Gerard Piqué: Styl gry zależy nie tylko od trenera, ale też od piłkarzy i przeciwników

Grzegorz Zioło

24 maja 2019, 10:11

El Pais

71 komentarzy

Jeden z najlepszych środkowych obrońców na świecie, trzeci kapitan FC Barcelony, przedsiębiorca, celebryta i ojciec dwójki dzieci Gerard Piqué rzadko jest w stanie znaleźć wolną chwilę na przeprowadzenie wywiadu, jednak zdołał porozmawiać z El País tuż przed finałem Pucharu Króla, w którym Blaugrana zmierzy się z Valencią. Geri, podobnie jak Leo Messi i Sergio Busquets, liczy na swoje siódme w karierze zwycięstwo w tych rozgrywkach.

Zgodzisz się z powszechną opinią, że to był twój najlepszy sezon w karierze, czy uważasz, że pamięć kibiców jest krótka?

Trudno to ocenić, ponieważ zawsze mamy w głowie to, co zdarzyło się niedawno. To był bardzo dobry sezon, w którym grałem prawie we wszystkich meczach. Fizycznie było mi lżej, ponieważ nie jeździłem na zgrupowania reprezentacji. Poza tym nie miałem kontuzji i czułem się znakomicie, ponieważ nie rozegrałem ani jednego spotkania z dolegliwościami, co zdarzało mi się w poprzednich latach. Chciałbym jednak docenić inne sezony, które były wyjątkowe. Na przykład w latach, w których zdobywaliśmy tryplet, wszyscy osiągaliśmy poziom ocierający się o perfekcję, czy to drużynowo czy indywidualnie.

Przerwy na mecze reprezentacji pozwalały ci odpocząć?

To cztery tygodnie, w czasie których można się trochę odłączyć i złapać oddech. Gra w reprezentacji wymaga najwyższego zaangażowania i jedyną przerwą zostają święta. Wszystko staje się trudniejsze mentalnie i fizycznie.

Wcześniej krytykowano cię za grę w reprezentacji, a teraz za rezygnację z niej. Rozumiesz to?

Rozumiem wszystko, to część gry. Nie da się dogodzić wszystkim, a w tym kraju każdy ma swoją opinię. Jak każdy robię jednak to, co uważam za najlepsze dla siebie i dla drużyny, która mi płaci i której barw bronię w każdy weekend. I to był odpowiedni moment.

Jesteś obecnie lepszym piłkarzem niż wtedy, gdy miałeś 20 lat?

Innym. Z upływem lat wiek będzie odgrywał ważną rolę w mojej grze, niezależnie od tego, jak często będę chodził do dietetyka i na siłownię i dbał o swoje ciało. Myślę, że poprawiłem się w różnych aspektach, ponieważ doświadczenie pomaga w podejmowaniu decyzji. Dla stopera to bardzo ważne. Jakiś czas temu zrozumiałem, że powinienem stawiać mniej na fizyczność, a bardziej na inteligencję, koncentrację i ustawienie. Bycie środkowym obrońcą wymaga myślenia, zwłaszcza w Barcelonie, gdzie podejmuje się ryzyko i zostawia wiele metrów przestrzeni za plecami. Jeśli głowa funkcjonuje perfekcyjnie, wysiłek fizyczny nie jest wymagany przez cały czas. Trzeba nauczyć się go stopniować, a wtedy wiek nie stanowi tak dużej niedogodności.

Doświadczenie zwiększa też odpowiedzialność za to, jak prezentuje się obrona?

Tak, to nieuniknione. Boli mnie każdy gol, jaki tracimy, ponieważ w 90% przypadków biorą się z błędów. Nawet jeśli nie jestem bezpośrednio zamieszany, mam największe doświadczenie w obronie i być może mógłbym pomóc w uniknięciu straty gola jakąś wskazówką. 

Twoja rola lidera jest widoczna podczas przerw w grze, kiedy idziesz pomówić z Ernesto Valverde. O czym wtedy rozmawiacie?

O sprawach taktycznych. Dzieje się tak, kiedy widzę, że trener chce przekazać wiadomość i nie dociera ona przez hałas na trybunach lub dlatego, że zawodnik jest gdzieś indziej. Robię wtedy za pośrednika. Z reguły chodzi jednak o całą drużynę: kiedy rywale zakładają na nas pressing, kiedy nie możemy przeprowadzać ataków jedną ze stron i musimy próbować z drugiej... Jako piłkarze nie mamy takiego samego obrazu gry z boiska jak trener zza linii bocznej i trzeba to zrozumieć.

Ernesto Valverde powinien pozostać na stanowisku?

To nie jest moja sprawa, ponieważ Valverde to mój szef i on decyduje, czy mnie wystawi czy nie. Nie ma sensu, żebym to ja o tym mówił. Mogę jednak powiedzieć o świetnym zarządzaniu grupą przez ostatnie dwa sezony, o tym jak pomógł nam się rozwinąć pod względem taktycznym i o tytułach, które zdobyliśmy. Liczymy, że powiększymy dorobek o Puchar Króla. Mamy wyniki i to oczywiste. Oczywiście zawsze można grać lepiej i porażka na Anfield bardzo nas zabolała, jednak myślę, że zawsze wzięlibyśmy w ciemno zwycięstwo w LaLidze i być może Pucharze Króla.

Kibice narzekają na nudną, jednostajną grę...

To ma związek z naszym temperamentem i sposobem bycia. Jako culés i Katalończycy jesteśmy bardzo wymagający i lubimy robić wszystko perfekcyjnie. Nie chodzi już tylko o zwycięstwo, ale o styl. Wciąż pozostaje bliska epoka Pepa Guardioli. Graliśmy wtedy najlepiej i prezentowaliśmy futbol, który wszyscy znamy i lubimy. Ta dyskusja zawsze będzie obecna niezależnie od trenera. Mogę jednak zapewnić, że to ten sam styl, którego oczekuje Valverde. Jestem w szatni i właśnie to przekazuje nam trener. To zależy jednak nie tylko od niego, ale też od zawodników i przeciwników. Teraz często jesteśmy wysoko naciskani i trudno jest wyjść spod pressingu. Kiedyś łatwo było wykorzystać bramkarza, teraz to prawie niemożliwe. Szukamy sytuacji trzech na trzech w ataku i w tym celu czasem dobrze jest posłać długą piłkę. Jest wiele aspektów w piłce nożnej, które zwykle przypisujemy trenerowi czy piłkarzowi, ale futbol to gra wielu zmiennych, czasem niezauważalnych.

Pomogło wam to, że Real Madryt nie stanowił konkurencji w LaLidze?

Kiedy jedna z tych dwóch drużyn z różnych powodów nie prezentuje odpowiedniego poziomu, druga zawsze będzie mieć większe szanse. Byliśmy bardzo regularni i solidni w osiąganych wynikach. Przypuszczam, że odejście Cristiano Ronaldo miało na to wpływ, ponieważ na futbol można patrzeć z wielu stron, a jedną z nich są statystyki. Są zawodnicy, którzy strzelają pewną liczbę goli w sezonie, a pod tym względem Real stał się nieco słabszy.

To dla was ostrzeżenie przed dniem, w którym z zespołu odejdzie Messi?

Nie potrzebujemy do tego ostrzeżeń. Kiedy Leo odejdzie, z całą pewnością to odczujemy. To będzie zależeć od tego, jak klub przystosuje się do zmiany i jak długo będziemy po nim rozpaczać.

Zastąpienie ciebie też będzie trudne?

Nie aż tak. Wszyscy jesteśmy tutaj przejściowo i zdajemy sobie z tego sprawę z upływem lat. Można opóźnić odejście o kilka miesięcy lub sezonów, ale ostatecznie zawsze znajdują się następcy. Na miejsce każdego może przyjść lepszy piłkarz, ponieważ futbol staje się coraz bardziej spektakularny, a zawodnicy coraz bardziej fizyczni, techniczni i wyszkoleni taktycznie. Zawsze powtarzam, że najlepsi obrońcy w historii to ci, którzy grają dzisiaj, ponieważ są zdecydowanie bardziej kompletni niż ci z przeszłości. Oczywiście trzeba umieścić każdego w swoim kontekście i być może to Beckenbauer był najlepszy... Jeśli jednak porównamy go z dzisiejszymi obrońcami, z pewnością gorzej grał piłką, był wolniejszy i słabiej rozumiał grę. Wcześniej na przykład dozwolone były kopnięcia i widziałem mecze, w których trzeba by kogoś zabić, żeby zostać wyrzucony z boiska. Teraz jesteśmy na to dużo bardziej narażeni. To po prostu ewolucja tego sportu.

Barcelona może prześć ewolucję po sprowadzeniu de Jonga i być może de Ligta. Obawiasz się przyjścia nowego stopera?

To zawodnicy, którzy rozumieją nasz futbol, ponieważ piliśmy z tego samego źródła, jakie stworzył Cruyff. To prawda, martwili mnie stoperzy, którzy przychodzili do klubu odkąd tu jestem, nie mogłem spać od wielu lat. To jedna z pozycji, na którą sprowadzano najwięcej piłkarzy. Według mnie to logiczne i lubię konkurencję. Nie wiem, co się wydarzy, ale de Ligt ma wiele zalet jak na swój wiek. De Jong też ma ogromny potencjał i obiecującą przyszłość. Zachwyca swoim sposobem rozumienia gry.

Stworzysz kolejny reportaż o decyzji Griezmanna?

Nie, nie zrobię tego. Już wystarczy. Od dłuższego czasu z nim nie rozmawiałem i zobaczymy, co się stanie. Nie wiem nic więcej.

Po porażkach w pierwszych meczach z Levante i Sevillą w drużynie złożonej ze zmienników wydawało się, że nie przykładacie wagi do Pucharu Króla. Tak było?

To był styczeń, kiedy graliśmy dużo meczów. Być może ludzie widzą, że jest jakaś wyjściowa jedenastka, ale uważam, że trener perfekcyjnie regulował występy wszystkich piłkarzy. Przytrafiały się porażki i potrafiliśmy odrabiać straty, ponieważ na Camp Nou jesteśmy bardzo silni. Chciałbym jednak, żeby było jasne, że nie odpuszczamy żadnych rozgrywek. Bardzo cieszyliśmy się z awansu do finału, a kiedy się w nim gra, trzeba wygrać. Jesteśmy klubem zwycięzców, zdobyliśmy najwięcej Pucharów Króla i to wskazuje na wagę, jaką do niego przykładamy.

Co najczęściej powtarzaliście w szatni przed podejściem do finału Pucharu Króla po porażce na Anfield?

Że musimy dobrze zakończyć sezon, żeby udać się na wakacje z pozytywnymi wrażeniami. Valencia jest jednak niebezpieczną drużyną, ponieważ złapała dobrą formę w LaLidze, a w Lidze Europy radziła sobie świetnie aż do półfinału. To bardzo trudny rywal.

A co stało się na Anfield?

Kiedy przytrafia się coś takiego, to znaczy, że wszystko lub prawie wszystko potoczyło się źle. Myślę, że na poziomie mentalnym na część zespołu wpłynęły doświadczenia z Rzymu, ponieważ mamy je świeżo w pamięci. Po pierwszym golu, który padł bardzo szybko, nieświadomie pojawiły się obrazy z meczu z Romą. Później w krótkim odstępie straciliśmy dwa gole i byliśmy w bardzo podobnej sytuacji jak rok temu. Oczywiście mieliśmy blokadę mentalną, ale brakowało też gry w piłkę. Brakowało wszystkiego. Rywale naciskali bardzo wysoko i intensywnie, swoją rolę odegrało również Anfield. Nie byliśmy w stanie się przeciwstawić, czasem tak się zdarza. To był bardzo ciężki dzień. Trudno było nam się podnieść, ponieważ mijały dni, a my nie zapominaliśmy o porażce. To klęska, która będzie się za nami długo ciągnęła, ale musimy wykonać krok naprzód.

Nie było również widać, żeby drużyna się wspierała i dodawała sobie otuchy po straconych golach.

To była bardzo trudna sytuacja. Drużynie nie szło, rywale naciskali, a my pamiętaliśmy o tym, co stało się rok wcześniej. Nie musimy się jednak zadręczać. To była jedna z naszych największych porażek, ale taki jest sport i czasem trzeba upaść. To był koszmar i trzeba go przyjąć, ponieważ może znów się przydarzyć. Trzeba też zrozumieć, dlaczego tak się stało. To pomoże nam w przyszłości, ponieważ chcemy znów wygrać Ligę Mistrzów.

Wciąż widzisz się w roli prezydenta Barcelony w przyszłości?

Przez pewien czas bardzo tego chciałem i być może w przyszłości spróbuję. Nie widzę się jednak w tej roli w najbliższym czasie. Mam wiele innych spraw w życiu, które idą mi pomyślnie, i bardzo się cieszę, kiedy mogę się nimi zajmować. Na razie chce się skupić na nich.

Fot. Doha Stadium Plus Qatar / CC BY 2.0

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Oni tymi wypowiedziami chyba zarażają się od EV i Bartka, kiedyś to każdy musiał poddać się naszemu stylowi bo nikt nie widział co się dzieje na boisku, wiadomo futbol się zmienia ale te wszystkie wypowiedzi brzmią jak słodkie pierdzenie
« Powrót do wszystkich komentarzy