Gerard Piqué: Wolę skończyć karierę, niż być zmiennikiem

Mateusz Doniec

24 października 2021, 13:00

El Pais

16 komentarzy

Fot. Getty Images

Środkowy obrońca FC Barcelony Gerard Piqué pojawił się tym razem w mediach tradycyjnych, udzielając przed dzisiejszym El Clásico krótkiego wywiadu dziennikowi El País. 34-latek podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat sytuacji klubu oraz drużyny i wyjawił jakie ma plany na przyszłość.

El País: Czy dla ciebie to bez różnicy czy rozmawiasz ze streamerem czy z medium tradycyjnym?

Gerard Piqué: Zazwyczaj udaję się tam, gdzie jest mi dobrze. Media tradycyjne są bardziej rygorystyczne i musisz cały czas uważać na słowa, aby nie stworzyć przypadkiem jakiegoś nagłówka wyrwanego z kontekstu. Streamerzy, youtuberzy to inne środowisko. Mówimy wtedy o przeróżnych tematach. Gdy rozmawiamy o delikatnych sprawach, nikt nie szuka cytatu do nagłówka. Tą drogą trafiasz także do nowych pokoleń. Społeczeństwo zrobiło ogromny skok do przodu.

To pozytywne, że piłkarz tak oddalił się od prasy?

Jesteśmy spokojniejsi, ponieważ ludzie źle wykorzystywali możliwość wejścia do Ciutat Esportiva. Dobrym przykładem może być zdjęcie ze mną i z Ibrą, gdy „wymienialiśmy się uprzejmościami”. To co zostało powiedziane, nie miało żadnego sensu. Złe działania niektórych ludzi sprawiły, że kluby i również my oddaliliśmy się od siebie.

Myślisz, że można wykorzystać zasięgi w mediach społecznościowych do zwiększenia wartości zawodnika lub do negocjacji kontraktowych?

Nie sądzę. Transfer dochodzi do skutku raczej ze względów sportowych. Można to jednak zmonetyzować. Niektórzy robią tak ze wszystkim, inni tylko z poszczególnymi elementami. Można wybrać swoją ścieżkę.

Shakira oczywiście chciała być z tobą bez względu na sławę i pieniądze. Nie martwiło cię to, że ludzie ci to zarzucali?

Takie coś trzeba odpowiednio przewartościować. Bardzo ważne jest, aby być z kimś za to kim jest, a nie ze względu na pieniądze. Podobnie jest z przyjaciółmi. Przez całe życie mam tych samych. Trudno mi nawiązać nowe przyjaźnie. Jestem dosyć nieufny.

Czy w szatni wytworzy się rywalizacja na „followersów”?

Nigdy nie rozmawialiśmy o tym w szatni, lecz rzeczywiście konkurujemy w wielu dziedzinach. Chcesz być na swojej pozycji najlepszy w zespole, w lidze, na świecie. Rywalizujesz, aby pokonać przeciwnika, aby podnosić puchary albo nie spaść z ligi. Gdy ktoś kończy karierę to tęskni najbardziej właśnie za rywalizacją.

Ronald Araujo, Éric García, Samuel Umtiti, Clement Lenglet… Miałeś kiedyś taką konkurencję?

Nigdy, ale to nie jest zła rzecz. Od młodości uczysz się i rozumiesz, na jakim poziomie możesz rywalizować. Ja w wieku 19 lat zostałem wypożyczony do Realu Zaragozy i odkryłem, że mogłem grać nawet w Premier League przeciwko wielkim drużynom. W wieku 34 lat wiesz już na jakim jesteś poziomie i ile jeszcze jesteś w stanie grać.

To dobrze czy źle, że ty i Jordi Alba, dwaj kapitanowie, zadecydowaliście o wyniku meczu z Dynamem Kijów, gdy oczekiwano tego raczej od młodych?

Tę debatę o młodzieży i weteranach tworzą media i rozszerza się to na kibiców. Podobnie było, gdy kreowano debatę na temat tego, czy powinienem zostać powołany do reprezentacji. To z kolei prowokowało gwizdy. Teraz dobrze sprzedaje się narracja „weterani i młodzież”. Jesteśmy tu już od wielu lat, ale ludzie chcą widzieć nowe twarze. Rozumiem, że młodzi zawodnicy to atrakcja dla kibiców, ponieważ pokazują, że w klubie jest przyszłość. Myślę jednak, że weterani nadal są potrzebni. Nie dlatego, że ja teraz jestem najstarszy, ale dlatego, że możesz przekazać swoje doświadczenie.

Czujesz się weteranem?

Tak naprawdę to nie. Zauważyłem ostatnio, że stałem się najstarszym strzelcem gola dla Barcelony w rozgrywkach europejskich i trochę mnie to zdołowało. Później zobaczyłem, że jestem obrońcą z największą liczbą goli razem z Roberto Carlosem i to mi zdecydowanie poprawiło humor. Nie czuję się jednak starszy. Wiem oczywiście ile mam lat i gdy zobaczę, że nie jestem już tak ważny, jak byłem, to odejdę. Mam w sobie cały czas młodego buntowniczego Gerarda, który lubi płatać figle. Gdy czuję się dobrze pod względem fizycznym, łatwo mi to zauważyć. Nie jestem najszybszy, lecz mogę rywalizować z najlepszymi i nie czuć się gorszy. Dopóki tak będzie, będę grał.

W takim razie odejdziesz z Barcelony, gdy przestaniesz grać od początku?

Skończę karierę w Barcelnie. To wiem na pewno. To czego nie zaakceptuję, to zakończenie kariery jako zmiennik. Jeśli stanie się to na przykład w trzech ostatnich miesiącach sezonu… trudno, niech będzie. Jednak nie zamierzam przez cały rok siedzieć na ławce.

Młodzież wchodzi z futryną…

Są genialni i bardzo, bardzo młodzi. Gavi, Nico, Pedri, Balde, Ansu… To generacja, która jeśli zostanie odpowiednio poprowadzona, przyniesie rezultaty. W ciągu kilku lat Barça będzie mogła wrócić na szczyt i grać o wszystko. Jeszcze nie jesteśmy faworytami, przynajmniej nie w Lidze Mistrzów. Bądźmy jednak cierpliwi. Wydaje mi się, że to pokolenie jest bardzo podobne do mojego. Nie chcę jednak nikogo porównywać, bo to tylko nakładanie na nich presji i odpowiedzialności. Myślę jednak, że Gavi i Pedri spokojnie mogą stać się nowym Xavim i nowym Iniestą. Niech wygrywają wszystko, co mogą, ale przede wszystkim niech cieszą się grą. Są oczywiście jeszcze Dest, Araujo Éric…

Krytycy uważają, że z tobą drużyna się cofa. Jak na to odpowiesz?

To czy drużyna idzie do przodu czy do tyłu zależy od pressingu. Gdy naciskamy, podchodzimy wyżej. Nie możesz dać przeciwnikowi czasu na myślenie. Może ci uciec, a później strzelić gola. Rozumiem, że patrzy się na mój wiek, ale to złudne. Wszystko zależy od tego, jak zakładamy pressing. W naszych najlepszych czasach cudnie rozgrywaliśmy piłkę, ale graliśmy też wysoko ze względu na pressing. Nad tym trzeba pracować. Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej. My zamierzamy zawsze podchodzić wysoko. Mnie się to bardzo podoba.

O to właśnie kłóciliście się z Sergio Busquetsem?

Zakładam, że chodzi o dyskusję po golu dla Atlético. Mamy świetne relacje. Nie przesiadujemy jednak w biurze, lecz na stadionie przed 50 tysiącami ludzi, będąc pod ogromną presją. Może zrobić się gorąco. Wtedy Lemar uciekł spod krycia i nikt go nie gonił, gdy João Felix biegł z piłką. Później piłka trafia do Luisa Suáreza, którego miałem kryć i chwilę później futbolówka wraca do Lemara. Busi mówił mi, że nie powinienem wychodzić ze strefy, a ja odpowiedziałem, że to rozumiem, ale zapytałem, kto miał kryć Lemara. Łatwo mówić, gdy siedzi się przed telewizorem.

Kilka lat temu mówiłeś, że nie chcesz być prezydentem po odejściu Messiego. Jest tak źle, jak się spodziewałeś?

Nigdy sobie nie wyobrażałem, że Leo odejdzie. To oczywiście bardzo skomplikowane, gdy odchodzi najlepszy piłkarz w historii. Taki moment musiał w końcu nadjeść. Trzeba zwrócić uwagę jak reaguje klub. Gdy z Realu odszedł Cristiano Ronaldo, oni również mieli problemy ze zdobywaniem bramek. My korzystaliśmy przez wiele lat z obecności Leo i teraz musimy znaleźć nowe punkty odniesienia. Problem w tym, że Leo dawał ci wszystko. Jedni zawodnicy strzelają gole, inni są dobrzy w pojedynkach jeden na jeden, jeszcze inni znajdują wolne strefy… Leo robił to wszystko. Potrzeba wielu piłkarzy, aby mieć wszystko, co dawał Leo.

Wiesz jak wyglądała sytuacja finansowa? Rzeczywiście jego odejście było nieuniknione?

Rozumiem te rachunki, lecz ciężko mi zrozumieć temat finansowego fair play. Ja zasiadłem do stołu z prezydentem i wiedziałem, że muszę się porozumieć, aby klub mógł zarejestrować nowych zawodników. Uważam, że gdyby Leo został, te liczby mogłyby być jeszcze gorsze. Nie wiem czy to było możliwe, nawet z ogromnym wysiłkiem. Nie mam na ten temat informacji.

Ronald Koeman nie był wyborem Joana Laporty. Czy szatnia również ma wątpliwości?

Przez 17 lat mojej kariery nigdy nie byłem jeszcze w szatni, która nie chciałaby swojego trenera. Zawsze znajdzie się kilku zawodników w opozycji, którzy nie grają. Nie widziałem nigdy natomiast tego, aby szatnia się zjednoczyła i powiedziała, że nie chce trenera.

Myślisz, że ktoś stawia na obecną Barçę?

Z pewnością. Najważniejsze jednak, abyśmy my na nią stawiali. Jedni wierzą, inni nie. Ja jestem jednak przekonany, że ostatecznie będziemy w czołówce. W lidze na pewno, a w Europie mam nadzieję. Tam poziom jest wyższy.

Problemy sportowe zderzają się z problemami finansowymi. Jaki ty miałbyś plan?

Trzeba obniżyć pensję zawodników oraz sprowadzić do zespołu talenty. Trzeba ich też wyszkolić i znaleźć sposoby na zdobycie przychodów. To ważne wyzwanie dla tego zarządu. Muszą koniecznie inwestować. Dlatego tak ważna jest przebudowa stadionu. Trzeba rosnąć w siłę.

Ufasz zarządowi Joana Laporty bardziej niż Josepa Marii Bartomeu?

Laporta już ma to za sobą i myślę, że była to dobra epoka. Uważam też, że tryplet z sezonu 2014/15 kosztował nas bardzo drogo. W styczniu 2015 roku Bartomeu notował w sondażach mniej niż 1% poparcia, a później i tak wygrał. To lekcja dla socios, że rezultaty to nie wszystko. Klub nie działa tylko na boisku. To ma ogromne znaczenie, ale jest wiele innych elementów. Aktualna sytuacja klubu to oczywiście wynik poprzednich rządów. Pandemią Covid-19 można przypudrować wszystko. To szczera prawda.

Nie chodzi też o zarobki piłkarzy?

Kto nie walczy o jak najlepszą pensję? Populizm mnie zabija. Wszyscy o to walczymy. To prawo życia. To nie jest kwestia naszego wynagrodzenia. Łatwo tak mówić. Chodzi o wydatki na transfery, amortyzacje… widzieliśmy te wszystkie liczby. Nie możemy cały czas wydawać, myśląc że jesteśmy maszynką do zarabiania pieniędzy albo Bankiem Hiszpanii. Z drugiej strony mówisz, że zarabiamy aby wygrywać, a przez ostatnie sześć lat nie podnieśliśmy ani razu pucharu Ligi Mistrzów.

Zbliża się El Clásico. Jak można sprawić krzywdę Realowi?

Nie zmienili się aż tak bardzo przez ostatnie lata pod względem stylu gry. Jeśli będziemy dobrze grać piłką, myślę, że sprawimy kłopoty. Trudno im się bronić, podobnie jak każdej wielkiej drużynie, która woli mieć piłkę przy nodze. Musimy naciskać i być sobą bardziej niż kiedykolwiek.

To wciąż spotkanie, które najbardziej was ekscytuje?

Tak, zdecydowanie.

Bardziej martwisz się o swoje biznesy czy o El Clásico?

Wiele lat w tym siedzę i z czasem coraz bardziej poznaję siebie samego. Przez cały ranek jestem w Ciutat Esportiva, lecz później trzeba coś robić. Jedni zajmują się rodziną, inni przyjaciółmi i grami na konsoli… ja lubię być z rodziną i poświęcać czas na tworzenie nowych rzeczy. Gdybym jednak zauważył, że choć w 0,5% ma to na mnie zły wpływ, nie robiłbym tego. Gdy przegrywamy ludzie mnie za to obwiniają. Ja nie przestanę robić czegoś, co nie ma złego wpływu na mnie ani na drużynę tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Nie przestanę być tym, kim jestem przez cztery osoby w Internecie.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

To powinien już to zrobić z 3 lata temu

Grande Geri! Kogoś takiego nam potrzeba w przyszłości jako prezydenta. Teraz się uczy na mniejszym klubie i z czasem wejdzie do Barcelony.

Nie powiedział wielki obrońca Samuel U, nigdy.

I to jest różnica między Leo a innymi Top zawodnikami. Pique - klasa !

Jeden z moich ulubionych piłkarzy Barcy ever, ale też bardzo inteligentny gość, oczytany, wiele rozumiejący z tego, co się dzieje wokół.
Ma swoje spostrzeżenia, które często decydenci na różnych polach, ubierają we frazesy by zamieść pod dywan, a on je uporczywie wyciąga i komunikuje.
Naprawdę wyjątkowa postać.

Uwielbiam Pana :-)

To już, bo chyba ten czas się zbliża

Ale Puiga nie wymienił z tych młodszych xD
konto usunięte

Pique prawdziwy kapitan , nie mam miekkiej rury jak obecny gosc z opaską ...sic!!

Gerard Piqué: Wolę skończyć karierę, niż być zmiennikiem.

Umtiti: Hehe jaki gupi.