10 najgorszych transferów Barcelony w XXI wieku [FELIETON]

Marcin Poreda

15 października 2019, 16:47

173 komentarze

Fot. Getty Images

Dzisiejszy futbol na najwyższym poziomie to mnóstwo pieniędzy. Tam gdzie są one, jest również ryzyko związane z inwestycjami w nowych piłkarzy. Czasami błysnąć potrafi wychowanek, ale wcale nierzadkie są sytuacje, w których grube miliony idą na zmarnowanie. Jak z tą problematyką potrafiła radzić sobie FC Barcelona w nowym tysiącleciu? Patrząc na poniższe zestawienie, wcale nie najgorzej. Brak w klubie z Katalonii koszmarnych wpadek w stylu Denilsona w Realu Betis, Kaki w Realu Madryt czy Andy’ego Carrolla w Liverpoolu. Z drugiej jednak strony nagromadzenie fatalnych inwestycji w jednym czasie na początku XXI wieku doprowadziło klub do ogromnego kryzysu instytucjonalnego i piłkarskiego, z którego ten podnosił się przez kilka lat. Czas na zestawienie dziesięciu najgorszych transferów FC Barcelony w nowym millenium.

Kryteria

Na początek małe wyjaśnienie przyjętych kryteriów. Brałem pod uwagę kilka czynników, z którymi możecie zapoznać się poniżej:

  1. Bilans finansowy – ile kosztował dany zawodnik oraz za ile klubowi udało się go sprzedać. Im różnica jest bardziej oddalona od zera, tym gorzej oceniałem kupno gracza. Należy przy tym pamiętać o realiach finansowych w danych czasach. Dziesięć milionów euro obecnie to kwota kilkukrotnie mniej obciążająca budżet klubu niż choćby 20 lat temu.
  2. Oczekiwania względem piłkarza – ile według klubu i kibiców powinien z siebie dać dany zawodnik. Bardziej surowo oceniałem osoby, które miały w drużynie pełnić wiodącą rolę lub były określane jako duży talent.
  3. Bilans liczbowy – ile sezonów spędził w klubie zawodnik, ile rozegrał meczów i minut oraz czy dał drużynie wymierne liczby w postaci goli lub asyst. Im mniejszy wkład w grę, słabsza forma i pustki w najważniejszych statystykach, tym transfer jest gorzej oceniany.

Zestawienie

Miejsce 10. Marc Overmars

Długo zastanawiałem się nad jego kandydaturą, ale nie mogłem go pominąć. Holender był w 2000 roku określany mianem jednego z najlepszych lewoskrzydłowych świata. Został kupiony przez Joana Gasparta za kosmiczną jak na ówczesne realia kwotę 40 mln euro. Trudno stwierdzić jednoznacznie, że Marc zawiódł, ale na pewno nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Miał zastąpić Luisa Figo, a zamiast tego nie potrafił wejść na swój najwyższy poziom choćby w pojedynczych meczach. Odbiło się to na dyspozycji całego zespołu, notującego coraz większą degrengoladę. Overmars jest jednym z jej symboli. Cztery sezony, wiele tysięcy minut na koncie i tak przeciętne statystyki są smutnym podsumowaniem kariery Holendra na Camp Nou.

Bilans transferowy: -40 mln euro

Statystyki: 4 sezony, 8500 minut, 141 meczów, 19 goli, 19 asyst

Szkoda, że takich występów Marc nie zanotował w Barcelonie zbyt wielu.

Miejsce 9. Thomas Vermaelen

Fot. Getty Images

Z przyjściem doświadczonego Belga na Camp Nou wiązano dość spore nadzieje. W Arsenalu potrafił grać na poziomie, który kwalifikował go do bycia topowym stoperem świata. Wszyscy trzymali kciuki, żeby wreszcie zdrowie dopisało jednemu z najbardziej utalentowanych obrońców na świecie. Niestety nic nie poszło po myśli Thomasa. Jego kariera w Katalonii była usłana ciągłymi kontuzjami, przez które nigdy nie mógł wejść na najwyższy poziom. Na jego obronę może działać fakt, że jeśli już był zdrowy, to przeważnie nie zawodził. Finalnie jednak trudno jego transfer uznać za udany.

Bilans transferowy: -19 mln euro

Statystyki: 4 sezony, 3613 minut, 53 mecze, 1 gol, 1 asysta

Miejsce 8. Dmytro Czyhryński

Fot. Getty Images

Jeden z pierwszych wynalazków Pepa Guardioli, którego zaletą na pewno nie był nos do dobrych transferów. Ukrainiec został sprowadzony do Barcelony za grubą gotówkę jako potencjalny następca Puyola, ale zupełnie nie podołał oczekiwaniom. Był wolny, mało zwrotny i nie ustawiał się najlepiej. Krótko mówiąc, brakowało mu wszystkiego, żeby odnieść sukces w Katalonii. Na jego korzyść działa fakt, że nie pełnił w klubie wiodącej roli i nie było wielkiego ciśnienia na jego rozwój. Plusem jest również to, że został sprzedany za dość znaczącą kwotę, która w dużej mierze pokryła koszty jego wcześniejszego zakupu.

Bilans transferowy: -10 mln euro

Statystyki: 1 sezon, 1031 minut, 14 meczów, 0 goli, 0 asyst

Miejsce 7. Arda Turan

Fot. Getty Images

Turek został sprowadzony na wyraźne życzenie Luisa Enrique, który liczył na waleczność, zaangażowanie i uniwersalność gracza Atlético. Niestety okazało się, że Arda wcale nie jest takim pracusiem, nie bardzo ogarnia grę w środku pola, a dobrze czuje się tylko na pozycji lewoskrzydłowego, na której notował najlepsze występy na Camp Nou. Im dalej w las, tym było gorzej. Turan z każdym tygodniem grał coraz mniej, brakowało mu motywacji i sprawiał wrażenie sytego niedźwiedzia, któremu zależy wyłącznie na pieniądzach spływających na konto. Po odejściu na wypożyczenie rozpoczął się jego błyskawiczny piłkarski zjazd. Z drugiej strony musiałem pamiętać o jego dobrych występach oraz o konkurencji, z którą musiał się mierzyć. Dlatego nie jest wyżej w zestawieniu.

Bilans transferowy: -34 mln euro

Statystyki: 2 sezony, 3047 minut, 55 meczów, 15 goli, 11 asyst

Miejsce 6. Alex Song

Kameruńczyk był szykowany do roli „nowego Mascherano”. Defensywnego pomocnika przemianowanego na stopera, który da siłę, odbiór, ale także technikę i świetne wyprowadzanie piłki. Niestety to zagranie okazało się pudłem. Song nie dość, że zupełnie nie potrafił przystosować się do gry w obronie, to jeszcze na swojej nominalnej pozycji w środku pola pokazywał się z fatalnej strony, będąc o kilka klas gorszym od Busquetsa. Do tego we znaki dawały się jego problemy z motywacją i kondycją fizyczną. Często w meczach wyglądał niczym zawodnik wyjęty żywcem z presezonu. Na korzyść Alexa świadczą niewielkie oczekiwania oraz bycie niejako królikiem doświadczalnym. Stąd tylko szóste miejsce.

Bilans transferowy: -19 mln euro

Statystyki: 2 sezony, 4113 minut, 65 meczów, 1 gol, 2 asysty

Z tej "akcji" Song był najbardziej znany wśród culés.

Miejsce 5. Alaksandr Hleb

Fot. Getty Images

Określany mianem najbardziej utalentowanego piłkarza w dziejach białoruskiej piłki. Jego kariera na tyle dobrze rozkwitła w Arsenalu, że postanowiła się po niego zgłosić Barcelona. Białorusin był szykowany na Camp Nou jako ważny i uniwersalny zawodnik rotacji, który nie będzie miał problemów z zastąpieniem Iniesty oraz Henry’ego. Niestety Hleb totalnie zatrzymał się w rozwoju. Na boisku był przewidywalny, mało kreatywny i leniwy. Na tyle osiadł na laurach, że klub już po jednym sezonie postanowił się go pozbyć. Po kilkuletnich pobytach na wypożyczeniach odszedł za darmo. W jego obronie można wspomnieć, że musiał konkurować z piłkarzami Barcelony Sześciu Pucharów – to na pewno mu nie pomogło.

Bilans transferowy: -13,1 mln euro

Statystyki: 1 sezon, 1685 minut, 36 meczów, 0 goli, 3 asysty

Miejsce 4. Alfonso Pérez

Prawdziwy lis pola karnego i jeden z najbardziej utalentowanych hiszpańskich snajperów lat 90. Był wychowankiem Realu Madryt, jednak w 1995 roku trafił do Realu Betis. W trzech ostatnich sezonach w Andaluzji pokazał się ze świetnej strony, strzelając aż 50 bramek. W tamtych czasach był to kapitalny dorobek. Do Katalonii trafił w wieku 28 lat jako w pełni ukształtowany piłkarz, który wraz z Kluivertem i świeżo sprowadzonym Overmarsem będzie stanowił o sile ofensywnej Barcelony. Rzeczywistość okazała się jednak katastrofą. Hiszpan zupełnie nie potrafił zaadaptować się do stylu gry, niewiele był przy piłce i praktycznie nie trafiał do siatki, co wcześniej zawsze było jego mocną stroną. Po dwóch sezonach został oddany na wypożyczenie do Marsylii i finalnie odszedł z klubu za darmo. Kwota, za którą go kupiono, była wysoka i Gaspart mocno to odczuł. Trafić na podium nie pozwala fakt, że mimo wszystko ważniejszym zawodnikiem od niego był Kluivert i to na nim ciążyła większa odpowiedzialność za wyniki.

Bilans transferowy: -16,5 mln euro

Statystyki: 2 sezony, 1544 minuty, 38 meczów, 5 goli, 1 asysta

Krótki materiał LaLigi o Alfonso. Akcji z Barcelony brak.

Miejsce 3. Keirrison

Piłkarz zagadka. Kupiony przez Laportę za wcale niemałe pieniądze ani razu nie założył bordowo granatowej koszulki. Został od razu wypożyczony i taka sytuacja powtarzała się co roku aż do wygaśnięcia kontraktu. Do tej pory culés zachodzą w głowę, komu musiał spłacać dług Laporta, że zdecydował się na przeprowadzenie tak kuriozalnej operacji. Miejsce na najniższym stopniu podium obowiązkowe.

Bilans transferowy: -14 mln euro

Statystyki: 0 sezonów, 0 minut, 0 meczów, 0 goli, 0 asyst

Miejsce 2. Philippe Christanval

Fot. Getty Images

Zmora dłuższych stażem culés. Chłopak został kupiony w 2001 roku za horrendalną wręcz jak na młodego stopera kwotę 17 milionów euro. Dał się poznać jako piłkarz zdecydowanie za mało utalentowany, popełniający sporo błędów i do tego kiepski przy wyprowadzaniu piłki. Do tego jego słabą stroną była psychika – spalał się w co trudniejszych meczach. Był na tyle zły, że w swoim drugim i ostatnim sezonie na Camp Nou nie grał już prawie nic. Zawiódł się na nim Rexach, natomiast Antić zupełnie go skreślił. Fatalny rozwój Francuza był o tyle problematyczny, gdyż szykowano go na wypełnienie luki po Miguelu Ángelu Nadalu, inwestując w niego potężne pieniądze, których potem nie udało się odzyskać.

Bilans transferowy: -17 mln euro
Statystyki: 2 sezony, 3833 minuty, 47 meczów, 0 goli, 1 asysta

Miejsce 1. Geovanni

Fot. Getty Images

Wybór pierwszego miejsca nie był prosty. Pomimo wszystkich niewypałów transferowych w Barcelonie trudno wskazać w tym tysiącleciu jakąś totalną kompromitację klubu, która kosztowała krocie, a nie dała zespołowi praktycznie niczego. Uznałem jednak, że Brazylijczyk powinien odebrać tytuł najgorszego transferu Barcelony w XXI wieku. Głównym powodem jest idealny mix udziału wszystkich kryteriów w jego osobie. Przede wszystkim Geovanni był traktowany jako jeden z najbardziej utalentowanych skrzydłowych w Brazylii w tamtym czasie. W 2000 roku wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney w barwach Canarinhos, a w 2001 roku brał udział w Copa América. W związku z tym jego przyjście było traktowane jako duża nadzieja dla klubu, który pomimo transferu Overmarsa wciąż cierpiał. Dodatkowo Brazylijczyk przychodził do Katalonii za bardzo duże pieniądze – 21 milionów euro. Dość powiedzieć, że w tym samym roku do PSG trafił z Grêmio za 5 mln euro pewien całkiem niezły zawodnik powszechnie znany jako Ronaldinho. To idealnie kontrastuje z transferem Geovanniego. Na sam koniec warto wspomnieć o samej grze wychowanka Cruzeiro w Barcelonie, która było godna pożałowania. Zupełnie nie potrafił sprostać oczekiwaniom. Nie odnajdował się w europejskiej intensywności, kiepsko pracował w defensywie i był bardzo ubogi taktycznie. Poza naturalną szybkością i dryblingiem nie prezentował żadnych interesujących cech. Okazał się idealnym przykładem, jak przeskok pomiędzy kontynentami może być trudny dla młodych Latynosów. Najgorsze jest jednak to, że właśnie pieniądze wydane na niego, Overmarsa, Christanvala oraz Alfonso (niemal 100 mln euro), z których nie zwróciło się choćby jedno euro, w dużym stopniu przyczyniły się do sięgnięcia przez Barcelonę dna, którym były występy w ówczesnym Pucharze UEFA.

Bilans transferowy: -21 mln euro
Statystyki: 2 sezony, 1650 minut, 43 mecze, 3 gole, 3 asysty

A gdzie Gomes i Douglas?

Odpowiadając na pytanie – nie załapali się. Portugalczyk w żadnym momencie nie skompromitował się w Barcelonie i dodatkowo klub odzyskał znaczną część pieniędzy za niego. Brazylijczyk zaś był bardziej ciekawostką za grosze, która nie wypaliła, niż brzemiennym w skutkach błędem. Podobnie brak innych zawodników jest spowodowany tym, że nie obciążyli oni budżetu klubu w znaczącym stopniu lub pomimo niespełnienia do końca pokładanych w nich nadziei potrafili strzelić dla klubu wiele goli. Tu mam na myśli Saviolę, Zlatana oraz Fàbregasa.

A co wy sądzicie o powyższym zestawieniu? Zachęcam do dyskusji pod artykułem.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Mogłeś poczekać z tym materiałem 2,3 lata. Mamy wyjątkowe kandydatury na niewypały. Natomiast nie mogę się zgodzić z Vermaelenem. Każdy wiedział,że Barca kupuje szklanke i tylko wyjątkowy optymistą wierzył w uzdrowienie tego zawodnika. Natomiast,jak już wchodził na boisko, drużyna zawsze miała z niego pożytek. To był dziwny przypadek zresztą. Facet nie potrzebował czasu na wejście w rytm meczowy,dostosowanie się itd. Wchodził i grał swoje. Kosztował też niewielkie pieniądze.

th@les" contenteditable="false">@th@les Niby masz rację z Vermą, ale zakup kontuzjowanego gracza przeprowadzony na szybko, chyba trochę na farta zasługuje według mnie na umieszczenie w zestawieniu. Pamiętam jego debiut w Naszej drużynie - ostatni mecz sezonu ligowego z Depor, śmiech pusty nie ogarniał na samą myśl jak długo leczył kontuzję, która miała trwać kilka tygodni.

th@les" contenteditable="false">@th@les Kupiono go z urazem, sam ten fakt już kwalifikuje ten zakup jako pomyłkę. Ale ogólnie się zgadzam jak był zdrowy to można było na niego liczyć.

@Gall , @cesarz2211 Przede wszystkim to Was przepraszam za te figle,które robi mi słownik w telefonie.
Oczywiście ten transfer do skutku dojść nie powinien, zarząd i sztab powinni mieć świadomość,na kogo wydają pieniądze. Nie był to zatem udany transfer,biorąc pod uwagę,że drużyna stopera potrzebowała,natomiast od początku nie miałem w stosunku do niego żadnych oczekiwań,a to jedna z dwóch ,trzech istotnych zmiennych,która definiuje problem.
Oczekiwania/włożona kasa/ efekt koncowy- tak ja widzę transfer udany,bądź nie. I moim zdaniem Verma się tu nie łapie. Rozumiem jednak,że @sciahu widzi to po swojemu.
« Powrót do wszystkich komentarzy