wszystko wygląda na to, że czas na dogłębne zmiany w klubie. Od zarządu, przez trenera, po niektórych piłkarzy, którzy nie mają nawet problemów z formą, co nie chce im się biegać. 100 km w meczu nie znajduje żadnego logicznego usprawiedliwienia.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

...wygląda na to, że czas na dogłębne zmiany w klubie. Od zarządu, przez trenera, po niektórych piłkarzy, którzy nie mają nawet problemów z formą, co nie chce im się biegać. 100 km w meczu nie znajduje żadnego logicznego usprawiedliwienia. . .

Brak wizji trenera i odpowiedniej reakcji na wydarzenia z boiska.

Wielu piłkarzy wygrało juz dużo.. I niestety brak im juz tej wewnetrznej checi zaangażowania..

Messi Suarez czy Ter Stegen.. Ratuja czy wygrywaja nam mecze.. Jednak dwoch pierwszych moze juz niebawem zabraknac.. Wiek robi swoje.. Luos Messi coraz wolniejsi..

Klub wladza w nim muso zauważyć ze?pilkarzy typu De Jong Arthur jeszcze jest za mało.. Po nich wodac oz chac grac biegac i sa zmotywowani..

I co wg mnie najwazniejsze.. Przygotowanie fizyczne pre sezonie.. Nie mamy sily.. Fizycznei mentalnej.. Moze czas przestac podrozowac dla Milionow EURO!! Lecz biegac i trenowac w pocie czoła!!

Sezon jest i bedzie dlugi i ciezki.. Wydarzyc się moze wszystko.. Zarowno blamaz?w 1/8 LM czy nie wugranie La Ligi.. Jednak medal ma?dwie?strony forma moze przyjść pilkarze moga cos zrozumiec.. A trener dostac sygnal od nich i wreszcie sie obudzi caly sztab szkoleniowy..

Real.. Atletico.. PSG.. Ajax.. Bayern.. BVB.. czy nawet Manchester City tez nie graja aktualnie wielkiej pilki.. I zdarzają sie slabe mecze..

To tylko pilkarze nie maszyny..

Do boju BARCO!! Kochamy Cie Barco!!
VISCA el Barca!!

Czas pokaże jak to bedzie.. Jednak w moim. tylko ONA Katalońska BARCELONA!!

@mikokarla mam pytanie. Te niektore akapity jak pisales to cie prad kopal ? Bo niektore to ciezko zrozumiec.
« Powrót do wszystkich komentarzy