Następny mecz:  Barcelona  -  Deportivo     ·  Niedziela, 17 grudnia 20:45  ·  16. kolejka La Liga   ·  Transmisja: Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

La Otra Liga: Ostatnia instancja Leganes

 18 listopada 2017, 11:14

 ¡Olé! Magazyn

 1 komentarz

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów LaLigi.


Wielu z niedowierzaniem przecierało oczy, gdy patrzyło (i nadal patrzy) na wyniki Leganés w trwającym obecnie sezonie LaLigi, zastanawiając się, jakim cudem klub z przedmieść Madrytu jest tak wysoko w tabeli. Wystarczy jednak tyko dokładniejszy rzut oka, by przekonać się, że odpowiedzialna jest za to defensywa. Przyjrzyjmy się karierze jej podpory, stojącej między słupkami. Oto Iván Cuéllar..

Najpierw wyjaśnijmy jedną rzecz – otóż Cuéllar bardziej znany jest pod swoim pseudonimem – „Pichu” – niż pod… własnym imieniem. Jak sam mówi: „Tak, wielu ludzi nawet nie wie, jak brzmi moje prawdziwe imię. To mój kuzyn mnie tak nazwał. Myślę, że była kreskówka, która tak się nazywała i to dlatego”. Właśnie dlatego częściej przeczytacie tu jego pseudonim.

Symbol

Nie oszukujmy się. Wielu zawodników nigdy w swoich karierach nie dostanie szansy na to, by zostać legendą. Tak dzieje się tylko z największymi… lub tymi, którzy po prostu podejmują dobre wybory. To drugie dotyczy najwidoczniej Pichu, bowiem śmiało można używać takiego miana w kontekście jego przygody ze Sportingiem Gijón.

W ekipie z El Molinón spędził dziewięć sezonów. Przyszedł w roku 2008, po awansie do Primera División, i nie odszedł, gdy Rojiblancos spadli z niej cztery sezony później. Choć, gdy po pięciu latach historia się powtórzyła, do piłkarza rękę wyciągnęło Leganés, a on zdecydował się z tej oferty skorzystać. Ale o tym później, na razie zostańmy w Gijón.

Bo dziewięć lat spędzonych w jednym klubie, zwłaszcza w obecnych czasach, to nie lada sztuka. Szczególnie, gdy ma się potencjał na granie w lepszej ekipie, a Cuéllar takowy z pewnością posiadał. Dużym problemem były jednak kontuzje, które niejednokrotnie krzyżowały mu plany. Widać to też w liczbie rozegranych przez niego meczów – 211 (z czego 100 w Primera División) na ponad 350 możliwych w barwach Sportingu. Choć to i tak pozwoliło mu zostać trzecim golkiperem w historii klubu pod tym względem. No i stać się ulubieńcem fanów, którzy znali jego możliwości oraz dostrzegali etos pracy, jaki sobie narzucał. To zresztą nie zmieniło się od początków jego kariery.

Wybuch

Mało jest rys na wizerunku naszego bohatera. Zresztą trudno uznać sytuację, o której zaraz przeczytacie, za takową, skoro nawet klub – w ostatecznym rozrachunku – go bronił. O co chodzi?

„Jesteś idiotą i to nie obraza, to stwierdzenie faktu, to, co robisz, co piszesz: idiotyzmy”. Tak, to słowa Pichu, wypowiedziane zresztą w trakcie konferencji prasowej, zza mikrofonu, w obecności dziennikarzy, a kierowane do jednego z nich. Skąd ten wybuch? Przy okazji jednego z poprzednich meczów (cała sytuacja miała miejsce w sezonie 2015/16) Cuéllar zatrzymał się przy grupce fanów rywala. Wspomniany dziennikarz – pomińmy nazwisko i redakcję – nagrał wideo i wysłał do przełożonych z dopiskiem, że „golkiper Sportingu wchodzi w zaczepki z kibicami przeciwnika”.

Prawda była zupełnie inna – jeden z tych właśnie fanów dostał ataku padaczki. Pichu zatrzymał się, przypatrując się akcji ratowniczej, a pomocy udzielał zresztą klubowy lekarz Sportingu! Pomyłka (najprawdopodobniej) niezamierzona, ale – wobec dramatu, jaki tam się rozgrywał – trudno dziwić się słowom Cuéllara.

Sprawa wybuchu rozeszła się później po kościach – Sporting przyznał, że można było użyć innych słów, ale potwierdził wersję Ivána i w żaden sposób nie ukarał zawodnika. Wydaje się, że słusznie.

Szóstka, której nie chcesz dostać

Gdy w 2004 roku trafiał do Atlético, z całą pewnością mógł wierzyć w to, że to w tym klubie uda mu się zostać bramkarzem pierwszego składu. Miał potencjał, charyzmę, możliwości i to, czego brakuje wielu młodym zawodnikom, chęć ciągłego poprawiania się, wchodzenia na jeszcze wyższy poziom z równoczesną wiedzą, że doprowadzić do tego mogą tylko ciężka praca i treningi.

Taka postawa zaowocowała debiutem w lidze, taka postawa pozwoliła też – w sezonie 2006/07 – stać się jednym z bramkarzy walczących o miejsce w składzie. Doprowadziła go też do młodzieżowych reprezentacji Hiszpanii, których barwy regularnie reprezentował w tamtym okresie. Atléti okazało się jednak miejscem nie dla niego – dziewięć spotkań w jednej kampanii to za mało dla 23-letniego bramkarza. Z kolei dla klubu z dużymi aspiracjami golkiper, który wpuszcza sześć bramek w jednym spotkaniu często jest przekreślony. Nawet, jeśli robi to z Barceloną.

Tak było w przypadku Pichu, dla którego szóstka od Dumy Katalonii to ostatnie „meczowe” wspomnienie związane z zakładaniem koszulki Rojiblancos. Po latach mówił o nim jednak pozytywnie: „Sprawiło, że się rozwinąłem. To było oczywiście negatywne doświadczenie, ale nauczyłem się wielu rzeczy”. Tuż po tamtym meczu, choć nie bez racji, ujmował to nieco inaczej:

Jestem tu, by się z tym zmierzyć, nawet jeśli przegramy, ale cóż… jestem ostatni na drodze do bramki i zawsze mam coś do zrobienia. To przeje… być bramkarzem i to dlatego jesteśmy specjalni, przez pracę, z którą musimy się zmierzyć

Mimo wszystko czas spędzony w Atléti to dla Cuéllara pozytywne wspomnienia – „Atlético kojarzy mi się tylko pozytywnie. Zebrałem tam doświadczenie, zetknąłem się z Fernando Torresem, Gabim, Manu Burgosem czy Diego Simeone. To rzeczy, które pozwalają rozwinąć ci się, jako piłkarzowi, ale też jako człowiekowi. Atlético było moim domem i pozwoliło mi rozwinąć mój sen”.

Z domu trafił do Eibaru, później do wspominanego Sportingu. Teraz za to można śmiało mówić, że Pichu Cuéllar to…

Ogórek

To ekscytujący projekt, projekt przyszłości, rozwoju. Przychodzi taki czas, gdy musisz się rozwijać. W moim poprzednim klubie doszedłem do momentu, gdy nie mogłem dać z siebie więcej niż już dałem, a jestem osobą, która chce i potrzebuje rozwoju. Będę próbować zrobić co potrafię najlepiej, przyszedłem się tu rozwinąć i moi koledzy uczynią mnie lepszym

Mam nadzieję i życzę sobie, by to był dobry rok dla wszystkich i byśmy osiągnęli to, co chcemy. To naprawdę ciekawy projekt i cieszę się, że w nim jestem na co najmniej dwa lata

Dla mnie to oczywisty cel, by być na dobrym poziomie. Będę próbować pomóc moim kolegom, jak tylko potrafię i już to robię. On [Serantes, drugi golkiper Leganés – przyp. red.] będzie musiał to robić ze mną. Nie rywalizuję z nim, będziemy się starać pomóc sobie wzajemnie, by nasza praca opłaciła się trenerowi i zespołowi

Jestem pełen entuzjazmu, odkąd dołączyłem do nowego projektu, w którym widzę tylko pozytywne rzeczy. Chcę się uczyć i z doświadczeniem, jakie zebrałem przez te wszystkie lata – pomagać

Chcę się dalej rozwijać. Leganés może mi pomóc stać się lepszym i cieszę się, że jestem częścią tego projektu. To wszystko jest dla mnie bardzo pozytywne

Pierwsze trzy cytaty pochodzą z konferencji prasowej po transferze. Kolejne dwa to wywiad przeprowadzony pod koniec września. Chyba nie trzeba już wyjaśniać powodów, dla których Cuéllar zdecydował się na Leganés, prawda? Co zaskakuje, to fakt, że 33-letni bramkarz, dla którego Ogórki mogą być ostatnim „poważniejszym” klubem w karierze, wciąż mówi o rozwoju, chęci stawania się lepszym. Oczywiście, robi tak wielu piłkarzy i często są to puste słowa, ale… popatrzcie tylko na wyniki Lega w tym sezonie.

Bo gdy już w pierwszym meczu ktoś – broniąc rzut karny – potwierdza to, co mówi, a w kolejnych ośmiu traci tylko dwie bramki, przy okazji nie wpuszczając gola przez ponad 500 minut z rzędu, to trudno zarzucać mu, że to tylko wyuczone formułki. Postawmy sprawę jasno – gdyby nie defensywa, Leganés byłoby dziś w okolicy spadkowych lokat.

Tu należy zaznaczyć, że – rzecz jasna – nie gra w niej tylko golkiper. Klub z przedmieść Madrytu to również niezwykle zorganizowani obrońcy, znakomicie wyłączający wszelkie atuty przeciwnika. W tym sezonie defensywa zawiodła tak naprawdę raz – gdy dała sobie strzelić trzy bramki w meczu z Valencią. W pozostałych spotkaniach Pichu miał dzięki nim dużo mniej roboty.

Doskonale widać to po statystykach – Cuéllar wykonuje 2,4 interwencji na mecz. To więcej niż średnia ligi (1,8), ale znacznie mniej niż wielu innych golkiperów, z klubów, które – w teorii – miały rywalizować z Pepineros o utrzymanie w lidze. Dla porównania: Marco Dmitrović z Eibaru, zalicza 2,8 interwencji na mecz, ale Eibar oprócz tego ma aż 25 straconych bramek (co łącznie daje średnią powyżej 5 strzałów w światło bramki na mecz). Średnia strzałów oddanych do bramki Pichu wynosi około trzech na spotkanie. Jest różnica?

Oczywiście nie należy umniejszać zasług golkipera – wręcz przeciwnie. Mimo bardzo dobrej postawy jego kolegów przed nim, to on niejednokrotnie ratował im skórę z poważnych tarapatów. A w meczu z Barceloną dostanie na to kolejną okazję.

*****
Jeśli po tym tekście mało wam golkipera Leganés, to okazuje się, że w sieci da się znaleźć bloga poświęconego… tylko jego karierze. Sprawdźcie!

Autor: SEBASTIAN_WARZECHA
Twitter: @sebwarzecha

***

Oglądaj mecze La Liga na kanałach ELEVEN w jakości HD i z polskim komentarzem

Udostępnij:

Komentarze (1)

Gorące tematy