Atlético - Barcelona: "prawie" jak El Clásico

Julia Cicha

23 listopada 2018, 20:00

19 komentarzy

Atlético od dawna i nie bez powodu uznawane było za przeciwieństwo Barcelony. Zachowawcza, solidna, twarda i taktyczna gra vs finezja, polot i podania na jeden kontakt. Podopieczni Diego Simeone znani są z wygrywania różnicą jednej bramki, złośliwi mawiają, że umieją grać jedynie „na 1:0”. Nie można im jednak odmówić perfekcjonizmu oraz dyscypliny. Atlético jest poniekąd jak Cristiano – ma talent, ale to nie on decyduje o tym, że znajduje się w czołówce. To ciężka praca, wypełnianie postawionych sobie założeń i dążenie do celu za wszelką cenę. Po drugiej stronie barykady znajduje się Barça potrafiąca zaczarować nawet największego piłkarskiego stoika. O gustach się nie dyskutuje, w lidze hiszpańskiej każdy znajdzie coś dla siebie.

Nie sposób jednak nie zauważyć niesamowitych sukcesów Atléti w ostatnich latach. Mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla, Superpuchar Hiszpanii, trzy Superpuchary Europy, dwa finały Ligi Mistrzów i trzy zdobyte Ligi Europy – te trofea sprawiły, że ekipa ze stolicy Hiszpanii na stałe zadomowiła się w europejskiej czołówce. Derby Madrytu rozgrzewają stołecznych kibiców, a starcia Atlético z Barça… po prostu się odbywają. Stwierdzenie, że Hiszpanie nie zauważają wagi tych meczów byłoby nieprawdą, ale trudno doszukiwać się tu gorącej atmosfery towarzyszącej choćby El Clásico. Spotkania między tymi drużynami są niezwykle istotne, ale nigdy nie porwą tłumów, choć teoretycznie byłoby to jak najbardziej zrozumiałe.

Wystarczy przyjrzeć się wynikom pojedynków Barcelony z Atlético w ostatnich latach. W trakcie pięciu ostatnich sezonów Katalończycy tylko raz wygrali różnicą więcej niż jednej bramki (3:1) i choć w lidze odnoszą minimalne zwycięstwa lub remisy, to w pamięci wszystkich culés pozostają dwie bolesne klęski w Lidze Mistrzów w 2014 i 2016 roku. Zwycięstwa Barçy nad Atléti nie były w minionych latach tak okazałe jak te odnoszone nad Realem, a porażki z tym zespołem bolały kibiców równie mocno jak te poniesione przeciwko Królewskim. Fani powoli zaczynają zdawać sobie sprawę z wagi wspomnianej rywalizacji. Świadczy o tym choćby frekwencja na stadionach. W minionym sezonie na Wanda Metropolitano w meczu z Barçą zanotowano drugą najlepszą frekwencję w tej kampanii, jedynie o 2 tysiące niższą niż ta w spotkaniu z Realem (źr. Marca). Z kolei na Camp Nou różnica była nieco większa, ale 88,5 tysiąca osób na stadionie w 27. kolejce to całkiem przyzwoity wynik (źr. FCBarcelona.cat). Dlaczego więc nie mianować meczów Barcelona-Atlético nowym El Clásico?

Po pierwsze, z powodu historii. Relacje Barcelony z Realem oraz ich rywalizacja na przestrzeni ostatniego stulecia są czymś, czemu trudno dorównać. Kontekst sportowy, ale i polityczny oraz społeczny ma tutaj niemałe znaczenie. Choć nie można wykluczyć, że za sto lat Los Colchoneros wypracują sobie podobne tło towarzyszące ich starciom z Dumą Katalonii, to Królewscy zawsze pozostaną o jedno stulecie z przodu. Obecnie stwierdzenie, że król Hiszpanii jest fanem Atlético, jest jedynie anegdotą do opowiedzenia przy kawie, nieco ponad 50 lat temu domniemana sympatia Francisco Franco dla Realu odgrywała niemałą rolę w hiszpańskiej piłce.

Po drugie, z powodu pieniędzy. To jeden z niewielu przypadków w sporcie, gdy kwestie finansowe nie biją wszystkich innych na głowę, ale ten aspekt nie pozostaje bez znaczenia w odniesieniu do Atlético. Drugi z madryckich klubów (Czy ktokolwiek nazwał go kiedyś pierwszym?) nie może pochwalić się przychodami na poziomie dwójki gigantów LaLigi, co pociąga za sobą szereg konsekwencji. Drużyna Simeone nie może pozwolić sobie na kupno Coutinho za 160 milionów euro. Jak na swoje możliwości radzi sobie jednak na rynku transferowym niezwykle sprawnie. Financial Times opublikował w lutym 2017 roku badania porównujące wydatki europejskich klubów na pensje dla zawodników do wyników odnoszonych na boisku. Wynikało z nich, że Atlético radzi sobie o wiele lepiej, niż wskazywałyby na to wydawane przez nie pieniądze. Los Colchoneros okazali się najlepszą ekipą w całym zestawieniu biorącym pod uwagę okres od 2011 do 2015 roku. Autorzy artykułu słusznie zauważają, że oprócz dobrego zarządzania klubem oraz sprawnych posunięć sztabu szkoleniowego dużą rolę odegrać mogło tu również szczęście, które jednak w piłce nożnej jest czynnikiem występującym na porządku dziennym.

Mimo wzrostu przychodów spowodowanego dobrymi wynikami sportowymi Atlético wciąż nie jest w stanie konkurować z Barçą czy Realem jako marka piłkarska. Klub prężnie się rozwija, o czym świadczy m.in. wybudowanie Wanda Metropolitano, ale brakuje mu zainteresowania fanów na całym świecie oraz powiązanych z tym zysków. W mojej opinii jest to nierozerwalnie powiązane ze wspomnianym wcześniej stylem gry, który dla postronnego, niezwiązanego emocjonalnie z zespołem widza, nie jest zbyt atrakcyjny.

W ostatnich miesiącach można zauważyć jednak pewne zmiany, zarówno w polityce madryckiego klubu, jak i w jego medialności. Duża w tym zasługa Antoine’a Griezmanna oraz jego sagi transferowej związanej z Barceloną. Film dokumentalny Francuza przeniósł emocje związane ze zmianą klubu na nowy, nieosiągalny do tamtej pory poziom. Atléti zyskało dzięki niemu niesamowity rozgłos, czemu z pewnością przysłużył się fakt, że napastnik pozostał ostatecznie na Wanda Metropolitano. Griezmann uważa, że kierował się sercem, choć niektórzy zarzucają mu raczej podjęcie decyzji pod wpływem zaoferowanych mu pieniędzy. Obie opcje pokazują jednak ewolucję Atlético. Po pierwsze, drużyna może pochwalić się piłkarzem, który odmówił „wielkiej Barcelonie”. Po drugie, ekipa Simeone weszła na nowy poziom finansowy, oferując swojej gwieździe znaczną podwyżkę. Takim działaniem rzeczywiście zaczęła ona przypominać dwójkę gigantów z hiszpańskiego podwórka.

Wejściówki na sobotnie spotkanie są aż trzykrotnie droższe niż na jakikolwiek inny ligowy mecz oprócz tego z Realem Madryt (źr. AS). Mimo to gospodarze spodziewają się niemal pełnych trybun. Pokazuje to, że mimo braku prestiżu właściwego Barcelonie i Realowi Atléti radzi sobie naprawdę bardzo dobrze. Ma wiernych fanów, środki finansowe, jasny styl gry i sukcesy zarówno krajowe, jak i międzynarodowe. Być może nie zarobi setek milionów euro na azjatyckim tournée, ale nie znajduje się również pod tak wielką presją medialną, jaka ciąży na wspomnianych zespołach. Mniejsza krytyka po porażkach i większa euforia po sukcesach – to zdecydowanie zaleta dla wszystkich osób związanych z Los Colchoneros. Mecz z Barceloną nie jest i nie będzie jak El Clásico, ale wydaje się, że gospodarze więcej na tym zyskają, niż stracą.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

heja, gdzie oglądacie? na interneci?

Nigdy nie lubiłem meczów z nimi. Zawsze się spodziewałem dobrej piłki, a później się okazywało że było tylko kopanie, murowanie i przepychanki. Kaszaniasty jest ten zespół.

Mam nadzieję że będą trzy pkt. oraz powtórka jutro bo nocka czeka ;)

"nieco ponad 50 lat temu domniemana sympatia Francisco Franco dla Realu odgrywała niemałą rolę w hiszpańskiej piłce."
Akurat wtedy, to dość jasno się mówiło, że sympatia franco, jest po stronie... Atletico właśnie.'
Wtedy Atlético Aviación de Madrid, klub związany z silami zbrojnymi, był trochę dla Franco jak Legia dla niektórych notabli PRL. Choć oczywiście nie było jak w PRL wyborów (powołanie w kamasze lub do Legii), ale sympatie były mocne. Dopiero pierwsze międzynarodowe sukcesy Realu, sprawiły że u Franco, a raczej u jego świty, opcja"Real" przeważyła i mocno zaczęto wspierać klub z Madrytu, w tym decyzjami politycznymi, jednocześnie dyskontując jego sukcesy na arenie międzynarodowej wizerunkowo. Dla dyktatury faszystowskiej w powojennej europie, to była cenna zależność, ale w pewnym sensie Realem równie mocno się posłużono, co mu posłużono.

Atletico jest mocne, bo jest sponsorowane przez Hiszpański PiS. Na koszulkach mają logo + 500 :). Na pewno będą emocje. POZDRO
konto usunięte

Obstawiam 1:1 w męczarniach.

Nie przesadzajcie, Atleti 5:1 nie dostanie:p

Mecze z Atletico to prawie zawsze dobry zastrzyk adrenaliny a czasem i stresu . Ten zespol to zawsze godny przeciwnik

Atleti nie wygrało ligi w 2014, nawet sędziowie o tym już mówili.