W barcelońskich okoliczno-ściah: "Oszukany" Messi i świetne losowanie grup Ligi Mistrzów

Marcin Poreda

30 sierpnia 2019, 15:08

19 komentarzy

Losowanie fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów za nami. Ze względu na umiejscowienie drużyn w koszykach odpowiadające miejscu w lidze krajowej również w tym roku w kilku grupach dojdzie do potyczek gigantów. Jak w tym towarzystwie może czuć się Barcelona? Nie jest to takie proste, choć uczucie jest culés znane. Na koniec przeczytacie również kilka słów o nagrodach, które zostały wręczone podczas wczorajszej gali.

Analogiczny rok zwiastujący wielkie emocje

Patrząc na układ grup, który wyklarował się w zeszłym sezonie, możemy zauważyć wiele podobieństw do obecnego. Rok temu w pierwszej fazie doszło do meczów wielkich firm: PSG i Liverpoolu w grupie C oraz Juventusu i Manchesteru United w grupie H. Poza tym utworzyły się silne i wyrównane zestawienia: BVB z Atlético, Bayern z Ajaksem i Real Madryt z Romą. Nawet te słabsze połączenia były jednakowo interesujące ze względu na zbliżony poziom drużyn. Owocowało to ciekawymi meczami i walką o awans do ostatnich kolejek. Najlepszym przykładem był choćby mecz Liverpoolu z Napoli, w którym The Reds przechodzili największy kryzys w sezonie i tylko klasyczna indolencja strzelecka Milika uchroniła ich przed odpadnięciem.

Co było dalej, pamięta każdy, niestety. Odnośnie do Barcelony, to grupa B była uważana za szalenie ciekawą. Może nie było w niej, poza Barceloną, wielkich firm, jednak Tottenham, Inter i PSV były potencjalnie bardzo wyrównaną „paczką”, która mogła sprawić niespodziankę faworyzowanym Katalończykom. Rzeczywistość okazała się jednak inna – Blaugrana szybko rozprawiła się z rywalami i ostatnie kolejki grała na dużym luzie.

Mimo to muszę przyznać, że obecny schemat umieszczania drużyn do koszyków okazał się trafiony w dziesiątkę. Pamiętam czasy, kiedy faza grupowa kojarzyła mi się z brakiem ciekawych pojedynków. Wszystkie najlepsze drużyny z rankingu trafiały do pierwszego koszyka, a potem cała reszta do trzech kolejnych. Gradacja w stylu Real Madryt, Lyon, CSKA i losowy „ogórek” była czymś powszechnym. Nuda i przewidywalność – Liga Mistrzów zaczynała się od playoffów. Dziś jest zupełnie inaczej i już drugi rok z rzędu wręcz ekscytująco. Przeanalizujmy więc sytuację w każdej z grup:

Grupa A: PSG, Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray

Przewidywania są oczywiste. Starcie gigantów pomiędzy PSG i Realem, którzy będą walczyć o pierwsze miejsce i rozstawienie w playoffach. Belgowie i Turcy nie mają większych szans na awans, zwłaszcza że ci pierwsi sprzedali aż trzech podstawowych graczy: Wesleya, Danjumę i Nakambę, w zamian sprowadzając Okereke z Serie B oraz Mingoleta z Liverpoolu – kiepsko to wygląda. Galatasaray zaś przeprowadził kilka interesujących zakupów (Seri, Babel, Nzonzi), jednak drużyna nie potrafi na razie się zgrać, czego efektem jest dopiero 14. miejsce w Super Lig. Jeśli w ciągu kilku tygodni nie nastąpi znacząca poprawa, trudno oczekiwać niespodzianki w postaci wyeliminowania któregoś z tuzów.

Grupa B: Bayern, Tottenham, Olympiakos, Crvena Zvezda

Sytuacja analogiczna do grupy poprzedniej. Mistrzowie Niemiec są faworytami, ale Anglicy nie dysponują wcale słabszą ekipą. W tym okienku sprowadzili Ndombele, Sessegnona i Lo Celso, pozbywając się jedynie Trippiera – to może być czas Kyle’a Walkera-Petersa. Grecy i Serbowie będą raczej bili się między sobą o awans do Ligi Europy, choć w ich przypadku jest znacznie większa szansa na urwanie punktów faworytom, zwłaszcza w przypadku Crvenej Zvezdy, która już w zeszłym sezonie zszokowała ekspertów pojedynczym wyskokiem z Liverpoolem.

Grupa C: City, Szachtar, Dinamo Zagrzeb, Atalanta

Zdecydowanie najmniej interesująca grupa. Mistrzowie Anglii już na starcie mają ogromne szanse na komplet punktów, więc inne zakończenie potyczek niż ich pierwsze miejsce z dużą przewagą punktową będzie sensacją. Szachtar, Dinamo i Atalanta będą walczyły o drugą lokatę i tutaj trudno przewidzieć końcowy rezultat. Na pewno najmniej szans daje się Chorwatom, bądź co bądź najsłabszemu zespołowi, który w zeszłym sezonie nie awansował nawet do fazy grupowej. Szachtar klasycznie – non stop obecny w Lidze Mistrzów i ciułający punkty do rankingu oraz dolary. Największą niewiadomą jest Atalanta – rewelacja poprzedniego sezonu Serie A. Udało im się zachować większość kluczowych graczy, dokupując do tego choćby Luisa Muriela z Sevilli. Piłkarze z Bergamo stali się znani ze swojego ofensywnego stylu gry, dzięki czemu strzelili najwięcej goli w lidze – to dobra reklama. Niestety brak im doświadczenia i czas pokaże, na ile okaże się to kluczowe. W każdym razie śledzenie ich poczynań w europejskich pucharach może okazać się dobrym pomysłem.

Grupa D: Juventus, Atlético, Bayer, Lokomotiw

Na pierwszy plan wysuwa się starcie jednych z najlepszych defensyw na Starym Kontynencie. W zeszłym sezonie Atlético straciło tylko 29 goli w 38 kolejkach, zaś Juve jednego więcej. Nie ma wątpliwości, że podobnie do grupy A tutaj również między tymi zespołami rozstrzygnie się nie tyle awans, co po prostu miejsce końcowe. Bayer i Lokomotiw ewidentnie na dokładkę. Zobaczymy, jak w drużynie z Leverkusem Brandta będzie w stanie zastąpić Diaby. Rosjanie mają dość ciekawy z punktu widzenia Polaków skład (Krychowiak, Rybus), ale będą raczej tylko chłopcami do bicia, podobnie jak w zeszłym sezonie.

Grupa E: Liverpool, Napoli, Salzburg, Genk

Elektryzujące starcie zaciętych rywali z zeszłego roku. Liverpool jest faworytem, ale Napoli ma wiele do udowodnienia. Włosi znacząco wzmocnili się przed sezonem, sprowadzając Lozano, Manolasa, utalentowanego Mereta i wykupując ostatecznie doświadczonego Ospinę. Anglicy zaś to obrońca tytułu z kapitalnym składem, który nie został jednak nawet odrobinę wzmocniony. Widać Klopp wierzy w to, że jego piłkarze nadal czują głód zwycięstwa. Salzburg i Genk będą walczyły między sobą o Ligę Europy – trudno wskazać jednoznacznego faworyta.

Grupa G: Zenit, Benfica, Lyon, Lipsk

Jedyna grupa, w której brak wielkiej marki i wyraźnego marudera, jednak dzięki temu ma ona ogromną zaletę. Każdy może wygrać z każdym. Typowanie dwóch drużyn do awansu to wielka sztuka i niemal loteria. Zenit to wyraźny mistrz Rosji, który sprowadził w tym okienku Malcoma. Benfica jest ogromnie osłabiona sprzedażą João Felixa i Raúla Jimeneza. Nie wydaje się, żeby De Tomas i Vinicius wypełnili po nich lukę. Mimo wszystko to wciąż solidna drużyna. Francuzi z południa wyprzedali 1/3 podstawowego składu (Ndombele, Mendy, Fekir), ale w zamian mądrze sprowadzili Jeffa Reine-Adélaïde’a – utalentowanego środkowego pomocnika, Andersena na środek obrony, a także Mendesa i Kone z Lille, którzy mają za sobą rewelacyjny zeszły sezon (2. miejsce w lidze). Lyon znów może budzić emocje. Co zaś się tyczy Niemców, to kontynuują oni zrównoważoną politykę wzrostu, kupując solidnych średniaków, którzy przyzwoicie rokują. Wciąż jednak brak u nich zdecydowanej inwestycji w postaci cracka i lidera, dlatego trudno wieszczyć im jakieś wyraźne sukcesy. Nie stoi to jednak na przeszkodzie w solidnym wywiązaniu się z obowiązków i awansu do playoffów. Podsumowując, każdy może wygrać z każdym. Polecam oglądać tę grupę.

Grupa H: Chelsea, Ajax, Valencia, Lille

Drużyny, które w zeszłym sezonie albo prezentowały kapitalną formę (Ajax, Lille), albo weszły na minimalny poziom, którego się od nich oczekuje (Chelsea, Valencia). Niestety Chelsea ma zakaz rejestracyjny i do tego sprzedała swojego lidera w postaci Hazarda, Ajax pozbył się dwóch największych talentów (de Ligta i de Jonga), Lille urządziło wyprzedaż połowy składu i sprowadziło niepewnego Renato Sáncheza, zaś Valencia standardowo. Wiele kłótni na najwyższym szczeblu i finalnie kosmetyczne zmiany oraz kiepski początek ligi. Trudno przypuszczać, żeby Anglicy nie awansowali, choć ich odpadniecie nie będzie raczej sensacją. Francuzi są raczej skazani na pożarcie, zaś Holendrzy i Hiszpanie stoczą walkę o drugą lokatę.

Grupa Barcelony: F jak… ?

Dla Katalończyków i ich rywali poświęciłem osobny akapit. Grupa jest bardzo podobna do zeszłorocznej. Ponownie los przydzielił Inter, choć trzeba przyznać, że jest to drużyna potencjalnie silniejsza od ostatniej. Na transfery wydano lekko ponad 140 mln euro, dzięki czemu sprowadzono Lukaku, Lazaro, Politano, Godína i Alexisa. Wypożyczenie Perisicia nie powinno być wielkim problemem – to dobry piłkarz, ale pewnego poziomu nigdy nie był w stanie przeskoczyć. Oczekiwania wobec Nerazzurrich są dość wysokie i dodatkowo mają oni coś do udowodnienia swoim kibicom. Wszak rok temu skompromitowali się w ostatniej kolejce, kiedy mieli już praktycznie awans w kieszeni – wystarczyło tylko wygrać u siebie z mocno przeciętnym PSV. W tym sezonie mogą być dla Barcelony znacznie trudniejszym rywalem. Wszak defensywa Godín-de Vrij-Skriniar robi wrażenie.

Borussię Dortmund można śmiało postawić na poziomie zeszłorocznego Tottenhamu. Do Sancho, Witsela, Reusa, Goetze i Weigla dołączyli na stałe Alcácer, Schulz, Thorgan Hazard, Brandt i co najważniejsze syn marnotrawny – Mats Hummels. Jeśli wszyscy złapią dobrą formę, to Ernesto Valverde może mieć z Niemcami poważną przeprawę, zwłaszcza że liczby jak do tej pory nie kłamią. Dwa mecze, dwa przekonujące zwycięstwa i bilans bramkowy 8:2. Do tego Lucien Favre nie boi się ofensywnej gry – dwumecz może być fascynujący, a pierwsze spotkanie już za ponad dwa tygodnie.

Na koniec Slavia Praga. Ubogi kopciuszek, który wylądował w klatce z tygrysami. Nie ma co w ich przypadku zbyt wiele się rozwodzić. Czesi nie mają absolutnie żadnych szans na awans – nawet do Ligi Europy i zdają sobie z tego sprawę nawet działacze.

Jakiekolwiek zdobycie przez nich punktów, jakakolwiek bramka będzie dużą niespodzianką. Natomiast przeskoczenie w tabeli choćby jednego rywala stanie się niewyobrażalną sensacją. Oczywiście w to nie wierzę. Prażanie skończą rozgrywki na ostatnim miejscu z ujemnym bilansem bramkowym i bardzo możliwe, że nie zdobędą nawet punktu, stając się łatwym kąskiem dla tuzów.

Grupa Barcelony wydaje się jedną z ciekawszych. Pomijając mecze z Czechami, możemy liczyć na dość ciekawe widowiska – oczywiście na tyle, na ile pozwoli na to taktyka Valverde. Mecz z Betisem dał jednak nadzieję na lepsze jutro.

Gala UEFA: Messi na drugim miejscu, van Dijk triumfuje.

Na koniec parę słów o nagrodach UEFA dla najlepszych piłkarzy w Europie w poprzednim sezonie. Nie wiem, jakie są kryteria wyborów, ale zakładając że nie są to wybory stricte najlepszego piłkarza w Europie (wtedy powinien od ponad dekady wszystko wygrywać Messi), to wybór Virgila zupełnie mnie nie dziwi. Holender prezentował się kapitalnie na boiskach Premiership, jak i podczas występów w Lidze Mistrzów. Warto również zaznaczyć, że im dalej szło się w las, tym van Dijk okazywał się kluczowy. Messiemu zabrakło zaś gola w rewanżu na Anfield lub tego, żeby jego znacznie słabsi koledzy wykończyli choćby jedno podanie legendy. Stało się jednak inaczej, więc nagrodzenie Virgila jest dla mnie zupełnie sensowne.

Podobnie rzecz się ma ze zdobywcami nagród za poszczególne pozycje. Alisson, bez którego Liverpool mógł odpaść już w fazie grupowej, oczywisty van Dijk, de Jong, który okazał się powiewem świeżości i nowoczesności w drugiej linii, a także Leo – bez wątpienia najlepszy napastnik ostatniej edycji – liczby mówią same za siebie. Jedynym zgrzytem w całej gali było trzecie miejsce Cristiano Ronaldo. Bardzo szanuję Portugalczyka za jego ogromny wkład w futbol i bycie maszyną do strzelania goli, ale w zeszłym sezonie widać już było elementy rdzy na mechanizmach CR7 – lepiej nie będzie. Nawet sukces w półtowarzyskiej Lidze Narodów UEFA nie powinien zamazać obrazu bezradnego Cristiano odpadającego w ćwierćfinale ze świetnym Ajaksem. Brak któregoś z piłkarzy Liverpoolu lub Ajaksu to ogromne nieporozumienie, które przypomina nam, z jaką powagą należy traktować podobne plebiscyty. Nie ma co jednak więcej się nad tym rozwodzić. Powoli zapinajmy pasy i szykujmy się na kolejny emocjonujący sezon Ligi Mistrzów. Może tym razem drużynie Valverde znudzi się kompromitowanie barw klubowych, koledzy dostosują się do poziomu Messiego i wreszcie, po tylu latach, pozwolą mu zatriumfować w Europie. Oby.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Do ZP powinny być jasne zasady, punkty za gole, asysty, odbiory, parady, kluczowe podania itd, stosownie określone przez rzeszę ekspertów. Wtedy nie byłoby tematu czy ktoś zasłużył na ZP czy nie.
konto usunięte

Nie żebym się czepiał ale co Łysy z Brazzers robi na tym zdj (drugi z prawej) ? Mina faceta przed nim mówi sama za siebie :D

Przeszukując neta coś znalazłem.... do przesłuchania muzyczka :) Neymar i Barca :)
https://www.youtube.com/watch?v=ZIs-W5ruIw0

Wydaje mi się, że nieco przesadziłeś z mocnymi słowami pod adresem Slavii Praga. Oczywiście wszyscy wiemy jakie szanse ma czeski zespół na papierze, ale futbol często bywa przewrotny pod tym względem - wystarczy cofnąć się o parę lat i przypomnieć sobie parę świetnych występów Legii Warszawa, która miała nawet wielki Real na widelcu i tylko brak wyrachowania spowodował, że ostatecznie zremisowali ten mecz. O zwariowanym widowisku z BVB czy zasłużonej wygranej ze Sportingiem również nie trzeba przypominać. Myślę, że paru bardziej złośliwych użytkowników jeszcze Ci wypomni te teksty za jakiś czas :)
konto usunięte

Wybory na najlepszych piłkarzy czegośtam są ostatnimi czasy interesujące. Mam podobne odczucie, że to właśnie wybór Ronaldo do pierwszej trójki stanowił o absurdzie plebiscytu a nie Van Dijka na zwycięzcę. Rozumiem, że wygranie Serie A nagle zaczęło być w cenie. Gdzieś umknął mi ten rakietowy wzrost jakości ligi włoskiej. Widać trzeba było dalej forsować bajkę, że między Leo i CR7 była rywalizacja.

Kuriozalnie, z pewnością Messi zostałby wybranym najlepszym graczem zeszłego sezonu, gdyby Barca wygrała LM, Messi zostałby królem strzelców La Ligi z 22 golami nie zaliczając asysty i strzelając 8 goli w LM (tyle co 2 Lewandowski), również bez asysty. Ot 30 goli w sezonie, jak typowy wyróżniający się napastnik, ale bez wielkiego szału.

W zeszły sezonie Messi znokautował konkurencję w stopniu niespotykanym w europejskiej piłce, ale to jednak było za mało. 11 w skali do 10 nie wystarczyło na poziomie indywidualnym.

Dobrze powiedział w zeszłym sezonie Jakub Kręcidło, że Messi jest najbardziej niedocenianym piłkarzem świata i padł ofiarą własnej wielkości, do której niestety większość się przyzwyczaiła.

Dla mnie rozbrajający jest przykład rewanżu z Liverpoolem gdy Leo wyprowadza kolegów 3 razy na sytuację sam na sam (choć nie były to typowe setki), orkiestruje wiele akcji przyspieszającymi podaniami, a nierzadko słyszymy "Messi nie istniał". A potem próbuję sobie przypomnieć przypadki kiedy playmaker był w stanie takie trzy podania wykonać w jednym meczu. No i trzeba mocno wysilić pamięć. U Leo to kolejny dzień w pracy. Clock in - arcydziełko - clock out.

Nie wiem ściah czy z tym dalej w las Dijka tym bardziej był kluczowy, masz na myśli dwumecz z Barcą, bo ta nieprzemakalna defensywa the Reds miała więcej dziur niż ser szwajcarski. Messi błyszczał, a Holender w żaden sposób temu nie zapobiegł. Stosując frazeologię leśną powiedziałbym, że Holender w lesie pozostał.

Co do fazy grupowej, to o Barcę nie trzeba się martwić. Tam pojedynczy mecz nie decyduje o niczym, więc nie ma przesadnej presji. Choć kto wie, może nasz trener przejdzie w tym sezonie samego siebie. Jednak to pewnie na wiosnę Barca Valverde szykuje jedyny w swoim rodzaju hit. I wiem czy jest taki skład, który z Ernesto za kierownicą byłby się w stanie temu oprzeć.

Jest wielka szansa na tryplet w tym sezonie, tylko który? Ze łzami radości czy rozpaczy?

Mamy tradycyjnie najmocniejsza grupę ale jak chcemy być mistrzami to nie ma co stękać...
Nasz ostatni tryumf w Berlinie był spektakularny bo po drodze odprawialiśmy z kwitkiem samych mistrzów najlepszych lig Europy więc jak marzymy aby znowu wejść na szczyt
to trzeba to zrobić w takim stylu aby nikt nie miał wątpliwości.

@ściah Czy można pokusić się o stwierdzenie że to najtrudniejsza grupa Barcy w ostatniej dekadzie?

Z tym że "jakakolwiek bramka będzie dużą niespodzianką", to grubo pojechane po bandzie.